"Wracamy na mistrzostwa świata po 52 latach i mamy szansę zagrać z Brazylią. To jak Święty Graal podany na tacy, coś na co Haitańczycy czekają, a co niedawno wyglądało na odległe marzenie" - powiedział Migne na konferencji prasowej w Filadelfii i dodał, że w Haiti jest wielu fanów ekipy Selecao.
Jak zaznaczył, jego zespół nie ma nic do stracenia, za to „ma wszystko do zyskania”, choć jest w trudnej sytuacji.
"Po pierwsze dlatego, że to Brazylia, po drugie stadion będzie pełny, choć ludzie przyjdą głównie popatrzeć na naszych rywali. Musimy się w tych okolicznościach odnaleźć. Na pewno jednych zawodników będę musiał uspokoić, a innych pobudzić" - tłumaczył.
Wyraził nadzieję, że jednak tak znakomity i utytułowany rywal bardziej pozwoli jego piłkarzom wydobyć pełnię potencjału niż będzie paraliżował.
"Wielu moich piłkarzy np. ubóstwia Viniciusa Juniora i właśnie będą mieć okazję się z nim zmierzyć, może jedyny raz w życiu" - wspomniał i dodał, że on jest w podobnej sytuacji, bo czeka go spotkanie z Carlo Ancelottim, czyli „mistrzem taktyki i najlepszym wśród trenerów”.
Francuski szkoleniowiec powiedział, że mimo porażki ze Szkocją na inaugurację, jego drużyna zaprezentowała się dobrze i udowodniła, że w pełni zasługuje na udział w mundialu.
"Myślę, że ewentualny sukces w meczu z Brazylią byłby jeszcze większą sensacją, która w kraju wywołałaby istne szaleństwo" - dodał.
Migne potwierdził, że celem Haitańczyków pozostaje awans do 1/16 finału, ponieważ format tej edycji MŚ - pierwszej z udziałem 48 drużyn i dodatkową 1/16 finału - sprawia, że awans do fazy pucharowej uzyska osiem drużyn z trzecich lokat w grupach.
"Nie możemy odpuszczać. Nieważne z kim gramy, musimy pamiętać, że na koniec znaczenie może mieć też różnica bramek. Naszym celem wciąż jest wyjście z grupy. Dopiero w drugim rzędzie chodzi o to, by zaprezentować się z jak najlepszej strony i zostawić po sobie pozytywne wrażenie" - podkreślił.
