Po bramkowym remisie w Madrycie Arsenal był faworytem do awansu, musiał jeszcze tylko udowodnić to na Emirates Stadium. Tu z wyprzedzeniem można było założyć, że gospodarze przejmą kontrolę nad piłką, zaś Atletico spróbuje znaleźć swoje okazje przy znacznie niższym posiadaniu.
Sprawdź szczegóły meczu Arsenal – Atletico w półfinale LM
Saka dał przełamanie przed przerwą
Atak pozycyjny Kanonierów nie dał wielkich efektów w pierwszych minutach, gdy najbardziej dynamiczne były pojedyncze zrywy gości. Ani Griezmann, ani Giuliano Simeone nie wykończyli trudnych sytuacji, z kolei gospodarze łapali się za głowy w 19. minucie. Wtedy Ben White obsłużył prostopadłą piłką Sake, a ten wstrzelił ją przed bramkę. Gyokeres nie wygrał pozycji do strzału, zaś moment później Gabriel Magalhaes uderzył po ziemi obok słupka.
Ten sam piłkarz postraszył Oblaka centrą odbitą rykoszetem od obrońcy, a gdy Leandro Trossard wszedł w pole karne i upadł po kontakcie z Griezmannem, trybuny były przekonane o rzucie karnym. Udało się ugrać tylko rożny po zablokowanym uderzeniu Rice’a, lecz stały fragment dał ten sam efekt – kolejny zablokowany strzał.
Zanosiło się na pierwszą połowę „dla koneserów”, ale gospodarze zdołali zaskoczyć Atletico tuż przed przerwą. Gyokeres urwał się wtedy prawą stroną i – nie mogąc z ostrego kąta przestraszyć Oblaka – przerzucił piłkę na przeciwny koniec bramki. Dotarła do Trossarda, którego uderzenie zza zasłony bramkarz wybił przed siebie. Do dobitki doskoczył Saka i w końcu otworzył wynik.
Druga połowa niewykorzystanych sytuacji
Poskromieni w pierwszej części, Madrytczycy próbowali możliwie szybko odrobić straty i po pierwszych próbach otrzymali okazję z pozoru idealną: Saliba kompletnie nie wymierzył główki do bramkarza i Giuliano Simeone przejął piłkę. Minął Rayę, ale przed pustą bramką nie poradził sobie z Gabrielem. Padł na murawę pewien jedenastki, ale i on nie doczekał się karnego.
Już zupełnie otwarty mecz toczył się od bramki do bramki. Po stracie Griezmanna Rice ruszył jak z procy pod bramkę gości i mógł tylko spojrzeć na Gyokeresa z żalem, że ten z całej siły obił nogę obrońcy, choć miał czas przymierzyć. Zwłaszcza że sekundy później przyszło znów się bronić – po 55 minutach Griezmann w końcu rozgrzał rękawice Rayi soczystym uderzeniem.
Po serii trzech zmian z każdej strony to Piero Hincapie mógł błysnąć jako pierwszy z nowo wprowadzonych. W 66. minucie odebrał piłkę od Trossarda, pognał z nią lewą flanką i zapewnił perfekcyjny przerzut do Gyokeresa przed bramką. Ten jednak w pełnym biegu posłał ją nad bramką.
Kanonierzy nie byli w stanie oddać żadnego celnego strzału w drugiej połowie, ale przynajmniej skutecznie trzymali na dystans Atleti. A gdy urywali się przyjezdni - jak za sprawą Alexa Baeny w 86. minucie - to Arsenalowi sprzyjało szczęście. W tej akcji Sorloth dostał piłkę pod nogę i nie trafił w nią, marnując rzadką okazję na remis. Sam Baena wziął więc sprawy w swoje nogi i huknął w 89. minucie z ponad 20 metrów. Tylko nad poprzeczką. Nawet pięć doliczonych minut nie pozwoliło odwrócić losu gościom, którzy wracają pokonani, a Kanonierzy po 20 latach czekania mają znów finał Ligi Mistrzów.

