Pogoń Szczecin - Wisła Płock (17:30)
Zagłębie Lubin - Cracovia (0:0)
W Lubinie w ramach 31. kolejki PKO BP Ekstraklasy spotkały się Zagłębie i Cracovia, czyli drużyny będące w słabej formie w ostatnim czasie. Dodatkowo "Miedziowi" od 11 lat nie pokonali "Pasów" przed własną publicznością, a zerkając w tabelę, byli nieznacznym faworytem i liczyli na przełamanie złej serii.
Gospodarze ruszyli do ataku od samego początku i już w drugiej minucie mogli zaskoczyć gości, ale Mateusz Grzybek uderzył nad bramką, a chwilę później w dogodnej sytuacji w piłkę nie trafił Filip Kocaba.
W 9. minucie Brahim Traore niefortunnie interweniował przed polem karnym i faulował Marcela Regułę, za co otrzymał żółtą kartkę, a gospodarze mieli szansę, żeby objąć prowadzenie, jednak gracz Zagłębia uderzył nad bramką. Goście w 15. minucie byli bardzo blisko strzelenia gola po rzucie rożnym, jednak zmierzającą do bramki piłkę wybił Michail Kosidis.
Nastroje kibiców gospodarzy mocno się pogorszyły w 26. minucie, bo Igor Orlikowski zobaczył czerwoną kartkę. Kehven Zahiroleslam ograł obrońcę Zagłębia Lubin, a ten będąc ostatnim graczem przed bramką, przewrócił Amerykanina i sędzia Tomasz Kwiatkowski musiał wyrzucić go z boiska. Po przerwie na nawodnienie plac gry opuścił Mateusz Dziewiatowski, a jego miejsce zajął Jakub Kolan, w taki sposób Leszek Ojrzyński starał się załatać dziurę w defensywie. Mimo gry w osłabieniu Zagłębie, a dokładnie Marcel Reguła, byli blisko strzelenia gola, ale piłka po rykoszecie minimalnie minęła słupek.
Chwilę najpierw Reguła znowu miał swoją szansę, uderzył z dystansu i tym razem trafił w słupek, a następnie Nalepa uderzył wprost w Madejskiego. Zagłębie grając w osłabieniu, wyglądało zdecydowanie lepiej od rywali, w samej końcówce mieli jeszcze dwie świetne okazje, ale do przerwy był bezbramkowy remis.
Na początku drugiej połowy inicjatywę przejęli goście, ale brakowało im skuteczności pod bramką gospodarzy. Tempo gry zdecydowanie spadło, gospodarze nie atakowali tak odważnie, jak w końcówce pierwszej części. Po 20 minutach gry w tej połowie potężny strzał z dystansu oddał Mateusz Praszelik, ale Burić zdołał odbić to uderzenie.
Emocji było coraz mniej, częściej atakowała Cracovia, ale niewiele z tego wychodziło. Ostatecznie goli nie oglądaliśmy i Zagłębie podzieliło się punktami z gośćmi.
GKS Katowice - Bruk Bet Termalica Nieciecza (5:1)
Zamykający tabelę goście przyjechali do Katowic z "nożem na gardle". Zupełnie inne nastroje panowały w śląskiej ekipie, walczącej o miejsca w czołówce.
Zespół z Niecieczy, z oczywistych powodów, od początku grał ofensywnie. Rywale czekali na możliwość kontry i już w 2. minucie Ilia Szkurin był blisko pokonania Adriana Chovana. Bramkarz GKS obronił z kolei uderzenie Igora Strzałka z linii pola karnego. Po chwili, po centrze Damiana Hilbrychta i zamieszaniu przed bramką Katowiczan, piłka „zatańczyła” na poprzeczce.
Później groźnie zrobiło się po drugiej stronie boiska. Najpierw Arkadiusz Jędrych trafił w poprzeczkę, a po chwili było 1:0. Z autu piłkę daleko wyrzucił Mateusz Kowalczyk, a pechowo interweniujący obrońca rywali Arkadiusz Kasperkiewicz wpakował ją do własnej bramki.
Po centrze Bartosza Nowaka z rzutu rożnego formalności z bliska dopełnił Szkurin i gospodarze podwyższyli prowadzenie. Napastnik GKS wyprowadził w 31. minucie „podręcznikowy” kontratak, wyłożył piłkę nadbiegającemu Emanowi Markovicowi, który nie miał problemy ze sfinalizowaniem akcji.
Odrobinę radości niewielkiej grupie kibiców gości dał przed przerwą Kamil Zapolnik. Płaskim strzałem z obrotu w długi róg zaskoczył Dawida Kudłę.
W drugiej części przyjezdni walczyli o zmianę niekorzystnego wyniku, jednak skuteczniejsi byli zawodnicy trenera Rafała Góraka. Najpierw Kowalczyk wykorzystał prostopadłe podanie Markovica, później ten drugi uciekł prawą stroną boiska rywalom, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Zespół Marcina Brosza do końca starał się zmienić niekorzystny wynik. W 73. minucie obrońca Katowiczan Lukas Klemenz w ostatniej chwili zablokował w polu karnym GKS szarżującego Ivana Durdova. Kwadrans później rezerwowy Bruk-Betu Andrzej Trubeha trafił nawet do siatki rywali, ale jego radość trwała krótko, bowiem sędzia gola nie uznał i skończyło się wygraną gospodarzy 5:1. Porażka Termaliki oznacza, że zespół z Niecieczy stracił szanse na utrzymanie się w ekstraklasie.
