Szukająca od ponad miesiąca drugiej ligowej wygranej Fiorentina w czwartkowy wieczór podejmowała Atalantę, która również gra sezon daleki od oczekiwań. Nie był to także sezon Nicoli Zalewskiego, który od 1. kolejki nie miał na koncie żadnego meczu Serie A w wyjściowym składzie. Aż do dziś.
Polski pomocnik okazał się kluczowy w ekipie przyjezdnych, bo to jego podanie pozwoliło Atalancie objąć prowadzenie na Stadio Artemio Franchi po bladej pierwszej połowie w wykonaniu obu zespołów. Po stracie Fagiolego na własnej połowie piłka trafiła do Zalewskiego, który po lewej stronie pola karnego przytomnie nie szukał strzału. Zamiast tego odegrał na środek do Charlesa De Ketelaere, który z zimną krwią otworzył wynik.
Niestety – z punktu widzenia „La Dei” – Fiorentina w kwadrans drugiej połowy odwróciła sytuację po trafieniach Alieu Njie i Joao Mario. Pierwsza wygrana na własnym stadionie w tym sezonie ligowym? Nie tak szybko, na boisku był wciąż Zalewski. Na kwadrans przed końcem to on otrzymał piłkę od De Ketelaere i wszedł z nią w pole karne z prawej strony. Wybrał ciasny bliższy słupek, za to jego niskie uderzenie było zabójczo celne i zapewnił wyrównanie na 2:2.
Po dwóch asystach w tym sezonie 24-latek w końcu doczekał się i asysty, i gola. Rozegrał 83 minuty w barwach gości, zanim w końcówce zmienił go Kamaldeen Sulemana. Polak oddał jeden strzał i zaliczył jedno kluczowe podanie, w pełni je wykorzystując. Był też niemal perfekcyjny w wykonanych podaniach (91% skuteczności) i walnie przyczynił się do punktu uratowanego przez Atalantę.

