Przyjezdni kontrolowali spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty. Byli agresywni w defensywie - wymusili na gospodarzach 14 strat (sami mieli dziewięć) i skuteczni w ataku - trafili 11 razy za trzy punkty.
"Jestem bardzo dumny z mojego zespołu. Trudny mecz toczony we wspaniałej atmosferze. Graliśmy fizycznie i o to nam chodziło. Kontrolowaliśmy spotkanie dzięki obronie i wygrywanej walce pod tablicami. Dziś to była najlepsza defensywa, jaką pokazaliśmy w tej serii. Nie dekoncentrujemy się, nie relaksujemy, wiemy, że Zastal nie podda się łatwo w poniedziałek" - podkreślił estoński trener.
Liderem Legii był kolejny inny zawodnik, po Jayvonie Gravesie w meczu numer jeden (28 pkt i 10 zbiórek), Andrzeju Plucie w meczu numer dwa (27 pkt i 9 zbiórek). Tym razem w rolę lidera wcielił się 29-letni Francuz Carl Ponsar, który przyszedł do Legii w trakcie sezonu, najpierw na dwa miesiące, w obliczu kontuzji Race'a Thompsona, ale z tygodnia na tydzień spisywał się lepiej. Zaowocowało to przedłużeniem umowy do końca rozgrywek na początku lutego. Silny skrzydłowy miał double-double: 22 pkt i 13 zbiórek, a jego walka o każdą piłkę, metr parkietu dawała zespołowi wielką energię.
"Najważniejsze jest to, że wygraliśmy. Byliśmy w tym meczu razem, poprawiliśmy obronę i zatrzymaliśmy rywali na 63 punktach. Intensywność i dobra defensywa - to było kluczowe" - powiedział z uśmiechem na twarzy Francuz.
Szkoleniowiec Zastalu Arkadiusz Miłoszewski podkreślił, że nie tyle defensywa obrońców, co błędy jego koszykarzy zadecydowały o końcowym wyniku.
"Legia nie zagrała rewelacyjnie, zagrała solidnie i to wystarczyło dziś na nas. Zabrakło skuteczności, bo graliśmy nerwowo. Chcieliśmy bardzo szybko prowadzić, bardzo szybko pokazać, że chcemy wygrać mecz. A przed całą serią powtarzałem, że Legia jest zbyt mądrym zespołem, żeby grać rwane sytuacja, że musimy grać cierpliwie, szukać swoich przewag, być zespołem, bo nikt sam nie może tego zrobić. Nasza obrona nie była najgorsza, ale w ataku nie było zespołowości, te rzuty, które oddawaliśmy nie były wynikiem gry drużyny" - powiedział na konferencji prasowej Miłoszewski.
Zdaniem kapitana Legii Michała Kolendy kluczowe było przygotowanie mentalne do meczu numer trzy po wysokiej wygranej w Warszawie 104:82 w drugim spotkaniu.
"Wiedzieliśmy, że na wyjeździe tę fizyczność, twardość, trzeba wykrzesać z siebie podwójnie. Mieliśmy narzucić swój ton, jeśli chodzi o fizyczność i udało się zrealizować „game plan” trenera. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak drużyna zareagowała w pierwszej kwarcie. Można powiedzieć, że na moment wybiliśmy Zielonogórzanom koszykówkę z głów. Ale wiemy, że jesteśmy w połowie drogi, jeśli chodzi o wyjazd do Zielonej Góry. W poniedziałek trzeba wrócić i podsumować to kolejnym zwycięstwem. Mam nadzieję, że koncentracja zostanie w całym zespole, że nie zaspokoimy apetytów tym zwycięstwem. Wszyscy zdrowi, więc mam nadzieję, że przystąpimy do spotkania z takim samym nastawieniem, z jednym celem w głowie, który sobie założyliśmy przyjeżdżając tutaj" - powiedział w telewizji Polsat tuż po meczu.
32-letni Filip Matczak, rodowity Zielonogórzanin, wychowanek Zastalu nie ukrywał, że przy wsparciu nadkompletu publiczności gra jego drużyny powinna wyglądać lepiej. Grający w masce na twarzy po złamaniu nosa w meczu numer jeden w stolicy rozgrywający gospodarzy obiecał, że w poniedziałek drużyna będzie znowu gotowa do walki.
"Gratulacje dla Legii. To nie defensywa rywali była kluczowa. Musimy spojrzeć na to w inny sposób. Kreowaliśmy pozycje, znajdowaliśmy dobre rzuty, ale po prostu zabrakło skuteczności. Brakowało nam pewności siebie. Wyglądało tak, jakby brakowało nam energii, a to dziwne, bo przyszło pięć tysięcy kibiców, od których dostaliśmy zastrzyk energii. Może nie otworzyliśmy się na tę energię kibiców. W poniedziałek musimy to zmienić, coś w naszych głowach. Musimy być bardziej pazerni i bardziej wierzyć w to, że gra może nam przychodzić łatwiej. Dziś była niemoc. Nie wpadała jedna, druga, trzecia piłka, a wtedy do głowy wchodzą różne myśli. W poniedziałek wracamy z dobrą energią. Każdy z nas będzie próbował dawać z siebie wszystko, szarpać, żeby być z drużyną i dokładać swoją cegiełkę" - podkreślił.
