Z Karimem Adeyemim i Wojciechem Szczęsnym w wyjściowym składzie Barça rozpoczęła mecz z Birmingham, czyli pierwsze spotkanie przedsezonowe. Pod nieobecność reprezentantów grających na mundialu, na boisku pojawiło się też wielu mniej znanych zawodników.
Ciekawostką była obecność Jude'a Bellinghama na trybunach, ubranego w koszulkę swojego byłego klubu, który cieszył się z goli gospodarzy jako zwykły kibic.
Mimo braku gwiazd, drużyna Flicka szybko przejęła inicjatywę i przez długie fragmenty pierwszej połowy utrzymywała się przy piłce, osiągając nawet blisko 70% posiadania, choć nie stwarzała zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Beadle'a.

Założenia były te same, ale skład był tak mało rozpoznawalny, że Andreas Christensen założył opaskę kapitana. Duńczyk, wywiązując się ze swojej roli, oddał pierwszy strzał w meczu tuż przed upływem półgodziny gry.
Zmęczone zachowawczą grą Barcelony, Birmingham postawiło na bardziej bezpośredni styl, co przyniosło efekt w 31. minucie, gdy August Priske zdobył gola głową po precyzyjnym dośrodkowaniu Alexandra Cochrane'a z lewej strony. W tej sytuacji Wojciech Szczęsny mógł interweniować nieco lepiej.
To trafienie obudziło Katalończyków. Zaczęli śmielej atakować pole karne rywali. W jednej z takich akcji Hamza Abdelkarim wywalczył rzut karny i sam zamienił go na gola, ustalając wynik na 1:1 do przerwy.
Lepsza gra po zmianach
Po przerwie Flick dokonał czterech zmian, wpuszczając na boisko Roony'ego Bardghjiego, który ożywił grę na prawej stronie. W 60. minucie jedna z jego diagonalnych akcji zakończyła się strzałem, który bramkarz odbił przed siebie, a Abdelkarim dobił piłkę i wyprowadził Barcelonę na prowadzenie 2:1.
Po tym golu rozpoczęła się typowa karuzela zmian – na boisku pojawiło się jeszcze siedmiu nowych zawodników (zszedł m.in. Szczęsny). To zamieszanie nieco zdekoncentrowało Katalończyków, którzy dopuścili do wyrównania na 2:2 po stałym fragmencie gry, gdy Kolumbijczyk Jhon Solís znalazł się sam przed Aronem Yaakobishvilim i bez problemu pokonał bramkarza.
Jude Bellingham cieszył się z wyrównania, a Barça nie stworzyła już wielu okazji, poza jedną w końcówce, by ponownie objąć prowadzenie i mecz zakończył się remisem. Ostatecznie zwycięzcę wyłoniły rzuty karne, a triumf przypadł Birmingham.
