Drużyna Sochana o krok od tytułu w najbardziej zaciętym finale od 53 lat

Drużyna Sochana o krok od tytułu w najbardziej zaciętym finale od 53 lat
Drużyna Sochana o krok od tytułu w najbardziej zaciętym finale od 53 latVincent Carchietta-Imagn Images via REUTERS

Zespół New York Knicks, którego koszykarzem jest Jeremy Sochan, po czterech spotkaniach z San Antonio Spurs w finale ligi NBA prowadzi 3-1 i jest o krok od mistrzostwa. Piąty mecz tej najbardziej zaciętej rywalizacji od 53 lat odbędzie się w sobotnią noc w Teksasie.

Ostatnie chwile każdej z czterech dotychczasowych konfrontacji Knicks ze Spurs w tym finale miały wiele wspólnego. Wynik – bez względu na jego wymiar we wcześniejszej fazie spotkania – za każdym razem pozostawał nierozstrzygnięty na minutę przed końcem.

W pierwszym meczu Knicks prowadzili czterema punktami na 58 sekund przed syreną. W drugim Nowojorczycy zwyciężyli jednym punktem, gdy w decydującej akcji środkowy Spurs Victor Wembanyama minimalnie spudłował. Trzeci Teksańczycy wygrali czterema punktami. W czwartym Knicks wygrali ponownie jednym punktem po cudownej dobitce OG Anunoby'ego na 1,2 s przed ostatnim gwizdkiem sędziów.

Od 1973 roku nie było takiego finału – z przewagą czterech punktów lub mniejszą w ostatniej minucie każdego z pierwszych czterech meczów. Tamtą serię wygrali New York Knicks i od tej pory nie zdobyli mistrzostwa. Mogą po nie sięgnąć już w sobotę, jeśli pokonają Spurs w San Antonio.

"Musisz być obecnym w walce. Nie można myśleć o wyniku. Chodzi o proces, następną akcję, następną akcję, następną akcję" – mówił w przeddzień spotkania trener Knicks Mike Brown.

A przecież w serii mógłby być teraz remis, gdyby San Antonio nie zmarnowało 29-punktowej przewagi w czwartym meczu, co okazało się największą porażką w historii finałów NBA.

Spurs prowadzili w słynnej Madison Square Garden 81:52 na 9.40 przed końcem trzeciej kwarty, ale fragment od tego momentu do ostatniej syreny przegrali 25:55, pudłując w tym okresie 29 z 35 rzutów.

Statystycy wyliczyli, że do tego "historycznego", czwartego spotkania w finale play-off drużyny prowadzące w meczu 29-punktową lub wyższą różnicą wygrały wszystkie 249 takich spotkań w trwających rozgrywkach. W fazie play-off w ostatnich 30 latach bilans ten to 288 zwycięstw przy dwóch porażkach, a licząc wszystkie mecze sezonu zasadniczego i play-off w minionym 30-leciu: 4088-13.

Oznacza to, że Spurs – którzy prowadzili dwucyfrową różnicą punktową we wszystkich czterech meczach – mieli 99,7 procent szans na wygranie czwartego meczu i wyrównanie serii. Teraz, przed własną publicznością, muszą znaleźć sposób, aby otrząsnąć się po traumatycznej przegranej i przedłużyć finałową rywalizację.

"W sile i pewności siebie tkwi przekonanie, że nie wszystko stracone. Tak to właśnie jest. Nie ma innego sposobu. Nie da się uniknąć tego, co się stało, że wszystkie cztery mecze były do wygrania i tego, że przegrywamy 1-3. Nikt nie będzie dla nas bardziej surowy i odpowiedzialny niż my sami w szatni po spotkaniu" – powiedział trener Spurs Mitch Johnson.

"Wciąż wierzymy, że mamy szansę, ale traktujemy rywalizację mecz po meczu. Nie patrzymy na to, że musimy wygrać trzy spotkania. Musimy wygrać jutro, by dać sobie możliwość rozegrania kolejnego spotkania" – zaznaczył jego podopieczny De’Aaron Fox.

Jeremy Sochan karierę w NBA rozpoczął w 2022 roku w barwach Spurs, którzy wybrali go z numerem 9 w drafcie, i jeszcze w pierwszej części obecnego sezonu był zawodnikiem tej ekipy. Jest drugim Polakiem w wielkim finale. W 2009 roku o mistrzowski pierścień w barwach Orlando Magic przeciwko Los Angeles Lakers bez powodzenia walczył Marcin Gortat.