Dziesiąte derby stolicy w ekstraklasie, w którym spotkali się medaliści mistrzostw Polski w poprzednim sezonie, po raz pierwszy odbyły się w hali Torwar.
W dotychczasowych spotkaniach tych drużyn w sezonie zasadniczym był remis 3-3. Natomiast Legia pokonała Dziki 3-0 w ostatnim półfinale play-off, w drodze po drugie z rzędu mistrzostwo Polski.
W sobotę bilans wszystkich spotkań Dziki zasłużenie poprawiły na 6-4, w przekonującym stylu rewanżując się legionistom za porażki w play-off. Spotkanie, które obejrzało z trybun 4112 widzów, przyniosło wiele emocji.
Na początku meczu korzystniejsze wrażenie sprawiała Legia, która w połowie pierwszej kwarty po "trójce" Markusa Ilvera prowadziła 14:8, potem 19:12 po wolnych Kristersa Zoriksa, a tę odsłonę wygrała 21:17.
W drugiej kwarcie sytuacja się odwróciła. Dokładniejsze w ataku i częściej trafiające za trzy punkty Dziki (6/17 z dystansu w pierwszych 20 minutach, po trzy celne takie próby Krzysztofa Kempy i Austina Luke'a, wobec 2/13 Legii) szybko odrobiły straty i w 18. minucie objęły najwyższe w tym momencie, dziewięciopunktowe (39:30) prowadzenie.
Chwila lepszej obrony Legii pozwoliła gospodarzom zmniejszyć straty w kilku akcjach. Na przerwę drużyny schodziły przy prowadzeniu gości 42:39.
Po wznowieniu gry Legia w niespełna dwie minuty odwróciła wynik, wychodząc na prowadzenie 43:42. Nastąpił fragment prowadzonej w szybkim tempie, wyrównanej gry. Końcówka trzeciej kwarty należała jednak do bardziej zdeterminowanych i lepiej czujących się w takiej rywalizacji Dzików, które ostatni jej fragment wygrały 8:0 i rozpoczynały decydującą odsłonę przy wyniku 66:57.
W jej pierwszych kilkudziesięciu sekundach dwa celne rzuty "za trzy" byłego legionisty Grzegorza Kamińskiego powiększyły jeszcze przewagę niżej notowanej drużyny. W 33. minucie było już 77:62. Mistrzowie Polski próbowali odrabiać straty, ale tego dnia zawodziła ich skuteczność.
Żywy, prowadzony w szybkim tempie mecz zakończył się 15-punktowym zwycięstwem nominalnych gości.
"Boli ta porażka, bo myślę, że dobrze zaczęliśmy. Rywale w pewnym momencie postawili strefę, która nas trochę wybiła z rytmu, nawet w obronie. Niestety, nie zagraliśmy takiego meczu, jak chcieliśmy. Uważam, że stać nas na o wiele lepszą grę" — powiedział PAP skrzydłowy gospodarzy Mathieu Wojciechowski.
Dziki sprawiały w tym meczu wrażenie drużyny grającej z większą energią i determinacją. Legii z kolei wybitnie nie wpadały rzuty (porównanie skuteczności z gry 50,7 do 37,3 proc.).
"Cóż, dali nam taki plan gry, wprowadzili nas w mecz z obroną strefową, a my źle na to zareagowaliśmy. Powinniśmy się lepiej do tego zaadaptować. Zapłaciliśmy za to dużą cenę, ale trzeba teraz trochę odpocząć, a w środę mamy bardzo ważny mecz w Lidze Mistrzów FIBA z Galalasaray Stambuł" - dodał były reprezentant kraju, który w 14 minut zdobył sześć punktów i miał sześć zbiórek.
Najlepszy strzelcem Legii był tradycyjnie Amerykanin Arguster Daniels jr - 23 pkt, sześć zbiórek i trzy asysty.
W drużynie trenera Marco Legovicha pod tym względem wyróżnili się tym razem Polacy - Kempa z 17 pkt, który miał też 14 zbiórek, Kamiński - 15, a bardzo istotny wkład w sukces miał amerykański rozgrywający Luke - 14 i 10 asyst. Ta trójka trafiła w sumie 11 rzutów za trzy punkty na 14 zespołu (Legia 6/27).
Kamiński w pierwszych słowach swojego komentarza po spotkaniu podziękował przede wszystkim kibicom Legii i Dzików.
"Atmosfera na Torwarze była niesamowita. Fajnie było tu wrócić po trzech latach nieobecności. Uważam, że dla nas był to mecz dobrej energii, bo po środowej porażce 30 punktami w Wuerzburgu ciężko było wrócić do optymalnego grania, jakie sobie założyliśmy. Wierzyliśmy jednak w plan i w samych siebie, że jesteśmy dobrą drużyną, możemy wygrać z każdym, a środę zdarzył się wypadek przy pracy" — zaznaczył.

Według niego najważniejszym elementem przedmeczowego planu była zbiórka w obronie.
"Legia ma dwóch najlepiej zbierającym w ataku zawodników — Zachary'ego Freemantle'a i Gyorgy'ego Golomana, więc musieliśmy zadbać o to, by rywale nie mieli zbyt dużo ponowień z ofensywnych zbiórek swoich wysokich. Udało nam się to zrealizować. Zadecydowało też podejście mentalne chłopaków. Jestem z nich bardzo dumny. Jeżeli w ten sposób będziemy grać, to czekają nas same dobre rzeczy" — podsumował Kamiński, który w latach 2020-23 był zawodnikiem Legii.
