Większość meczów sesji wieczornej na Flushing Meadows kończyła się po północy, ale ćwierćfinałowe starcie pomiędzy Benem Sheltonem a Carlosem Alcarazem przeciągnęło się daleko poza jakiekolwiek rozsądne granice.
Kiedy Shelton zapewnił sobie awans do półfinału US Open o 3:33 nad ranem, wielu zwróciło uwagę na szkodliwy wpływ takich godzin na zdrowie sportowców. Były brytyjski tenisista John Lloyd, obecnie komentator i zagorzały krytyk harmonogramów w tenisie, ostro skrytykował organizatorów US Open za dopuszczanie do rozgrywania meczów o tak późnych porach.
"To kompletny absurd. Ciągle zadaje się pytanie: 'No dobrze, co możemy z tym zrobić?'. Jest tylko jedno rozwiązanie. Nie można mieć produktu, który regularnie kończy się po północy. To nie może działać", powiedział Lloyd w podcaście Inside-In Tennis.
"I nie można też zaczynać sesji wcześniej, bo nie wiadomo, ile potrwają mecze popołudniowe. Gdy gra się do trzech wygranych setów, wszystko staje się nieprzewidywalne", dodał Lloyd.
Kontynuował w tym samym krytycznym tonie: "Dzisiejsze mecze do trzech wygranych setów będą trwały coraz dłużej, bo zawodnicy są coraz lepiej przygotowani fizycznie. Spotkania będą się wydłużać, a wszyscy wciąż pytają, czy jest jakieś rozwiązanie. Tak, można rozgrywać mecze mężczyzn do dwóch wygranych setów, a kobiety i tak grają do dwóch wygranych setów. To proste rozwiązanie. Dlaczego mecz musi trwać pięć lub sześć godzin, żeby wszyscy byli zadowoleni? To głupota. Prawdziwa głupota. Pojawia się też inny argument, że mecze do trzech wygranych setów oddzielają mężczyzn od chłopców. Znowu – absurd. Gdyby tak było, najlepsi zawodnicy nie wygrywaliby turniejów Masters. Tymczasem najczęściej, gdy są skoncentrowani, wygrywają, bo wielcy mistrzowie potrafią się przebić niezależnie od okoliczności. Zawsze znajdują drogę do zwycięstwa", podsumował Lloyd.
W tegorocznej edycji US Open wiele spotkań rozstrzygało się w decydującym secie – w drabince mężczyzn rozegrano aż 25 meczów do trzech wygranych setów.
