Uważani za faworytów do wygrania grupy Belgowie w pierwszym starciu mierzyli się w Seattle z Egiptem, który nigdy jeszcze nie wygrał meczu mistrzostw świata. Faraonowie mogli jednak liczyć na swoich fanów na trybunach, a z gwiazdami w ataku nie zamierzali okazywać respektu.
Sprawdź szczegóły meczu Belgia – Egipt

Mecz mógł zacząć się od gola już po sześciu minutach, gdyby Kevin de Bruyne nieco lepiej uderzył piłkę z dystansu. Obiecujący początek nie dał faworytom przewagi, a szarpana gra zdawała się ich frustrować, oddając inicjatywę Faraonom. Po kwadransie zespół z Afryki wykorzystał ten stan rzeczy, gdy Mohamed Salah znalazł na środku boiska Emama Ashoura. Ten przymierzył z prawie 20 metrów i zaskoczył Courtois uderzeniem pod słupek.
Czerwone Diabły zamiast skuteczności raziły nerwową grą i nie były w stanie odpowiedzieć. Tielemans w 31. minucie nie zdołał dobrze złożyć się do strzału, a zaledwie dwie minuty później Mostafa Ziko świetnie przymierzył pod sam słupek i tylko rękawica bramkarza wysłała piłkę na róg.
Trossard skiksował z kolei w 38. minucie mimo dobrego wycofania od Doku. Sam Jeremy Doku otrzymał równie udaną okazję dzięki De Ketelaere, lecz uderzył mocno nad bramką. To mogło zemścić się na starcie drugiej odsłony, gdy Marmoush zaczął od groźnego strzału.
Belgowie musieli czekać na swój do rzutu wolnego z 53. minuty. Wtedy De Bruyne potężnie obił słupek. Reakcja Egipcjan znów była bliższa gola, bowiem Salah w 55. minucie głową przecinał wrzutkę ze skrzydła, a Courtois wybił wprost pod nogi Ashoura. Ten nie zachował chłodnej głowy i uderzył źle.
Druga połowa była pełna błędów w defensywie, co oznaczało częste okazje pod obiema bramkami i emocjonujące widowisko. Gdy w 59. minucie strzał KDB został zablokowany, Egipt zareagował ekspresową kontrą. Ngoy ostatkiem sił wybił z rytmu Marmousha i ten po 40-metrowym sprincie uderzył niecelnie.
Pięć minut później Marmoush miał kolejną okazję, ale i on, i siedzący bezradnie Courtois obserwowali, jak piłka wychodzi po rykoszecie na aut. Do kolejnego gola potrzebny okazał się Romelu Lukaku. Gdy tylko wszedł na boisko, dośrodkowanie z prawej od Meuniera udało się zamienić na gola. Co prawda autorem okazał się pechowy Mohamed Hany, ale Big Rom o ten jego błąd walczył.
Choć odrobili stratę, Belgowie wyglądali na zbyt zmęczonych, by pójść za ciosem. Wciąż pozostawali narażeni na ataki rywali i z pomocą musiały im przychodzić stałe fragmenty. Jeden z nich powinien dać gola w 83. minucie – wówczas Brandon Mechele głową zmusił Shobeira do efektownej interwencji. Trzy minuty później Lukaku źle wyskoczył do piłki i choć miał dobrą pozycję, to wysłał futbolówkę w trybuny.
Faraoni także mieli swoje okazje w końcówce, domagali się nawet karnego, lecz wynik już nie drgnął. Remis nie uciszy krytyków Rudiego Garcii, a Egipcjanie mają czego żałować.

