Miedwiediew w Kalifornii przegrał dopiero w finale ze światową dwójką Sinnerem, ulegając po walce w dwóch dramatycznych tie-breakach. "Chciałbym pogratulować Jannikowi. Grałeś świetny tenis i bardzo trudno się z tobą mierzyć. Starałem się grać jak najlepiej, to był dobry mecz", powiedział w stronę swojego pogromcy.
"Kiedy grasz z Carlosem, lubię na to patrzeć. Tym razem jednak cieszę się, że nie graliście ze sobą ponownie. Rób dalej to, co robisz i wygrywaj kolejne mecze", dodał z uśmiechem pokonany finalista, który w Indian Wells przegrał już trzecie finałowe starcie w ciągu ostatnich czterech lat. Dodatkowo podkreślił, że kort był w tym roku nieco szybszy niż w poprzednich sezonach, na co wcześniej narzekał.
Miedwiediew szczególnie podziękował rodzinie, która wspiera go z domu, a także swojemu zespołowi, stojącemu za tegorocznymi sukcesami. Współpraca z legendarnym Thomasem Johanssonem bardzo mu pomaga. Już pod koniec zeszłego roku prezentował świetną formę i w Ałmatach zakończył 29-miesięczne oczekiwanie na tytuł.
Sezon rozpoczął znakomicie, wygrywając od razu pierwszy turniej w Brisbane. Australian Open nie poszło mu zgodnie z oczekiwaniami, bo po porażce z Learnerem Tienem zakończył rywalizację w 1/8 finału. W przeciwieństwie do zeszłorocznych turniejów wielkoszlemowych, kiedy tylko raz przeszedł pierwszą rundę, turniej w Melbourne był dla niego pozytywnym krokiem naprzód.
Nowa, bardziej agresywna wersja
Po nieudanych turniejach ATP 500 w Rotterdamie i Dausze Rosjanin stopniowo wracał do formy, którą wielu ekspertów uważa za najlepszą w jego karierze. Amerykanin Jim Courier wspomniał, że obecny Miedwiediew byłby w stanie pokonać swoją wersję z 2021 roku, kiedy zdobył jedyny tytuł wielkoszlemowy na US Open i był liderem rankingu.
Były lider rankingu wygrał turniej ATP 500 w Dubaju, gdzie według własnych słów zaprezentował niesamowity występ w półfinale przeciwko Augerowi-Aliassime. Finału z powodu kontuzji Tallona Griekspoora ostatecznie nie rozegrał i zdobył drugi tytuł w tym roku. Następnie musiał zmierzyć się z ogromnym problemem – w Zjednoczonych Emiratach Arabskich utknął przez działania wojenne i do Kalifornii dotarł w ostatniej chwili, bardzo skomplikowaną trasą.
Nie zatrzymały go jednak ani długa podróż, ani brak przygotowania w odmiennych warunkach, ani jetlag. Od początku rozbijał kolejnych rywali i prezentował coraz lepszą grę. W ćwierćfinale wyeliminował obrońcę tytułu Jacka Drapera, a cały tenisowy świat zaskoczył przede wszystkim w półfinale.
W walce o finał grał wyjątkowo agresywnie i zdobył jeden z najcenniejszych skalpów ostatnich lat. Zatrzymał bowiem niepokonanego w tym roku Alcaraza i przerwał jego serię szesnastu zwycięstw.
"Nigdy nie widziałem go grającego w taki sposób", przyznał zaskoczony Hiszpan po meczu. W Indian Wells Miedwiediew awansował bez straty seta do swojego trzeciego tamtejszego finału. Tam jednak trafił na najtrudniejsze wyzwanie na twardych kortach i tym razem nie wywiózł tytułu z Kalifornii.
W klasyfikacji sezonu Rosjanin awansował na trzecie miejsce, a przed nim są tylko gwiazdorski duet Alcaraz i Sinner. W rankingu ATP po raz pierwszy od końca czerwca wrócił do TOP 10 i zdecydowanie nie wygląda na to, by zamierzał się zatrzymywać.
W kolejnym Mastersie w Miami w zeszłym roku odpadł już po pierwszym meczu, więc może znacząco poprawić swoją pozycję jeszcze przed nielubianym sezonem na mączce. W azjatyckiej części sezonu czekają go tylko dwie większe obrony punktów – ćwierćfinał turnieju na ziemi w Madrycie i finał na trawiastym ATP 500 w Halle.
