Lech Poznań - Korona Kielce (5:1)
Kibice gospodarzy zdecydowanie nie powinni się spóźniać na swoje mecze. Nie tylko dlatego, że trener Niels Frederiksen ceni punktualność, ale także ze względu na fakt, że w niedzielne popołudnie mogliby przegapić co najmniej dwa gole swoich ulubieńców.
Co więcej, jednym z bohaterów trafień był Pablo Rodriguez, który został niedawno ukarany przez trenera za zbyt późne dotarcie na odprawę. Hiszpan już w czwartej minucie popisał się świetnym podaniem do Patrika Walemarka, który strzelił swojego szóstego gola w sezonie. Minęły zaledwie dwie minuty, a tym razem napastnik sam pokonał bramkarza, wykorzystując przytomne podanie od Joela Pereiry.
Zawodnicy "Kolejorza" całkowicie dominowali na murawie i wkrótce po kolejnych atakach podwyższyli prowadzenie. Rodriguez idealnie przedłużył podanie od Walemarka, a Mikael Ishak zanotował swoje pierwsze ligowe trafienie od początku sierpnia.
Jedną z najbardziej aktywnych postaci Korony był Ondrej Lingr, ale tuż przed upływem pół godziny gry mocno ucierpiał po przypadkowym ciosie w twarz od Radosława Murawskiego. Reprezentant Czech potrzebował natychmiastowej pomocy medyków i szybko opuścił murawę, a zastąpił go Martin Remacle.
To właśnie Belg po chwili oddał pierwsze celne uderzenie gości, choć Mateusz Lis nie dał się zaskoczyć. To był jednak tylko przebłysk drużyny Jacka Zielińskiego w tej części starcia, gdyż tuż przed przerwą po podaniu Ishaka czwartego gola dla Lecha zdobył Rodriguez, który tym samym prawdopodobnie zrehabilitował się za wszystkie spóźnienia. Obrona gości była już całkowicie w rozsypce.
Druga połowa rozpoczęła się od popisowej interwencji Lisa, który obronił strzał Mariusza Stępińskiego z najbliższej odległości. To było jednak jak pociągnięcia lwa za wąsy, gdyż za moment kolejne dokładnie podanie Rodrigueza na drugiego gola w meczu zamienił Ishak. Dla Hiszpana to już szósta asysta w sezonie.
Mimo takiego wyniku piłkarze Korony nie zamierzali się poddawać. W 57. minucie rozmiary porażki fantastycznym strzałem sprzed szesnastki zmniejszył Camilo Mena, jednak tuż przed końcem rezultat ustalił Yannick Agnero, który w lidze również trafił po raz pierwszy od sierpnia. Gospodarze dzięki zdecydowanemu zwycięstwu zbliżyli się do prowadzącego Górnika Zabrze na jeden punkt, mając przy tym mecz zaległy do rozegrania.

Zagłębie Lubin - Jagiellonia Białystok (1:0)
Jagiellonia przyjechała do Lubina po pierwszym w historii klubu zwycięstwie w Lidze Europy, odniesionym nad Araratem-Armenią Erewan. Białostoczanie chcieli przenieść dobrą dyspozycję z europejskich pucharów na ligowe boiska i przerwać serię niepowodzeń. Zagłębie zamierzało jednak wykorzystać atut własnego stadionu i sięgnąć po komplet punktów.
Zagłębie bliżej gola, poprzeczka uratowała Jagiellonię
Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy szybko zaczęli stwarzać zagrożenie pod bramką Sławomira Abramowicza. Już w 7. minucie Marcel Reguła oddał pierwszy celny strzał, ale golkiper Jagiellonii zachował czujność i nie dał się zaskoczyć.
Pięć minut później młodzieżowy reprezentant Polski miał jeszcze lepszą okazję. Po podaniu Mateusza Grzybka Reguła znalazł się w dogodnej sytuacji i minął wychodzącego z bramki Abramowicza. W ostatniej chwili interweniował jednak Yuki Kobayashi, który uratował gości przed utratą gola.
Zagłębie nadal szukało sposobu na defensywę rywali, a Reguła pozostawał jednym z najbardziej aktywnych zawodników na boisku. W 22. minucie ponownie zmusił Abramowicza do interwencji, choć tym razem jego uderzenie było skierowane zbyt blisko bramkarza.
Jagiellonia próbowała odpowiedzieć. W 31. minucie Kajetan Szmyt przedarł się lewym skrzydłem i dograł do Jesusa Imaza, jednak Hiszpan nieczysto trafił w piłkę i nie zagroził bramce Zlatana Alomerovicia.
Najbliżej objęcia prowadzenia gospodarze byli w 38. minucie. Sebastian Kerk dośrodkował z rzutu wolnego, a w zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Roman Jakuba. Obrońca Zagłębia oddał potężny strzał, po którym piłka odbiła się od poprzeczki. Jagiellonia miała sporo szczęścia, że nie musiała odrabiać strat.
Przed przerwą z dystansu próbował jeszcze Dusan Stojinović, ale jego uderzenie było niecelne. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, choć to gospodarze stworzyli groźniejsze sytuacje.
Jagiellonia ruszyła po przerwie, ale zabrakło skuteczności
Trener Adrian Siemieniec zdecydował się na dwie zmiany już w przerwie. Na boisku pojawili się Conceicao i Polak, zastępując Kamila Jóźwiaka oraz Bartłomieja Wdowika. Roszady szybko przyniosły poprawę w ofensywnej grze białostoczan.
W 48. minucie Ousmane Sow popisał się znakomitym indywidualnym rajdem, podczas którego minął Aleksa Ławniczaka i znalazł się przed bramkarzem Zagłębia. Zlatan Alomerović zdołał jednak obronić jego strzał. Do odbitej piłki dopadł jeszcze Jesus Imaz, ale z ostrego kąta nie potrafił skierować jej do siatki.
Jagiellonia coraz częściej utrzymywała się na połowie przeciwnika i próbowała rozgrywać akcje w pobliżu pola karnego. W 55. minucie groźnie zapowiadające się rozegranie zakończyło się zablokowanym zagraniem Kajetana Szmyta.
Gospodarze przez dłuższy czas mieli problemy ze stworzeniem dogodnej okazji po zmianie stron. Jagiellonia wyglądała lepiej w ofensywie, ale nie potrafiła wykorzystać swojej przewagi.
W 66. minucie Taras Romanczuk spróbował szczęścia z dystansu, lecz uderzył niecelnie. Zagłębie odpowiedziało akcją Marcela Reguły, który po dośrodkowaniu oddał strzał głową, jednak również nie trafił w bramkę.
VAR i rzut karny rozstrzygnęły spotkanie
Decydujący moment meczu nastąpił w ostatnim kwadransie. W 74. minucie sędziowie zaczęli analizować sytuację w polu karnym Jagiellonii, gdzie doszło do kontaktu Andreasa Klynge z Marcelem Regułą.
Arbiter Jarosław Przybył został wezwany do monitora VAR i po obejrzeniu powtórek zdecydował się podyktować rzut karny dla Zagłębia.
Do jedenastki podszedł Sebastian Kerk, który w 77. minucie zachował zimną krew. Pomocnik gospodarzy zmylił Sławomira Abramowicza i pewnym uderzeniem skierował piłkę do siatki, wyprowadzając Zagłębie na prowadzenie 1:0.
Jagiellonia musiała ruszyć do odrabiania strat, ale gospodarze skutecznie bronili korzystnego wyniku. Białostoczanie próbowali zagrozić rywalom między innymi po stałych fragmentach gry, jednak brakowało im dokładności w decydujących momentach.
W końcówce Zagłębie koncentrowało się przede wszystkim na utrzymaniu prowadzenia. Defensywa gospodarzy nie pozwalała rywalom na oddawanie groźnych strzałów, dzięki czemu Alomerović nie musiał podejmować kolejnych trudnych interwencji.

Górnik Zabrze - Piast Gliwice (1:1)
Niedzielne derby przy Roosevelta przyciągnęły na trybuny 27 659 kibiców. Prowadzący w tabeli Górnik przystępował do spotkania z zamiarem umocnienia swojej pozycji, natomiast Piast pod wodzą Daniela Myśliwca chciał potwierdzić dobrą formę, która pozwoliła mu znaleźć się w górnej połowie tabeli.
Błyskawiczna wymiana ciosów w derbach
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Już w pierwszych minutach Górnik objął prowadzenie po trafieniu Rafała Janickiego, ale zabrzanie nie zdążyli nacieszyć się korzystnym wynikiem. W 7. minucie Piast doprowadził do wyrównania. Po zagraniu Leandro Sanki do piłki dopadł Hugo Vallejo i pokonał Philippa Schulze, ustalając wynik na 1:1.
Dwa szybkie gole zapowiadały niezwykle emocjonujące derby, a obie drużyny nadal szukały okazji do zdobycia kolejnych bramek. Górnik częściej utrzymywał się przy piłce i próbował budować ataki pozycyjne, jednak Piast potrafił odpowiedzieć groźnymi akcjami.
W 18. minucie bliski wyprowadzenia gości na prowadzenie był Leandro Sanca. Zawodnik gliwiczan oddał strzał w kierunku dalszego słupka, ale piłka nieznacznie minęła bramkę. Było to poważne ostrzeżenie dla gospodarzy, którzy mimo przewagi w posiadaniu piłki nie potrafili całkowicie przejąć kontroli nad wydarzeniami na boisku.
Zabrzanie również mieli swoje okazje. Sondre Liseth próbował zaskoczyć Domena Grila, ale brakowało mu dokładności. Bramkarz Piasta nieco później interweniował niepewnie, jednak żaden z gospodarzy nie zdołał wykorzystać okazji do dobitki.
W kolejnych minutach tempo spotkania nieco spadło. Górnik nadal częściej rozgrywał piłkę na połowie rywala, ale defensywa Piasta skutecznie ograniczała zagrożenie. Przed przerwą swoich sił próbował jeszcze Erik Janza, jednak jego uderzenie było niecelne. Do szatni oba zespoły schodziły przy remisie 1:1.
Górnik trafił w słupek. Piast również szukał swoich szans
Po zmianie stron gospodarze ponownie zaczęli odważniej atakować. W 50. minucie Peter Federico oddał strzał z linii pola karnego, ale Domen Gril nie miał większych problemów z interwencją. Chwilę później Kacper Urbański przedarł się środkiem i zakończył akcję uderzeniem do siatki, jednak gol nie został uznany z powodu zagrania ręką.
Piast nie zamierzał ograniczać się wyłącznie do obrony. W 55. minucie Emmanuel Twumasi sprawdził czujność Philippa Schulze, ale bramkarz Górnika nie dał się zaskoczyć.
Najbliżej zdobycia drugiej bramki gospodarze byli w 60. minucie. Sondre Liseth trafił w słupek, a do odbitej piłki dopadł Paulo Bernardo. Portugalczyk nie zdołał jednak skutecznie dobić futbolówki i znakomita okazja na objęcie prowadzenia przepadła.
Trener Michal Gasparik zdecydował się wówczas na pierwsze zmiany, wprowadzając na boisko Erika Prekopa w miejsce Lisetha. Górnik nadal próbował przejąć inicjatywę, a aktywny Kacper Urbański szukał możliwości przedarcia się przez defensywę gości. Gliwiczanie pozostawali jednak dobrze zorganizowani i nie pozwalali rywalom na zbyt wiele.
Lider naciskał do końca, ale zwycięskiego gola nie było
W ostatnich dwudziestu minutach Górnik zwiększył ofensywne zaangażowanie. Na murawie pojawili się Zeidane Inoussa i Yvan Ikia Dimi, którzy mieli ożywić grę gospodarzy. Piast coraz mocniej koncentrował się na defensywie, choć przy nadarzającej się okazji próbował wyprowadzać własne akcje.
Mimo przewagi zabrzan brakowało klarownych sytuacji podbramkowych. Gospodarze wymieniali podania w pobliżu pola karnego rywali, ale nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze ustawioną obronę gliwiczan.
W 82. minucie Górnik ponownie zagroził bramce Piasta. Domen Gril musiał interweniować po celnym strzale, a chwilę później Yvan Ikia Dimi nie zdołał skierować piłki w światło bramki. W końcówce gospodarze nadal szukali rozstrzygnięcia, lecz gliwiczanie skutecznie bronili korzystnego wyniku i mecz finalnie zakończył się remisem.

