Villarreal – Levante 5:1
Villarreal wiedział, że zwycięstwo zapewni mu miejsce w TOP 4, dlatego od początku spotkania grał bardzo aktywnie. Już w pierwszym kwadransie stworzył sobie dwie świetne okazje. Najpierw Santi Comesana uderzył z woleja zza pola karnego, ale trafił tylko w poprzeczkę. Chwilę później po rozegraniu rzutu rożnego piłka trafiła w pole karne do Mikautadze, jednak jego strzał minimalnie przeleciał nad bramką.
Gruziński napastnik miał kolejną świetną szansę, gdy doskonale opanował piłkę, ale jego uderzenie z pierwszej piłki przeszło tuż obok lewego słupka. Kilka minut później mógł już się cieszyć z gola, gdyż agresywnie zaatakował rozegranie Matiasa Morena, a stoper Levante popełnił błąd pod presją. Mikautadze zachował zimną krew i pokonał Matthewa Ryana, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie.
Mimo niekorzystnego wyniku Levante rozpoczęło drugą połowę z nową energią i już po pięciu minutach doprowadziło do wyrównania. Dobrą akcję Pablo Martinez zwieńczył precyzyjnym dośrodkowaniem w pole karne, gdzie Carlos Espi wyskoczył najwyżej i głową zdobył bramkę. Podopieczni trenera Marcelino nie dali się jednak wybić z rytmu i po godzinie gry odzyskali prowadzenie. Alberto Moleiro popędził lewym skrzydłem, ściął do środka i technicznym strzałem umieścił piłkę tuż przy prawym słupku.
Gospodarze szybko dołożyli kolejne trafienie. Pepe uciekł prawą stroną i wyłożył piłkę Mikautadze, który zdobył swoją 11. bramkę w tym sezonie ligowym. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej zanotował w 87. minucie kolejną asystę, gdy jego podanie na długi słupek przejął Tajon Buchanan i z 25 metrów trafił w samo okienko. W końcówce Levante całkowicie się posypało, a w 90. minucie na listę strzelców wpisał się także sam Pepe, który ponownie wykorzystał błąd obrony i pewnym strzałem podkreślił udane popołudnie "Żółtej łodzi podwodnej".

Radość Villarrealu z pewnego miejsca w TOP 4 może być jeszcze większa, jeśli ostatecznie zajmie trzecie miejsce – byłby to najlepszy wynik klubu w hiszpańskiej ekstraklasie od sezonu 2007/08. Zupełnie inne nastroje panują w Levante, które po tym weekendzie pozostanie w strefie spadkowej. Do bezpiecznej pozycji traci trzy punkty, a rywale w walce o utrzymanie swoje mecze w tej kolejce mają jeszcze przed sobą.
Valencia – Atletico Madryt 0:2
Po bardzo ostrożnym początku goście po kwadransie gry nagle stworzyli ogromną okazję. Nahuel Molina pięknym podaniem piętką wypuścił Rodrigo Mendozę, którego strzał jednak świetną interwencją obronił Stole Dimitrievski. Zaledwie kilka chwil później Rojiblancos byli jeszcze bliżej objęcia prowadzenia, gdy daleki strzał Moliny, na nieszczęście gości i ulgę Valencii, trafił w poprzeczkę.
Drużyna Diega Simeone zmarnowała kolejne dwie świetne okazje na 10 minut przed przerwą. Robin Le Normand nie zachował spokoju w polu karnym i strzelił z bliska nad bramką, a w kolejnej akcji Rayane Belaid po precyzyjnym dośrodkowaniu Moliny z prawej strony strzelił głową niecelnie. Mimo że goście mieli przewagę w pierwszej połowie, to "Nietoperze" byli bliżej otwarcia wyniku w 39. minucie.
Strzał Largiego Ramazaniego z linii pola karnego trafił jednak w słupek. Podobnie jak na początku meczu, początek drugiej połowy był z obu stron dość ospały. Po godzinie gry zawodnicy Atleti zmarnowali kolejną obiecującą okazję, gdy niekryty Belaid po sprytnym podaniu Moliny posłał piłkę z pola karnego obok bramki.
Kiedy wydawało się, że mecz zmierza ku bezbramkowemu remisowi, goście uderzyli. W 74. minucie trafił debiutant Luque, który z niecałych 20 metrów celnie skierował piłkę przy słupku. Bramka zaszokowała kibiców gospodarzy i mimo że Valencia w końcówce starała się wyrównać, rezerwowy Cubo w swoim debiucie zapewnił trzy punkty. Młody Hiszpan wykorzystał świetne podanie Antoine'a Griezmanna i bezlitośnie pokonał Dimitrievskiego.
Na cztery kolejki przed końcem podopieczni Carlosa Corberána zajmują 12. miejsce w tabeli, mając zaledwie pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. W następny weekend będą starali się powrócić na zwycięską ścieżkę na boisku w Bilbao. Atleti pozostają na czwartym miejscu i teraz muszą skupić swoją uwagę na wtorkowym rewanżu półfinału Ligi Mistrzów na boisku Arsenalu.
Alavés – Athletic Bilbao 2:4
Mimo że przed meczem Athletic tracił do strefy pucharowej zaledwie trzy punkty, w pierwszej połowie prezentował się bardzo słabo. Gospodarze wykorzystali to już w 8. minucie, kiedy Antonio Blanco pięknym strzałem w górny róg otworzył wynik.
Pierwsza połowa nie obfitowała w okazje. Alavés bez większych problemów utrzymywał przewagę, a goście przez długi czas nie byli w stanie oddać ani jednego strzału na bramkę. Najbliżej wyrównania był Nico Williams, którego dośrodkowanie minimalnie minęło bramkę.
Tuż przed przerwą gospodarze domagali się rzutu karnego po faulu Alejandro Rego na Tonim Martínezie, ale sędzia po konsultacji z VAR zmienił swoją pierwotną decyzję. Po przerwie trener Ernesto Valverde wprowadził na boisko Roberto Navarro, a zmiana natychmiast przyniosła efekt.
Nowy zawodnik na boisku przejął piłkę około 35 metrów od bramki, przedarł się do pola karnego i dzięki odbiciu od Ángela Péreza wyrównał wynik. Rosnące tempo meczu przerwała następnie częściowa awaria oświetlenia stadionu. Po wznowieniu gry ponownie cieszył się Alavés. Nahuel Tenaglia wykończył akcję strzałem na dalszy słupek po rzucie rożnym Abde Rebbacha, dając gospodarzom drugie prowadzenie.

Athletic jednak ponownie znalazł odpowiedź. Piętnaście minut przed końcem Oihan Sancet stworzył sobie przestrzeń w polu karnym i mocnym strzałem pod poprzeczkę wyrównał wynik. W końcówce goście przejęli inicjatywę i doczekali się przewagi. Nico Williams najpierw precyzyjnie trafił w słupek, a chwilę później eleganckim lobem nad Antonio Siverą ostatecznie rozstrzygnął losy meczu.
Dzięki zwycięstwu Athletic nadal ma nadzieję na awans do europejskich pucharów. Alavés natomiast pozostaje zaledwie dwa punkty nad strefą spadkową.
