Przejdź do głównej treści

Piątek z Ekstraklasą: Legia cudem ratuje remis, przełamanie Korony w Płocku

Zaktualizowany
Piątek z Ekstraklasą
Piątek z EkstraklasąArena Akcji / Sipa USA / Profimedia

Grająca z wyrachowaniem Korona Kielce wraca z Płocka z czystym kontem, a Wisła w czterech meczach zdobyła tylko jedną bramkę, tracąc dziewięć! W drugim meczu piątku Legia Warszawa miała wrócić na zwycięskie tory kosztem Śląska, tymczasem w ostatnich sekundach trzeba było ratować remis.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław (1:1)

Legia Marka Papszuna rozbudziła apetyty startem sezonu i niewiele brakowało, by kibice doczekali się szybkiego potwierdzenia formy w piątkowym hicie. W 8. minucie Kamil Piątkowski wstrzelił piłkę na głowę Kuchty, lecz ten uderzył niecelnie. Chwilę później Rafał Augustyniak ratował zespół wybiciem po świetnym wejściu Malaly’ego Dembele, a trzy minuty później stoper Legii miał już na koncie uderzenie z dystansu, choć niecelne.

Wrocławianie rzadziej dochodzili pod pole karne, choć w 20. minucie Dembele znów postraszył, uzyskując rzut rożny. Tym razem jeszcze nie było konsekwencji, za to w 32. minucie Piotr Samiec-Talar wypuścił lewą stroną Shabaniego, którego wślizg Augustyniaka powalił na murawę. Sędzia Marcin Szczerbowicz wskazał na wapno i choć pobiegł jeszcze przed ekran, to zdania nie zmienił. Samiec-Talar pewnie pokonał Hindricha.

WKS nie chciał na tym poprzestać i w okolicach 37. minuty udało się wywalczyć jeszcze dwa rzuty rożne. Nie więcej, bo inicjatywa była jednak po stronie Legii, której brakowało jedynie finiszu. Albo zawodziła precyzja dwóch ostatnich kontaktów, albo brakowało szybkości w atakach. Dopiero w 43. minucie Sevcik był bliski trafienia, gdy udało się szybko wprowadzić piłkę pod pole karne po nieudanym wyprowadzeniu. Sytuację wybiciem na róg ratował obrońca.

Z Wojciechem Urbańskim zamiast Sevcika wrócili po przerwie Legioniści, za to nie byli w stanie odmienić dynamiki meczu. Śląsk był niezagrożony w pierwszym kwadransie, za to strzał Tomasiewicza z dużej odległości w 58. minucie zmusił Hindricha do efektownej parady. Moment później Zjawiński powinien był przynajmniej sprawdzić Niemczyckiego, tyle że skiksował po dojściu do prostopadłej piłki.

Dopiero w 66. minucie golkiper Śląska musiał się pokazać, gdy sparował nad poprzeczkę uderzenie Urbańskiego zza pola karnego. Moment później Kapustka został zablokowany i zapowiadało się oblężenie wrocławskiej bramki. Tymczasem Śląsk w 73. minucie zdołał wyprowadzić atak, w którym Samiec-Talar powinien zaliczyć asystę po dostrzeżeniu Banaszaka na czystej pozycji. Noga Hindricha zatrzymała tę próbę.

Dwie minuty później kotłowało się już pod obiema bramkami. Pod wrocławską do strzału z wysokiej piłki nie złożył się Augustyniak, kiksując przed odsłoniętą siatką. Sekundy później PST posłał w bój Lukę Marjanaca, który kontrował sam na sam i znów noga Hindricha ratowała Legię! Papszun na ostatnie minuty wpuścił jeszcze Rajovicia i Adamskiego, tymczasem w 86. minucie Zjawiński był o centymetry od gola. Kiwał niecały metr przed bramką, a Szala i Niemczycki wspólnie - i szczęśliwie - wybili piłkę.

Wydawało się, że Śląsk dotrwa do końca czasu doliczonego z prowadzeniem, tymczasem szybka akcja Szczepaniaka i Wszołka prawą flanką pozwoliła wrzucić piłkę w pole karne w 90+4. minucie. Najwyżej wyskoczył Adamski, który głową załadował piłkę tuż przy słupku, ratując remis!

Statystyki meczu Legia Warszawa - Śląsk Wrocław
Statystyki meczu Legia Warszawa - Śląsk WrocławFlashscore

 

Wisła Płock - Korona Kielce (0:2)

Początek pokazał apetyt Wisły. Goście wydawali się szybko uwolnić z uścisku, ale już w 7. minucie Gallapeni z lewej wrzucił piłkę na głowę Patryka Kuna, który powinien był uderzyć lepiej. Korona długo takiego konkretu nie miała, nawet rzut wolny w niebezpiecznej strefie nie postraszył Nafciarzy.

Za to po 20 minutach długi przerzut Długosza znalazł Fassbendera, który klatką piersiową pokonał Leszczyńskiego. Długo miejscowi żyli nadzieją, że VAR wskaże spalonego Niemca, lecz po kilku minutach decyzja utrzymała trafienie. Na tym frustracja Płocczan się nie kończyła, bo ich dalsze starania nie przynosiły żadnego efektu.

W 38. minucie zderzenie Hamulicia z Długoszem w polu karnym dało nadzieję na jedenastkę Wiśle, ale analiza znów nic nie dała miejscowym. Długie minuty doliczonego czasu wydawały się sprzyjać Nafciarzom, lecz Korona odzyskała kontrolę.

Jakby kłopotów Wisły było mało, plan na drugą połowę wymagał korekt już po paru minutach. Szybkie wejście Długosza prawą stroną pozwoliło wyłożyć piłkę na nogę Mariusza Stępińskiego, a ten po nodze Sangre wpakował piłkę poza zasięgiem Leszczyńsiego.

Odpowiedzią było wprowadzenie Sekulskiego i Kobackiego, a gra Wisły poprawiała się z minuty na minuty. W okolicach godziny napór był już wyraźny, a w 66. minucie Patryk Kun świetnie przedarł się do końca i oddał piłkę Radwańskiemu, który dał się zablokować.

To był widowiskowy okres, bowiem napór „Nafciarzy” zostawił Koronie sporo miejsca na kontry. Gdyby były skuteczniejsze, kara mogła być sroga. A że nie były, w 71. minucie Wisła była o włos od gola kontaktowego. Po rzucie rożnym Dziekoński zatrzymał dwa strzały Silvy w niewiele ponad sekundę, imponując refleksem.

Wbrew nadziejom miejscowych, to był ostatni mocny akcent Wisły, która w końcówce nie mogła nawet utrzymać prowadzenia. Korona zaś rozgrywała na tyle długo i ostrożnie, że spokojnie dotrwała do końca.

Statystyki meczu Wisła Płock - Korona Kielce
Statystyki meczu Wisła Płock - Korona KielceFlashscore

Piłka nożna