"To był piękny dzień. Przejeżdżaliśmy przez moje miasto, gdzie przyszło mnóstwo kibiców, moich znajomych, a nawet powstała strefa kibica. Cieszę się, że wygrałem właśnie w Bytowie" – mówił na mecie Małecki, który w Koszalinie założył granatową koszulkę najbardziej aktywnego. Jest też wysoko w klasyfikacji generalnej, ustępując tylko zwycięzcy etapu Włochowi Jonathanowi Milanowi.
Małecki jechał przez ponad 200 km w ucieczce z udziałem sześciu kolarzy, w tym Radosława Frątczaka z reprezentacji.
"Taki był plan naszej drużyny, żebym się zabrał do ucieczki. Dołączyłem do niej z najwyższym trudem, "na limicie". Współpraca w ucieczce dobrze się układała. Wiedziałem, że Radek będzie walczył ze mną na każdej premii, ale udało się dwa razy z nim wygrać. Etap był bardzo długi i wiedzieliśmy, że peleton nas dogoni" – dodał Małecki.
Milan zaczął od podziękowań dla kolegów z zespołu Lidl-Trek za pomoc w wygraniu etapu.
"Etap nie był łatwy, dużo zjazdów i podjazdów. Pozycję na finiszu miałem bardzo dobrą, choć 600 metrów przed metą byłem jeszcze mniej więcej na dziesiątym miejscu. Sprint wyszedł mi perfekcyjnie. Co jutro? Odcinek krótki i płaski, więc pewnie znów finisz z peletonu. Spróbuję powalczyć o kolejne zwycięstwo" – obiecał włoski sprinter.
Dla dyrektora wyścigu Czesława Langa to był szczególny etap, prowadzący przez jego rodzinne strony, m.in. Kołczygłowy, gdzie się urodził i gdzie wyznaczono premię specjalną.
"W Kołczygłowach było pięknie, ale nie tylko tam. Tłumy ludzi w Bytowie, w Koszalinie. Biało-czerwone flagi. Wspaniale jechał Kamil Małecki, wygrywał premie, a kibice mieli radość. Kolarstwo niesie dużo dobrej energii. To mnie nakręca, żeby organizować wyścig" – powiedział Lang, który organizuje Tour de Pologne od 1993 roku.
