Początek spotkania rozgrywanego w Warszawie był dla biało-czerwonych dość nerwowy, ale na szczęście rywale nie wykorzystali nieporozumienia w defensywie. Ta sytuacja obudziła jednak szybko gospodarzy, którzy ruszyli do ataku i stworzyli znakomitą szansę na objęcie prowadzenia. Po świetnym zagraniu Kacpra Potulskiego na lewe skrzydło idealne dośrodkowanie do Jakuba Kamińskiego posłał Nicola Zalewski - pomocnik, który właśnie został definitywnie pozyskany przez FC Koeln, miał mnóstwo miejsca i czasu, ale ostatecznie jego uderzenie głową przeleciało tuż obok słupka. Po chwili po rzucie rożnym "prezent" mógł sprawić nam Akor Adams, jednak ostatecznie wybita przez niego piłka także minęła bramkę.
Następnie nastąpiła wymiana ciosów, którą lepiej wykorzystali goście. Najpierw Karol Świderski otrzymał sprytne niesygnalizowane podanie od Roberta Lewandowskiego w polu karnym, ale napastnik Panathinaikosu źle przyjął piłkę i drużyna "Super Orłów" wyprowadziła kontratak, który faulem zatrzymał Bartosz Slisz, otrzymując słuszną i spodziewaną żółtą kartkę. Jan Ubran miał jednak sporo pretensji do sędziego, gdyż Świderski wcześniej został nadepnięty przez obrońcę w szesnastce - o braku reakcji arbitra i VAR zdecydował najprawdopodobniej fakt, że napastnik wcześniej stracił już futbolówkę.
Podopieczni Erica Chelle nabrali jednak rozpędu i po chwili objęli prowadzenie. Moses Simon doskonale wyszedł do podania, odrywając się od defensorów, a następnie wyłożył piłkę tuż przed bramkę, gdzie czekał już Terem Moffi, wbijając ją do siatki. Kibice gospodarzy liczyli jeszcze na weryfikację VAR, ale ostatecznie okazało się, że podający nie był na spalonym.
Polacy mogli odpowiedzieć tuż po wznowieniu gry, jednak strzał Piotra Zielińskiego, choć mocny, trafił prosto w ręce właściwie ustawionego Maduki Okoye. Po chwili fenomenalną interwencją popisał się Grabara, zatrzymując podkręcony strzał Tochukwu Nnadiego zmierzający w "okienko" jego bramki.
Biało-czerwoni wyglądali jednak na zdeterminowanych, by jak najszybciej doprowadzić do wyrównania i udało im się tego dokonać jeszcze przed przerwą. Po rzucie rożnym piłkę w polu karnym przejął Zalewski i wstrzelił ją środek szesnastki, gdzie przytomnie zareagował Kacper Potulski, zdobywając pierwszą bramkę w drugim występie w reprezentacji.
Popisy bramkarzy i pocisk Wiśniewskiego
Po zmianie stron kibice nadal podziwiali dynamiczne widowisko, choć obu ekipom początkowo brakowało skuteczności. Trener Nigerii jeszcze przed wznowieniem gry dokonał aż siedmiu zmian, a wśród rezerwowych był także Paul Onuachu. Napastnik Trabzonsporu mógł szybko wpisać się na listę strzelców, ale na nasze szczęście spudłował w świetnej sytuacji, główkując obok bramki z bliskiej odległości. Po drugiej stronie boiska fantastyczną okazję miał Lewandowski - Zaidu zbyt słabo dograł do bramkarza, Polak natychmiast dopadł do piłki, jednak przegrał pojedynek z golkiperem.
Wkrótce obrońca Porto mógł zostać jednym z bohaterów drużyny, kiedy oddał potężny strzał sprzed szesnastki. Po raz kolejny swoje umiejętności zaprezentował jednak Grabara, wybijając piłkę na rzut rożny. Niestety po chwili i tak musiał wyciągać ją z bramki.
Po małym zamieszaniu w naszym polu karnym spadającą futbolówkę niefortunnie ręką dotknął Kacper Kozłowski, który kilka minut wcześniej pojawił się na murawie. Sędzia podszedł do monitora VAR i podyktował jedenastkę, którą na gola pewnym strzałem zamienił Onuachu.
Polacy po raz kolejny niemal błyskawicznie zyskali szansę na odpowiedź. Po rzucie wolnym z bliskiej odległości strzelał Lewandowski, a dobijał Jan Bednarek - w obu przypadkach błysnął Okoye, który w niewiarygodny sposób zatrzymał obu naszych zawodników.

Trener Urban spróbował jeszcze dać impuls biało-czerwonym, posyłając na plac gry Oskara Pietuszewskiego oraz Karola Czubaka, który tym samym zanotował debiut w kadrze. Skrzydłowy Porto szybko zaznaczył swoją obecność, oddając mocny strzał, choć znów górą był bramkarz Udinese.
Wydawało się, że Polacy będą musieli dopisać sobie trzecią porażkę z rzędu, gdyż nisko ustawiona drużyna przeciwników zamurowała dostęp do bramki. Sprawy w swoje ręce wziął jednak Przemysław Wiśniewski, który przepięknym strzałem z dystansu pokonał golkipera, zapewniając biało-czerwonym wyrównanie w ostatnich sekundach spotkania.
Był to ostatni sprawdzian Polaków przed jesiennymi meczami Ligi Narodów z Bośnią i Hercegowiną, Szwecją oraz Rumunią.
