Przejdź do głównej treści

Niedziela z Ekstraklasą: Twierdza Łazienkowska padła, Lech wraca na szczyt tabeli

Zaktualizowany
Niedziela z Ekstraklasą:
Niedziela z Ekstraklasą:ČTK / imago sportfotodienst / Antoni Dec

Hit Ekstraklasy zakończył passę bez porażki Legii. Wygrana Lecha 2:1 przy Łazienkowskiej daje mistrzom Polski powrót na fotel lidera. W pierwszym meczu niedzieli Śląsk Wrocław przerwał fatalną serię i uciekł ze strefy spadkowej po wygranej 2:0 z Wieczystą, a później swoją passę porażek zakończyła Jagiellonia Białystok, pokonując Wisłę Płock 1:0.

Legia Warszawa - Lech Poznań (1:2)

Choć na żaden inny mecz w tej kolejce fani nie czekali tak bardzo, to piłkarze drugiej i trzeciej drużyny tabeli wymagali jeszcze trochę cierpliwości. W ostrożnych pierwszych 10 minutach zobaczyliśmy tylko zablokowany strzał Leo Bengtssona, a mecz już wymagał przerwy z powodu urazu uda Mikaela Ishaka.

Lech stracił kapitana, ale jego rodak Leo pozostawał poważnym zagrożeniem. Kolejny jego szturm lewą stroną skończył się desperackim faulem Wszołka tuż przed polem karnym. Bengtsson sam wykonał rzut wolny i prawie wkręcił piłkę do bramki – słupek! Problemy zdrowotne uderzyły też w gospodarzy, gdy staw skokowy Rafała Adamskiego przyspieszył jego zejście na ławkę.

Jeszcze w 20. minucie Skrzypczak uderzał na wiwat, zanim Legia na długo przejęła inicjatywę. Chodyna spudłował, ale po rozegraniu rzutu rożnego moment później Piątkowski zgubił krycie Yegbe i posłał kozłującą główkę… wprost w ręce Lisa. Napór gospodarzy trwał i z trudem Lech oswobodził się po 26. minucie. Oddech dał rajd Rodrigueza i jego uderzenie w poszukiwaniu bliższego okienka. Jeszcze bliżej był Hindrich.

Wysoko ustawiona Legia szybko odcinała Lecha od kolejnych ataków, a w 41. minucie Rafał Augustyniak wydawał się o włos od gola, gdy przymierzył z dystansu i Lis ciałem odbił przed siebie. Kapustka poprawiał nad bramką. Kontrola nad meczem okazała się złudna dla Legii w doliczonym czasie: pierwszy raz urwał się Patrik Walemark prawą stroną, a Piątkowski ratował Hindricha wybiciem.

Powrót do gry nie przyniósł większej swobody w grze Lechowi i bliżej otwarcia wyniku wydawali się miejscowi. Wtedy przyszła jednak 56. minuta i akcja, która była zaprzeczeniem dotychczasowego obrazu gry. Legia pozwoliła przeprowadzić piłkę od Mateusza Lisa w bramce gości aż do Yannicka Agnero, który trąceniem na wprost bramki Legii dał prowadzenie. Ogromny wysiłek wykonał tu Walemark, choć asystę notuje Bengtsson! 

Drużyna Papszuna szukała możliwie dobrej reakcji na stratę i gol był o włos po rzucie rożnym z 63. minuty. Sevcik wrzucał piłkę, Piątkowski uderzył głową, a piłka od słupka trafiła wprost w ręce Lisa po linii bramkowej. Strzelec nie mógł w to uwierzyć, ale już sekundy później rakietę odpalił Augustyniak, zmuszając Lisa, by wzbił się do lotu i wybił piłkę poza boisko.

Gdy wydawało się, że Lech przetrwał moment wzmożenia miejscowych, wrzutka Szczepaniaka spadła na głowę Augustyniaka w polu karnym. Czujnie zgrał przed bramkę, a tam swoją głowę dołożył wprowadzony kilka minut wcześniej wcześniej Bohdan Wiunnyk. Tym razem Lis nie miał szans.

Moment później Szczepaniak powinien dać prowadzenie, gdy piłka znalazła go na wprost bramki. Uderzył w rękawice Lisa. Rehabilitacji szukał w 85. minucie z narożnika pola karnego. Tym razem piłka minęła dalszy słupek. Ależ musiał żałować zmarnowanych okazji, gdy parę minut później Lech przeprowadził rzadko oglądany zespołowy atak. Choć zwolniony na ostatnich metrach, przyniósł bezcenny efekt: Daniel Hakans znalazł Luisa Palmę na dalszym słupku, a ten dostawił nogę i na moment uciszył trybuny.

Doping wrócił moment później, ale o powrocie Legii nie było już mowy. Gdy miejscowi myśleli, że wyrównanie mają już w kieszeni po pięknym uderzeniu Damiana Szymańskiego, Mateusz Lis wybił piłkę z okienka i uratował swój zespół. 

Statystyki meczu Legia - Lech
Statystyki meczu Legia - LechFlashscore

 

Jagiellonia Białystok - Wisła Płock (1:0)

Nisko ustawiona Wisła Płock wyraźnie nastawiała się na przyjmowanie ataków gospodarzy. Faktycznie, przemodelowana Duma Podlasia uderzała pierwsza, tyle że udało się jedynie sprawić dosłowny ból Leszczyńskiemu i Tavaresowi, wymuszając zejście tego drugiego z kontuzją po 10 minutach.

Dwie udane interwencje bramkarza ułatwiły przetrwanie Nafciarzom i w 15. minucie zaczęli się odgryzać za sprawą Samuela Akere. Goście wydawali się spokojni, gdy w 21. minucie Afonso Silva popełnił koszmarny błąd w obronie, de facto wypuszczając rodaka Rodrigo Conceicao przed pustą bramkę. Aż upadł na murawę i nakrył głowę rękami – nie wierzył, że zmarnował taką okazję.

Mimo aktywności Portugalczyka czy Agbonifo gospodarze byli bardzo nieskuteczni przed bramką Wisły. Najbliżej szczęścia przed przerwą wydawał się Taras Romanczuk w 43. minucie, gdy po rzucie rożnym posłał główkę obok słupka.

Po zmianie stron gospodarze pierwsi mieli bardzo dobrą okazję, gdy w 55. minucie Nik Prelec wycofał piłkę na środek pola karnego, ale Lozano został zablokowany przez Silvę. Po stronie Płocczan otwarcia szukał Sekulski po przejściu lewą stroną, jednak z ostrego kąta nie zdołał pokonać Perchela, podobnie jak sekundy później Prsir.

Szmyt i Sow mieli podkręcić obroty Jagiellonii przez ostatnie pół godziny. Kolejne próby Jagi były jednak boleśnie niecelne i dopiero w 78. minucie wyglądało na przełamanie impasu: pracowity i skuteczny dotąd Jurica Prsir zagrał piłkę ręką przed bramką. Damian Kos wskazał na wapno, ale po wizycie przed monitorem zmienił decyzję.

Zszokowani kibice jeszcze rozpamiętywali kontrowersję, gdy Jagiellonia wyprowadziła atak rezerwami energetycznymi Kajetana Szmyta. Pierwsza wrzutka nie dała efektu, więc powtórzył wysiłek i tym razem trafił idealnie – Ousmane Sow głową otworzył wynik. Zmiennicy przynieśli oczekiwane przełamanie. Nawet 8 doliczonych minut nie dało Wiśle okazji do odrobienia strat. Po pięciu porażkach Jagiellonia podnosi się i wyprzedza dzisiejszego rywala.

 

Śląsk Wrocław - Wieczysta Kraków (2:0)

Starcie beniaminków w deszczowym Wrocławiu było bezpośrednią walką o ucieczkę ze strefy spadkowej. Początek lepiej wyglądał po stronie gości, pewniejszych w tercji Śląska. Już w 5. minucie Piazon i Koulouris wypracowali pierwszy celny strzał, tyle że Grek raczej podał do Niemczyckiego.

Piazon wziął za to sprawy w swoje ręce po upływie kwadransa, schodząc z lewej strony pola karnego w kierunku środka. Położył aż trzech obrońców i uderzył pod prawy słupek, jednak Niemczycki był na posterunku.

Wrocławianie na tym etapie mieli parę nieudanych zrywów Banaszaka i Dembele, a jednak to oni objęli prowadzenie. Zaważyła jakość Piotra Samca-Talara i Malaly’ego Dembele. Kapitan Śląska świetnie oszukał rywala, zagrywając za swoje plecy, a tam Dembele odebrał piłkę, minął Milicia i precyzyjnie uderzył piłkę od dalszego słupka do siatki.

Krakowianie przejęli inicjatywę i w ostatni kwadrans pierwszej odsłony weszli z kontrolą nad grą… do 16. metra. Przed polem karnym brakowało konkretu i przyszło zapłacić wysoką cenę w doliczonym czasie. Wtedy Dembele i PST rozegrali piłkę przed linią pola karnego, a ten drugi wypuścił Banaszaka przed otwartą bramką. Doskonała obsługa i bezlitosne wykończenie dały 2:0, a WKS naciskał dalej, szukając nokautu jeszcze przed zejściem do szatni.

Po zmianie stron Zeljko Kopić posłał w bój Lisandro Semedo, ale zabójcza broń Wieczystej długo nie mogła odpalić. Za to miejscowi przybliżali się do trzeciego gola w 57. minucie, gdy Banaszak był o włos od dubletu. Jego próba strzału piętą nie była precyzyjna i piłka wyszła przy słupku.

Wkrótce stadion zamarł, bo z urazem zszedł Samiec-Talar, a jego zmiennik Adam Ciućka pokazał się w 67. minucie strzałem z granicy pola karnego. Piłka od uda Antonio Milicia diametralnie zmieniła kierunek i Kochalski końcem rękawicy wybił ją spod słupka.

Na każdą próbę Semedo – jak strzał obroniony przez Niemczyckiego z 70. minuty – Ciućka miał coś ciekawszego i na 10 minut tylko nieprzygotowany Marjanac pozbawił go asysty. 18-latek błyszczał w otrzymanych minutach, a nawet przewaga Wieczystej w rozegraniu nie dała jej na finiszu nic - Śląsk zwycięstwem 2:0 przerywa serię porażek.

Statystyki meczu Śląsk Wrocław - Wieczysta Kraków
Statystyki meczu Śląsk Wrocław - Wieczysta KrakówFlashscore
Wybierz Wyniki w GoogleCzytaj nasze artykuły częściej
DodajDodaj w Google

Piłka nożna