Górnik Zabrze - Wisła Kraków (2:1)
Nawet zmuszony do rotacji Michal Gasparik nie zamierzał iść na kompromisy i starał się wystawić możliwie najlepszy skład w meczu z Wisłą Kraków. Jego zespół też nie wyglądał na grający co trzy dni, gdy od początku zmuszał gości do niskiego ustawienia i nerwowej obrony. Uryga i Lelieveld musieli się napocić, by odcinać Lisetha od piłek.
Biała Gwiazda przetrwała pierwsze 10 minut i zdołała nawet wyprowadzić pierwsze celne uderzenie meczu. Duarte dobiegł do przerzutu od Ertlthalera, wrzucił piłkę na głowę Jordiego Sancheza, a jego strzał zatrzymał się na linii bramkowej, gdy Schulze bronił na raty. Z kolei Peter Federico testował Łubika parę minut później z rzutu wolnego, tu również golkiper był górą.
Intensywność Zabrzan kosztowała Wisłę aż trzy żółte kartki w niecałe pół godziny, a do tego nie udało się zachować czystego konta. Po rzucie wolnym w 27. minucie piłka znalazła Lukasa Sadilka ok. 8 metrów od bramki i jego uderzenie po słupku znalazło drogę do siatki. Mogło być jeszcze bardziej okazale, gdy w 32. minucie kontra miejscowych skończyła się celnym uderzeniem Chłania z dystansu.
Próby pressowania ze strony Krakowian wydawały się daremne, ale w 45. minucie udało się wyprowadzić atak, po którym Angel Rodado wślizgiem posłał piłkę tuż obok słupka. Przerwa nie pomogła podopiecznym Mariusza Jopa, po powrocie Górnik dyktował warunki i w 49. minucie Maxence Maisonneuve miał farta, że nie otrzymał czerwonej kartki po faulu na Lisetcie, co sugerował VAR. Oddech ulgi nie trwał długo – po tym faulu Maksym Chłań niskim strzałem minął mur, a piłka po ręce Łubika weszła do bramki na 2:0.
Zamiast spokojnej przewagi doszło do gwałtownego zwrotu na niekorzyść Trójkolorowych. Najpierw w niecałe dwie minuty Wisła złapała kontakt. Dośrodkowanie Krzyżanowskiego liznęło poprzeczkę, myląc obronę miejscowych, a Jordi Sanchez sięgnął piłkę na dalszym słupku. Moment później Liseth zarobił kontrowersyjną drugą żółtą kartkę i Górnik grał w osłabieniu.
Mimo osłabienia Górnik nie stracił głowy i zatrzymał nerwowe próby gości. Decydujące mogły okazać się zmiany dokonane przez obu trenerów przed ostatnią fazą spotkania. Dyscyplina i koncentracja Zabrzan były godne podziwu – dopiero w 85. minucie Rodado doszedł do strzału, który nie mógł przestraszyć Schulze.
W 88. minucie Igbekeme z dystansu wywalczył tylko rzut rożny po wybiciu Schulze, a minutę później Lelieveld fantastycznie znalazł Alana Urygę przed odsłoniętą bramką. Piłka poszła pod dach stadionu! Mnożenie kontaktów przed bramką Górnika nic Wiśle nie dało, za to gospodarze z godną najwyższego podziwu determinacją (i kulturą gry mimo wycieńczenia!) utrzymali prowadzenie. Górnik pozostaje jedynym zespołem z kompletem zwycięstw.

Cracovia Kraków - Raków Częstochowa (2:1)
Po wygranej Motoru, już tylko Cracovia i Raków pozostały bez zwycięstwa w sezonie Ekstraklasy. I choć przy Kałuży gospodarze Medalikom nie zwykli ulegać, to mecz przyszedł w trudnym czasie. Potwierdziły to transparenty kibiców „Pasów” pod adresem właściciela, a piłkarze zaczęli żywiołowo, chcąc przełamać niemoc.
Szybka gra Cracovii pozwoliła Ajdinowi Hasiciowi na pierwszy strzał, po rykoszecie złapany przez Trelowskiego. Przed upływem 10 minut zrewanżował się Emreli, a Madejski jego próbę gasił na raty. Hasić doszedł do drugiej okazji po 20 minutach spotkania, świetnie budując pozycję, jednak uderzenie z 11 metrów minęło bramkę.
Tuż przed półgodziną Minczew gniewnie obił jeszcze rękawice Trelowskiego, ale to Raków lepiej wykorzystał stwarzane okazje. W 24. minucie rzut rożny skończył się główką Patryka Makucha w poprzeczkę. Co nie udało się raz, zrobił przy drugim podejściu – w 31. minucie zza pola karnego przymierzył i po ziemi wsunął piłkę Madejskiemu przy słupku.
Mimo kolejnych prób, miejscowi do przerwy nie znaleźli żadnej odpowiedzi, w akompaniamencie gniewnych przyśpiewek swoich kibiców. Po kilku minutach drugiej połowy było jeszcze gorzej. Dominik Piła położył się twarzą w trawie po tym, jak z metra nie trafił w bramkę.
Przełamanie ostatecznie przyszło: w 54. minucie Cracovia wykonywała rzut wolny, Jean Carlos Silva zablokował piłkę ręką w polu karnym i sędzia Paweł Raczkowski natychmiast pokazał na 11. metr. VAR nie zmienił decyzji. Hasić nie zdołał pokonać Trelowskiego z karnego, jednak doskoczył do dobitki i dał wyrównanie.
Wraz z piłką wpadającą do siatki z barków Pasów spadł ogromny ciężar i gospodarze ruszyli w poszukiwaniu kolejnego trafienia. Zapachniało nim w 74. minucie, gdy Mateusz Klich odpalił torpedę z dystansu. Trelowski zatrzymał uderzenie, ale sekundy później ten sam Klich spod linii końcowej wstrzelił piłkę przed bramkę, na głowę Dominika Piły trafiającego w końcu na 2:1. Zmiany trenera Kroczka wydawały się dodatkowo wybić Raków z równowagi, dlatego nawet sześć doliczonych minut nie uratowało meczu - Medaliki są najgorszą dziś drużyną Ekstraklasy.

Motor Lublin - GKS Katowice (1:0)
Pierwszy kwadrans w Lublinie upłynął pod znakiem walki w środku pola. Obie drużyny próbowały przejąć inicjatywę, ale brakowało dokładności przy wyprowadzaniu akcji i przede wszystkim konkretów pod bramkami. Po 15 minutach na tablicy wciąż widniało 0:0. Z czasem mecz zaczął nabierać tempa. W 18. minucie Mbaye N'Diaye otrzymał podanie od Christophera Simona i zdecydował się na strzał, choć zdecydowanie lepszym rozwiązaniem mogło być zagranie do dobrze ustawionego Karola Czubaka.
W 23. minucie Bartosz Nowak mógł zapisać na swoim koncie asystę, ale po jego podaniu Ilja Szkurin trafił w słupek. Chwilę później zrobiło się groźnie pod bramką ekipy z Katowic, lecz Mbaye N'Diaye nie zdołał pokonać Gabriela Kobylaka.
W ostatnim kwadransie pierwszej połowy tempo nie spadło. Obie drużyny szukały swoich szans, ale skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Yacine Bourhane niecelnie uderzył zza pola karnego, a swojej okazji nie wykorzystał również Karol Czubak. Do przerwy było więc zatem 0:0, choć ofensywnie spotkanie zaczynało wyglądać coraz ciekawiej.
Motor szybko po zmianie stron znalazł drogę do siatki. W 49. minucie Karol Czubak wykorzystał swoją sytuację i dał gospodarzom prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo. Po analizie VAR okazało się, że gracz Motoru znajdował się na pozycji spalonej i gol został anulowany. To nie był koniec kontrowersji związanych z bramkami. W 60. minucie piłka ponownie znalazła się w siatce, tym razem po uderzeniu Ilji Szkurina. Efekt był jednak dokładnie taki sam, bowiem gol nie został uznany i w Lublinie nadal mieliśmy bezbramkowy remis.
Motor nie zamierzał jednak odpuszczać i konsekwentnie szukał decydującego trafienia. W końcu udało się w 86. minucie. Mbaye N'Diaye świetnie zgrał piłkę zewnętrzną częścią buta, a Karol Czubak tym razem nie dał już żadnych powodów do anulowania gola. Napastnik Motoru zachował zimną krew i mocnym uderzeniem pokonał Kobylaka.
W końcówce gospodarze skutecznie pilnowali korzystnego wyniku. Tym razem nie było już żadnego spalonego ani anulowanej bramki, dzięki czemu Motor spokojnie dowiózł prowadzenie do ostatniego gwizdka i wygrał 1:0.

Ekstraklasa na Flashscore
Setna jubileuszowa edycja Ekstraklasy zapowiada kolejne niezapomniane chwile. Tytułu broni Lech Poznań, do ligi powróciła Wisła Kraków, a po błyskawicznych awansach zadebiutuje w niej Wieczysta. Ostatnia kolejka jesienna odbędzie się 11-14 grudnia 2026 roku (później ew. mecze zaległe 16-20 grudnia 2026 roku). Dniami rozgrywek pozostają piątek, sobota, niedziela i poniedziałek.
Mistrzowie Ekstraklasy • Wszystkie koszulki klubowe • Top 10 napastników • Królowie strzelców
