Korona Kielce - Górnik Zabrze (0:2)
W zaległym spotkaniu 2. kolejki zmierzyły się zespoły będące na fali. Górnik z siedmiu spotkań wygrał sześć i jest liderem. Kielczanie, co prawda, mieli przed wtorkową potyczką 6 punktów mniej, ale nie przegrali ostatnich siedmiu spotkań (wliczając Puchar Polski). Jacek Zieliński wystawił do gry identyczną jedenastkę co w ostatnim meczu ze Śląskiem we Wrocławiu (2:1). Trener Zabrzan Michal Gasparik zdecydował się natomiast na jedną zmianę. Od pierwszej minuty na murawę wybiegł Erik Prekop, zdobywca dwóch bramek w starciu z Lechem Poznań (2:1).
Spotkanie miało wyjątkowy charakter dla Patrika Hellebranda. Czech przed tym sezonem przyszedł do Kielc właśnie z Górnika. Konfrontację na stadionie przy ulicy Ściegiennego obserwował selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban.
Pierwsze minuty należały do Zabrzan. Na bramkę Xaviera Dziekońskiego uderzył Peter Federico, ale piłka przeszła metr nad poprzeczką. Dopiero po kwadransie gry gospodarze potrafili dłużej utrzymać się przy piłce. Ale to zespół z Górnego Śląska stwarzał groźniejsze sytuacje. W 16. min. na bramkę Korony z kilku metrów strzelił Maksym Chłań, ale Ukrainiec nieczysto trafił w piłkę i kieleccy fani mogli odetchnąć z ulgą.
Kielczanie zaczęli grać odważniej, ale mieli spore problemy z dojściem do czystej sytuacji, wobec dobrze zorganizowanej defensywy przeciwnika. Mecz się wyrównał, ale brakowało sytuacji podbramkowych. W 32. min. zakotłowało się w polu karnym Korony. W dobrej sytuacji znalazł się Prekop, ale w ostatniej chwili został zablokowany przez Ariela Mosóra. Chwilę później z ostrego kąta uderzył Rafał Janicki, ale nie trafił w światło bramki.
Cztery minuty później Kielczanie oddali pierwszy, ale niecelny strzał. 30 metrów od bramki Górnika faulowany był Martin Remacle. Do piłki podszedł Wiktor Długosz, ale Philipp Schulze nie musiał interweniować, piłka przeszła nad poprzeczką. W 41. min. składną akcję przeprowadzili goście i kieleckie trybuny zamilkły. Piłkę w "szesnastce" Korony od Jarosława Kubickiego otrzymał Federico, ograł Marcela Pięczka i nie dał żadnych szans Dziekońskiemu.
Drugą część gry z dużym animuszem rozpoczęli Kielczanie, chcąc jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Przez kilka minut podopieczni Jacka Zielińskiego praktycznie nie opuszczali połowy drużyny z Zabrza. Defensywa Zabrzan prezentowała się jednak bardzo solidnie, nie dopuszczając do groźnych sytuacji. W 56. min. skupieni na obronie goście przeprowadzili kontrę, po tym jak zespół z Kielc stracił piłkę w środkowej strefie boiska. Po podaniu Urbańskiego na bramkę Korony popędził Chłań. Pomocnik Górnika zwiódł w polu karnym dwóch obrońców drużyny ze stolicy regionu świętokrzyskiego i oddał mocny strzał. Dziekoński kapitalną interwencją uchronił swój zespół przed utratą drugiej bramki. Chwilę później dogodną okazję miał też Prekop, ale z kilku metrów fatalnie przestrzelił.
Niewykorzystane przez Zabrzan sytuacje mogły się zemścić. W 67. min. świetną okazję na doprowadzenie do remisu miał Długosz. Piłkarz Korony jednak zamiast strzelać, usiłował podawać do Mariusza Stępińskiego, ale niebezpieczeństwo zażegnał ofiarną interwencją Janicki. Gospodarze osiągnęli sporą przewagę i kilka razy pod bramką Górnika było bardzo niebezpiecznie. Piłkarze Korony musieli jednak uważać na kontry przeciwnika.

Zieliński, chcąc wzmocnić ofensywę, wprowadził do gry m.in. Simona Gustafsona, Morgana Fassbendera i Camilo Menę. Gospodarze atakowali do samego końca, ale nie znaleźli sposobu na defensywę rywali. Na dodatek, już w doliczonym czasie gry, stracili drugą bramkę. Dziekońskiego ponownie pokonał Federico i zespół z Górnego Śląska odniósł siódme zwycięstwo w sezonie.
Raków Częstochowa - Zagłębie Lubin (2:3)
W zaległym meczu Raków Częstochowa przegrał na własnym boisku z Zagłębiem Lubin 2:3 (1:0) i z trzema punktami w ośmiu spotkaniach pozostaje na ostatnim miejscu w tabeli. Zwycięska bramka dla gości padła w 13. min. czasu doliczonego przez arbitra.
Aż do 70. min. nic nie zapowiadało sukcesu Zagłębia, gdyż to Częstochowianie w pełni kontrolowali grę. Goście przez całą pierwszą połowę grali wzmocnioną defensywą i rzadko zapuszczali się pod bramkę Kacpra Trelowskiego. Natomiast Raków starał się atakować i wypracował kilka sytuacji, z których mogły paść gole.
W 5. i 25. min., po rzutach różnych, spoza pola karnego próbował strzelać Fran Tudor, ale w pierwszym przypadku został zablokowany, a w drugim Zlatan Alomerović zdołał odbić piłkę. W 11. min. strzałem nożycami popisał się Patryk Makuch, ale minimalnie chybił, zaś w 44. jego "główkę" wybronił Alomerović. Odpowiedź Zagłębia, to jedynie dwa niecelne strzały Kamila Nowogońskiego i Marcela Reguły w 7. i 32. min. oraz dwie wrzutki z rzutów wolnych na pole karne Rakowa w wykonaniu Damiana Dąbrowskiego.
Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, w 2. min. czasu doliczonego przez arbitra, Raków jednak dopiął celu. Dośrodkowanie Mahira Emrelego z lewego skrzydła na bramkę zamienił Marko Bulat, choć piłka odbiła się jeszcze od Michała Nalepy.
Po przerwie Raków nadal atakował, ale lubińscy obrońcy byli bardzo skuteczni i dopiero w 57. min. sam na sam z Alomeroviciem znalazł się Emreli, lecz piłkę po uderzeniu Azera bramkarz Zagłębia odbił na róg.
Po tym właśnie rogu na polu karnym gości doszło do wielkiego zamieszania i gospodarze spodziewali się rzutu karnego za podcięcie Tudora przez Regułę, ale gwizdka nie było. Chwilę później jednak główkował Emreli i piłka wylądowała w siatce, lecz sędzia sygnalizował, że był spalony. Potem nastąpiła czterominutowa przerwa w grze, bo obie sytuacje analizowała obsługa VAR i ostatecznie Lubinianie wznowili grę od własnej bramki.
W 68. min., po rajdzie i dośrodkowaniu Jeana Carlosa, doskonałej okazji nie wykorzystał Emreli, a goście zaraz przeprowadzili groźny kontratak, po którym mógł wyrównać Michalis Kosidis, ale jego strzał obronił nogami Trelowski i piłka wyszła na róg. Był to pierwszy korner Zagłębia od początku spotkania i po nim Michał Nalepa doprowadził do wyrównania. Tyle, że odgrywający do niego piłkę Roman Jakuba najwyraźniej zrobił to ręką, ale sędzia Daniel Stefański uznał, że nie było złamania przepisów. Jego decyzję potwierdził VAR, tym razem po niespełna trzyminutowym oczekiwaniu.
W 84. min. doszło do sytuacji brzemiennej w skutki dla Rakowa: blisko linii środkowej Tudor sfaulował Jakuba Sypka i za to kapitan gospodarzy zobaczył drugą żółtą kartkę (pierwszą otrzymał za podobne przewinienie w 25. min.). Po trzech minutach gry w osłabieniu Raków stracił drugą bramkę: piłkę na własnej połowie stracił Emreli, a Reguła nie zmarnował nadarzającej się okazji.
Gospodarze mimo gry w dziesiątkę walczyli ambitnie o wyrównanie, a sędzia do podstawowego czasu gry doliczył 11 minut. Już w pierwszej z nich byli blisko powodzenia, ale Alomerović odbił z linii bramkowej.

W następnej minucie gospodarze reklamowali zagranie ręką, ale rzut karny dostali dopiero po tym jak sędzia Stefański zobaczył całą sytuację na monitorze (przerwa dwie i pół minuty).
"Jedenastkę" na wyrównującą bramkę zamienił Makuch w 97. min. Częstochowianie podjęli jeszcze walkę o zwycięstwo, ale zapomnieli o obronie. Efekt? W 13 min. czasu doliczonego dośrodkowanie Jakuby z lewego skrzydła wykończył Damian Michalski. Gra potem potrwała jeszcze dwie minuty, ale wynik się nie zmienił i komplet punktów zgarnęło Zagłębie.
