Lewandowski nie strzelił gola w MLS od 10 września, łącznie było to 8 meczów z rzędu bez trafienia.
Kapitan reprezentacji Polski nie wyszedł w pierwszym składzie swojego zespołu na przedostatnie spotkanie fazy zasadniczej MLS, kiedy Chicago Fire udało się na teren Colorado Rapids, ale miał kluczowe znaczenie w odniesieniu zwycięstwa.
Zanim wszedł na boisko, było 2:2. Strzelanie dla gospodarzy w 22. minucie rozpoczął Morgan Whittaker, ale jeszcze przed przerwą wyrównał Jonathan Bamba.
Ten sam zawodnik trafił do siatki w 56. minucie i było 2:1 dla gości, którzy jednak szybko wypuścili prowadzenie z rąk, bo zaledwie dwie minuty później był remis, a gol strzelił Paxten Aaronson.
Robert Lewandowski wszedł na murawę w 63. minucie i odmienił losy meczu. Potrzebował zaledwie 11 minut, żeby przerwać swoją serię bez strzelonego gola. Philip Zinckernagel posłał znakomite podanie w stronę Polaka, który wyszedł na dobrą okazję, minął bramkarza i mimo ofiarnej interwencji obrońcy, zdołał umieścić piłkę w siatce.
Do trafienia Polak dołożył jeszcze asystę. W 88. minucie Lewandowski świetnym podaniem na prawą stronę uruchomił Puso Dithejane, a ten pewnym strzałem podwyższył i ustalił wynik na 4:2.
Dla Lewandowskiego był to 7. gol w tym sezonie MLS, do tego dołożył 4 asysty. Chicago Fire przed ostatnią kolejką sezonu zasadniczego zajmuje 4. miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej z dorobkiem 55 punktów w 33 meczach.

