Przejdź do głównej treści

Polacy znowu najlepsi w Lidze Narodów. Wygrali bardzo trudny bój z Amerykanami

Polacy znowu najlepsi w Lidze Narodów. Wygrali bardzo trudny bój z Amerykanami
Polacy znowu najlepsi w Lidze Narodów. Wygrali bardzo trudny bój z AmerykanamiMARCIN CHOLEWINSKI / Newspix.pl / Profimedia

Reprezentacja Polski trzeci raz wygrała rozgrywki Ligi Narodów. Po triumfach w 2023 i 2025 roku, tym razem biało-czerwoni pokonali w Ningbo Amerykanów 3:2 (25:21, 23:25, 25:27, 25:23, 15:10) po bardzo wyrównanym i trudnym meczu.

Otwarcie spotkania było z obu stron mocno nerwowe, przez co na parkicie oglądaliśmy bardzo dużo błędów. Gra była wyrównana, a żadna ze stron nie była w stanie odskoczyć na tablicy wyników, przez co często pojawiał się na niej remis. 

W drugiej części pierwszego seta oglądaliśmy całą lawinę błędów serwisowych zarówno ze strony Polaków, jak i Amerykanów. Być może stres związany z meczem finałowym w jakiś sposób paraliżował zawodników.

Finalnie jednak to biało-czerwoni szybciej się skoncentrowali i w końcówce seta wreszcie odskoczyli na kilka punktów i objęli prowadzenie w meczu. 

W drugiej partii lepiej od samego początku do końca wyglądali Amerykanie. Z bardzo wysokoch piłek atakował Merrick McHenry, a w polskim zespole problemy z regularnością w ataku miał Bartłomiej Bołądź. Po polskiej stronie najlepiej wyglądał Tomasz Fornal, ale nie była to na tyle dominująca dyspozycja, by tylko na jego barkach Polacy mogli pociągnąć swoją grę. 

W drugiej części seta podopieczni Nikoli Grbicia doszli do rywali przy stanie 20:20, więc wszystko było możliwe, ale w końcówce świetnie na zagrywce obudził się Jake Hanes. Przy pierwszej piłce setowej dla Stanów Zjednoczonych Fornal posłał zagrywkę w siatkę i po dwóch setach mieliśmy remis. 

Trzecią partię Polacy otworzyli z Kamilem Semeniukem na parkiecie, bo Wilfredo Leon nie był dziś dobrze dysponowany ani w ataku, ani na przyjęciu. I Semeniuk w pierwszych piłkach seta zaprezentował się bardzo dobrze, ale jego ataki nie wystarczały, by odskoczyć od Amerykanów. 

Później jednak swój moment w meczu miał Leon, który wszedł zadaniowo na zagrywkę za Szymona Jakubiszaka. Posłał dwa zabójcze serwisy i świetnie wykonał swoją pracę, dając Polakom cenną przewagę 19:15. 

Niestety w końcówce seta znów pewniejsi byli Amerykanie z kąsającymi biało-czerwonych nieustannie McHenrym i Hanesem. Po polskiej stronie brakowało zdecydowanego lidera i płynnej gry, przez co trzeci set padł łupem USA. 

W czwartym secie Polacy utrzymywali się na minimalnym prowadzeniu, ale niepokoił brak lidera w reprezentacji Polski oraz słaba postawa na zagrywce względem Amerykanów. Serwis biało-czerwonych nie robił im żadnej krzywdy, a do tego wśród podopiecznych Grbicia wciąż nie było żadnej pewnej postaci w ataku. 

Mimo to wynik czwartej partii nie wyglądał źle i do samego końca o wszystkim decydowały pojedyncze punkty. Wtedy Polacy wreszcie obudzili się na linii serwisowej, skąd punkt zdobył Semeniuk, a dwa kolejne dołożył Fornal, któremu bardzo pomogła taśma, po kontakcie z którą piłka zupełnie zaskoczyła Amerykanów.

Ostatnie punkty były szarpane po obu stronach, ale w kluczowym momencie nie zawiódł polski blok złożony z Leona i Artura Szalpuka, który wprowadził Polaków do tie breaka. 

W decydującym secie na pierwszoplanową postać wyszedł Jakubiszak, który kończył ataki ze środka, wykorzystał instynktownie błąd w przyjęciu Amerykanów, a do tego jeszcze dołożył punkty z bloku. To w dużej mierze dzięki jego świetnej grze Polacy wyszli na prowadzenie nawet 13:7.

Swoją dużą cegiełkę do tego triumfu w tie breaku dołożył także Leon, ale piłkę meczową Polacy wygrali po błędzie rywali, bo bardzo dobry dziś Hanes posłał piłkę w aut. 

Triumf Polaków to oczywiście bardzo dobry prognostyk przed rozpoczynającymi się we wrześniu Mistrzostwami Europy.