Cztery kolejki przed końcem sezonu Legia z dorobkiem 37 punktów zajmuje 15. miejsce, czyli pierwsze nad strefą spadkową. Widzew ma o punkt mniej i sklasyfikowany jest tuż za nią.
"Jest to bardzo ważne spotkanie, ale nie decydujące o utrzymaniu bądź spadku. Będzie dużo ważyło pod kątem tej końcówki, ale to nie zmienia faktu, że pozostaną jeszcze trzy kolejki. Zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji i przygotowujemy się w taki sposób, żeby wygrać. Naszym atutem jest gra u siebie i wsparcie kibiców" - powiedział Papszun na konferencji prasowej.
53-letni szkoleniowiec prowadzi Legię od niespełna pół roku. Warszawski klub już wtedy był w trudnej sytuacji w tabeli. Pod wodzą Papszuna miał niedawno serię 10 spotkań bez przegranej, ale zakończyła ją niedzielna porażka w Poznaniu z Lechem 0:4. Wówczas od 21. minuty goście grali w dziesiątkę, bo czerwoną kartkę zobaczył Rafał Augustyniak. W środę Komisja Ligi tę karę anulowała.
"Nie może zdarzyć się taka sytuacja, że w 10 minut tracimy trzy gole, choćbyśmy nawet grali w ośmiu. To jest nie do przyjęcia przy naszych mechanizmach, przy naszej pracy w defensywie. Uważam, że to nas wzmocni i zbuduje, natomiast to się okaże w piątek wieczorem. Zobaczymy, jak ten „mental” będzie funkcjonował, szczególnie jeśli znów coś pójdzie nie po naszej myśli" - zaznaczył Papszun.
W historii spotkań Legii z Widzewem wyróżnia się to z 1997 roku, kiedy Legia prowadziła 2:0 i ten wynik dawał jej tytuł, ale rywale strzelili trzy gole i to oni zostali mistrzami. Papszun oglądał ten mecz w telewizji.
"To były zupełnie inne czasy, bo teraz te drużyny walczą o co innego... Ale wierzę, że kiedyś wrócimy na szczyt i będziemy równie mocno się emocjonować, jak ja wtedy przed telewizorem" - dodał szkoleniowiec.
Piątkowe spotkanie przy Łazienkowskiej planowane jest na godzinę 20.30. Z informacji Legii wynika, że wszystkie bilety zostały już wyprzedane.
