Zastal wyrównał rachunki przed piątym meczem finałowym Orlen Basket Ligi

Zastal wyrównał rachunki przed piątym meczem finałowym Orlen Basket Ligi
Zastal wyrównał rachunki przed piątym meczem finałowym Orlen Basket LigiAndrzej Romański/PLK.pl

Zielonogórzanie w poniedziałkowy wieczór pokonali mistrzów Polski 85:73 na swoim parkiecie i przed wyjazdem do Warszawy stan rywalizacji w finale Orlen Basket Ligi wynosi 2-2.

Hala CSR w Zielonej Górze znów była wypełniona ponad pojemność (5 tys. widzów). Gospodarze, pięciokrotni mistrzowie kraju (2013, 2015/17 oraz 2020), zaskoczyli obrońców tytułu po raz kolejny w finałowej rywalizacji i wygrali zasłużenie, prowadząc do remisu w finałowej rywalizacji.

Zastal, który nie był pewien udziału w play off po fazie zasadniczej, a w finale przegrał z Legią zdecydowanie dwa poprzednie spotkania, tym razem prezentował się bardzo dobrze. Wygrał walkę pod tablicami 44:36, lepiej bronił i miał wyższą skuteczność rzutów za dwa punkty - 53 procent (przy 48 proc. rywali).

Zielonogórzanie rozpoczęli z animuszem, energią, skoncentrowani i skuteczni. Akcje 20-letniego Jakuba Szumerta i dwa rzuty za trzy punkty Amerykanina Conleya Garrisona, który do tej pory finałów nie mógł zaliczyć do udanych (pięć punktów w trzech pierwszych meczach) sprawiły, że Zastal prowadził po niespełna trzech minutach 12:5. Legioniści odpowiedzieli kontrami i zbliżyli się na dwa punkty (12:10), ale gospodarze - głównie za sprawą kapitana drużyny Andrzeja Mazurczaka - włączyli drugi bieg. Po jego akcji pod kosz oraz rzucie zza linii 6,75 m drużyna trenera Arkadiusza Miłoszewskiego prowadziła 19:14, a następnie 23:15.

Koszykarze z Zielonej Góry grali także z większą determinacją w defensywie niż w dwóch ostatnich przegranych spotkaniach, choć częściej od rywali popełniali faule. Legioniści nie byli jednak skuteczni z linii rzutów wolnych, a także z dystansu (jedna celna na 12 prób za trzy do przerwy). Gospodarze wygrywali też walkę pod tablicami (do przerwy 24:20) i to dawało im przewagę. Po rzucie za trzy punkty Mazurczaka i Garrisona Zastal uzyskał największą w pierwszej połowie 11-punktową przewagę (35:24) w 16. minucie.

Goście po przerwie wyszli bardziej zmobilizowani, wzmocnili obronę, ale miejscowi grali jak w transie. Pierwsze skrzypce, oprócz Mazurczaka, który wrócił do wysokiej dyspozycji (21 punktów, trzy asysty w meczu), grali zawodnicy do tej pory mniej lub w ogóle w finałach niewidoczni. Środkowy Dwight Allen Wilson, którego zabrakło w dwóch ostatnich spotkaniach uzyskał 10 punktów i miał pięć zbiórek. Wspierali go Garrison, Jayvon Maughmer i Patrick Cartier.

Obrońcy tytułu z Warszawy zmniejszyli po rzucie Pluty za trzy punkty straty i przegrywali tylko 44:48 w 26. minucie. Końcówka tej części spotkania, mimo kilku błędów Zielonogórzan, należała jednak do podopiecznych trenera Miłoszewskiego. Zdobyli dziewięć punktów z rzędu i uciekli na 57:44. W ostatniej akcji Fayne zablokował Shane'a Huntera, piłkę zebrał Matczak i pędząc na kosz został nieprzepisowo zablokowany. Wykorzystał dwa wolne i po 30 minutach Zastal wygrywał 61:47.

To nie było jednak ostatnie słowo gospodarzy, których wspierał ogłuszający doping kibiców. Na początku czwartej kwarty, po akcjach Amerykanów Cartiera oraz Chavaughna Lewisa, Zielonogórzanie prowadzili już 65:47.

Koszykarze estońskiego trenera Heiko Rannuli wyglądali nieco bezradnie przy „naładowanych” energią kibiców zawodnikach Orlenu. Ustępowali im prędkością, zaciętością, walecznością. Ani Andrzej Pluta, ani jego koledzy nie potrafili odwrócić losów meczu. Rozpędzony zielonogórski ekspres był w poniedziałek nie do zatrzymania. Legionistom nie pomagały przerwy w grze i uwagi Rannuli, który zalecał obronę strefową i większą intensywność gry, szczególnie pod tablicami. W połowie czwartej kwarty zielonogórski zespół prowadził 73:58, a na dwie minuty i 16 sekund przed końcem spotkania aż 81:62.

Piąty mecz finałowy odbędzie się w Warszawie w środę (godz. 20:15).