Pieczonka przystępował do spotkania jako zdecydowany outsider. Trungelliti zajmował 83. miejsce w rankingu ATP, ale Polak zdążył już pokazać w Szczecinie, że jest w bardzo dobrej dyspozycji. Najpierw przeszedł eliminacje, a następnie w pierwszej rundzie turnieju głównego wyeliminował Portugalczyka Pereirę.
Pieczonka zaskoczył faworyta
Różnicy w rankingu nie było widać również na początku czwartkowego spotkania. Pieczonka odważnie przeciwstawił się znacznie bardziej doświadczonemu rywalowi i doprowadził do tie-breaka pierwszej partii. W nim przejął inicjatywę i zwyciężył 7-3, obejmując prowadzenie w meczu.
Polak poszedł za ciosem. Już w drugim gemie kolejnego seta przełamał Trungellitiego, a później skutecznie pilnował przewagi. Argentyńczyk miał coraz większe problemy ze znalezieniem sposobu na dobrze dysponowanego 22-latka.
Pieczonka prowadził już 5:2 i znalazł się o krok od największego sukcesu podczas tegorocznej imprezy w Szczecinie. Wtedy jednak przebieg spotkania całkowicie się zmienił.
Od 5:2 do 5:7. Niewiarygodny zwrot akcji
Polak nagle stracił skuteczność, a Trungelliti wykorzystał moment słabości przeciwnika. Pieczonka w pięciu kolejnych gemach zdobył łącznie zaledwie cztery punkty. Argentyńczyk wygrał wszystkie pięć gemów z rzędu i ze stanu 2:5 doprowadził do zwycięstwa 7:5.
O awansie do ćwierćfinału musiał zatem zdecydować trzeci set. Tym razem spotkanie stało się jeszcze bardziej nerwowe, a obaj zawodnicy mieli problemy z utrzymaniem własnego podania i wymieniali się przełamaniami.
W decydującym fragmencie więcej skuteczności zachował Trungelliti. 36-latek wykorzystał swoje doświadczenie i wygrał trzecią partię 6:4, kończąc trwający trzy sety rollercoaster.
Pieczonka przegrał 7:6(3), 5:7, 4:6 i pożegnał się ze szczecińskim challengerem. Szczególnie bolesny dla Polaka pozostanie drugi set, w którym przy prowadzeniu 5:2 dzieliły go zaledwie dwa gemy od awansu do ćwierćfinału.
