Dziki Warszawa z brązowym medalem. Legovich: "Jestem szczęśliwy, ale zmęczony"

Radość zawodników Dzików Warszawa po zwycięstwie w rewanżowym meczu o 3. miejsce Ekstraklasy koszykarzy z AMW Arką Gdynia.
Radość zawodników Dzików Warszawa po zwycięstwie w rewanżowym meczu o 3. miejsce Ekstraklasy koszykarzy z AMW Arką Gdynia.PAP/Leszek Szymański

Koszykarze zespołu Dziki Warszawa zdobyli historyczny medal, pierwszy w swoich dziejach. Pokonali w meczu o trzecie miejsce AMW Arkę Gdynia 92:78 i odrobili pięciopunktową stratę (84:89) z pierwszego meczu z Trójmiasta.

Spotkanie było wyrównane przez dwie kwarty, ale z minuty na minutę gospodarze uzyskiwali większą przewagę nad Arką, w której szeregach zabrakło dwóch czołowych, kontuzjowanych koszykarzy - Milana Barbitcha i Michaela Okauru.

Po dwóch kwartach Dziki prowadziły 46:45, ale po trzeciej odsłonie miały już przewagę 81:60, której nie oddały już do końca spotkania, choć walczący ambitnie Gdynianie nieco zmniejszyli straty.

Dziki, klub założony w 2017 r. na bazie trzecioligowego MKS MOS Ochota (piąta lokata przed play off), to sprawca dużej niespodzianki w tym sezonie - nie tylko zdobył awans do play off. W ćwierćfinale zawodnicy z Warszawy wyeliminowali (3-1) brązowego medalistę z ubiegłego sezonu, czwartą po sezonie zasadniczym drużynę Energi Trefla Sopot. Potem w historycznych derbach Warszawy w półfinale ulegli koszykarzom Legii 0-3. Pod wodzą młodego włoskiego szkoleniowca Marco Legovicha stołeczny klub triumfował również w rozgrywkach Ligi Północnoeuropejskiej, pokonując w Weissenfels Manchester BC 109:97 i został trzecim polskim klubem z tym trofeum.

"Jestem szczęśliwy, ale zmęczony. Wspaniały dzień" - powiedział PAP 32-letni włoski trener Marco Legovich.

Dla 42-letniego Adama Hrycaniuka, środkowego Arki, pojedynek o brąz był ostatnim meczem w karierze, która na polskich parkietach trwała 19 sezonów. Rozegrał w ekstraklasie 644 mecze (w tym 37 w obecnym sezonie) - to piąty wynik w historii. Rekordzistą polskiej ekstraklasy jest Filip Dylewicz, były koszykarz m.in. Arki Gdyni i Prokomu Sopot, który ma 708 meczów, a za nim plasują się: Dariusz Parzeński (672), obecny prezes PLK Łukasz Koszarek (669) i śp. Adam Wójcik (651).

Urodzony w Barlinku Hrycaniuk występował w ekstraklasie w czterech zespołach – Spójni Stargard (debiut w 2003 r.), Treflu Sopot, Stelmecie Zielona Góra oraz AMW Arce (siedem ostatnich sezonów). W tym sezonie opuścił tylko dwa spotkania, a w dwóch poprzednich żadnego ligowego pojedynku.

Zawodnik o przezwisku „Bestia”, były reprezentant biało-czerwonych (2010-2021, 137 spotkań, udział w trzech ME: 2011, 2013 i 2017 oraz MŚ 2019) wywalczył siedem tytułów mistrza kraju, po trzy ze Stelmetem i Arką oraz jeden z Treflem, a także wicemistrzostwo w 2014 r. (Zastal). Jest również dwukrotnym zdobywcą Pucharu Polski (2015 i 2017) oraz Superpucharu (201 i 2015).

"Nie udało się dzisiaj, ale patrząc z perspektywy całego sezonu jestem mega dumny z drużyny. Dziś też walczyliśmy do końca, mimo nieobecności dwóch czołowych zawodników. Trzeba pogratulować Dzikom. Czuję i troszeczkę smutku, i trochę radości, że ta długa droga się kończy. Mam teraz różne myśli w głowie. Cieszy to, że moja kariera trwała tak długo, bo kiedy rozpoczynałem, nie zapowiadało się na to. Teraz zaczynam nowy etap w życiu i będę mógł obserwować koszykówkę z innej perspektywy" - powiedział PAP Hrycaniuk.

Także dla kapitana Dzików Grzegorza Grochowskiego zwycięski mecz o brąz był szczególny. To jego ostatni występ w barwach Dzików, które reprezentował od sześciu sezonów, wprowadzając m.in. klub do ekstraklasy.

"Nie jest mi łatwo opisać słowami te emocje. To, co się wydarzyło w tym sezonie, zwycięstwo w Lidze Północnoeuropejskiej i teraz medal. To przepiękne zakończenie mojej historii w Dzikach, bo koszykarskiej kariery jeszcze nie" - powiedział PAP 33-lettni Grzegorz Grochowski.