Lech Poznań – Cracovia 0:0
Początkowo starcie w Poznaniu było dość wyrównane, jednak z każdą minutą przewagę zaczęli zyskiwać gospodarze. W 23. minucie Leo Bengtsson przy rzucie rożnym urwał się obrońcom w polu karnym i oddał strzał głową, ale Sebastian Madejski wykazał się znakomitym refleksem. Bramkarz "Pasów" już po chwili znów uratował swoją drużynę przed stratą gola i ponownie zrobił to broniąc uderzenie szwedzkiego skrzydłowego. Szansę na dobitkę miał jeszcze Mikael Ishak, jednak posłał piłkę nad poprzeczką.
Po chwili po jednej z interwencji kontuzji nabawił się Karol Knap. Pomocnik próbował jeszcze uczestniczyć w grze, jednak wkrótce zrezygnował i opuścił boisko. Zastąpił go Beno Selan.
Goście, choć nastawieni bardziej defensywnie, również szukali swoich okazji. Jeszcze przed przerwą pokonać Mateusza Lisa próbował Ajdin Hasić, jednak ofiarną interwencją we własnej szesnastce zaimponował Antoni Kozubal.
Druga odsłona mogła rozpocząć się od nietypowej sytuacji. Lis, widząc pędzącego w swoją stronę napastnika przeciwników, złapał piłkę, ale według sędziego zrobił to za polem karnym. Arbiter pokazał bramkarzowi czerwoną kartkę, do rozgrzewki ruszył Mateusz Pruchniewski, jednak po analizie VAR miejscowi kibice odetchnęli z ulgą - ostatecznie kara została anulowana, gdyż interwencja nastąpiła na linii szesnastki.
Czas uciekał, więc trener Niels Frederiksen postanowił dodać drużynie energii w ofensywie - na boisku pojawili się Radosław Murawski, Yannick Agnero czy Luis Palma. Pierwszy z zawodników szybko sprawdził umiejętności Madejskiego, po chwili bramkarz musiał wykazać się także po potężnym uderzeniu innego rezerwowego, Allahyara Sayyadmanesha. Najlepszą okazję w końcówce zmarnował jednak Gustav Henriksson, który zupełnie niepilnowany główkował prosto w ręce Lisa. Co ciekawe, był to pierwszy celny strzał gości w tym starciu. Warto również dodać, że w ekipie Bartosza Grzelaka na murawie zameldował się Filip Marchwiński, były zawodnik Lecha, który został przyjęty przez fanów gospodarzy owacjami.

Mimo pięciu doliczonych minut i dominacji piłkarzom mistrzów Polski nie udało się pokonać Madejskiego i sezon rozpoczęli od remisu. Z punktu z pewnością bardziej cieszą się zawodnicy Cracovii, którzy całe spotkanie harowali w defensywie, ostatecznie zatrzymując ofensywę Lecha. Z kolei "Kolejorz" może pocieszać się faktem, że pozostaje niepokonany w ostatnich 11 meczach Ekstraklasy – to najdłuższa seria bez porażki tej drużyny w tych rozgrywkach (przynajmniej od sezonu 2017/2018).
Górnik Zabrze – Śląsk Wrocław 2:1
Goście spotkania rozgrywanego w Zabrzu na powrót do Ekstraklasy musieli czekać rok, jednak kibice pierwszego gola swoich podopiecznych zobaczyli już po siedmiu minutach. Po ogromnym błędzie defensywy rywali piłkę przejął Piotr Samiec-Talar, następnie efektownym podaniem piętą posłał ją do Przemysława Banaszaka, który pewnym strzałem zapewnił drużynie wymarzony początek starcia.
Podopieczni Michala Gasparika, którzy w środku tygodnia rozegrali wymagający mecz z Fenerbahce, nie mieli wyjścia i ruszyli do odrabiania strat. Dzięki dynamicznym skrzydłowym przedostanie się w okolice pola karnego Śląska nie sprawiało im większego problemu, jednak samo wykończenie akcji już tak.
Prób jednak nie brakowało. Kacper Urbański po efektownej serii zwodów wypracował sobie dogodną pozycję, ale jego płaski strzał przeleciał tuż obok słupka. Potężne uderzenie Yvana Dimiego sprzed szesnastki również okazało się minimalnie niecelne. Tuż przed przerwą po rzucie rożnym w bramkę głową trafił za to Erik Prekop, jednak świetną interwencją popisał się były golkiper Górnika, Michał Szromnik.
Po zmianie stron inicjatywę natychmiast przejęli gospodarze. Maksym Khlan strzelił tuż obok słupka, z kolei mocne uderzenie Erika Janzy zdołał zatrzymać golkiper, a futbolówkę z pola karnego natychmiast wybił Lamine Ba. "Trójkolorowi" nie zamierzali się jednak zatrzymywać, a ich kolejne ataki w końcu przyniosły efekt.
W 65. minucie podanie przed bramkę skierował Urbański, ale tor lotu przeciął Yehor Matsenko - na tyle pechowo, że piłka zmyliła Szromnika i zatrzepotała w siatce. Gol dodatkowo napędził piłkarzy Górnika, którzy od razu poszli za ciosem. Napędzani głośnym dopingiem wciąż tworzyli mnóstwo zagrożenia, a już po chwili z wycofania Josemy skorzystał Dimi i strzałem tuż sprzed pola karnego zapewnił drużynie prowadzenie.
W tym momencie to zawodnicy Ante Simundzy nie mieli nic do stracenia i z pełnym zaangażowaniem ruszyli do ofensywy, jednak obrona zespołu z Zabrza była na to przygotowana. Pomagał także Philipp Schulze, który w końcówce efektowną paradą odbił strzał z rzutu wolnego Samca-Talara.

Ostatecznie gospodarze utrzymali korzystny wynik i zapewnili swoim kibicom mnóstwo radości, wygrywając pierwszy ligowy mecz tego sezonu. Z pewnością będą liczyć na ich wsparcie także w środę, gdy podejmą tureckiego giganta w rewanżowym meczu el. Ligi Mistrzów.
Jagiellonia Białystok – Korona Kielce 1:0
Trzecia drużyna poprzedniego sezonu Ekstraklasy na inaugurację sezonu mierzyła się z ekipą, która w tym sezonie celuje wyżej niż w walkę o utrzymanie, chociaż nie potwierdzały tego wyniki z letnich sparingów, gdzie Korona wyglądała dość przeciętnie.
Pierwszą groźną okazję przeprowadzili gospodarze w 5. minucie spotkania, akcję napędził Kamil Jóźwiak, ale uderzenie głową Kajetana Szmyta spokojnie złapał Xavier Dziekoński. Jagiellonia później nie potrafiła zbudować składnej akcji, a gdy już Jesus Imaz zagrał kapitalne podanie, to Youssuf Sylla nie trafił w piłkę. Korona natomiast miała problem z trafianiem w bramkę. Oddawała więcej strzałów, ale były one niecelne i blokowane.
W 35. minucie Jóźwiak znakomicie powalczył przy linii bocznej, zagrał do Imaza, ten wrzucił w pole karne, ale Sylla został uprzedzony przez obrońcę, a gospodarze nie stworzyli zagrożenia po stałym fragmencie gry. W 41. minucie błąd w wyprowadzeniu popełnił Sławomir Abramowicz, a kilkanaście sekund później faulowany przed polem karnym był Patrik Hellebrand, ale Dawid Błanik uderzył prosto w mur. Do przerwy goli nie było.

Od początku drugiej połowy odważniej atakowała Korona, ale brakowało jej dogodnych okazji do strzelenia gola. Obie drużyny robiły zdecydowanie za mało, żeby trafić do siatki rywala. Trenerzy reagowali zmianami. Najpierw po upływie godziny gry dwie roszady przeprowadził Adrian Siemieniec, a kilka minut później również dwóch piłkarzy wymienił Jacek Zieliński. Lepiej od tego momentu wyglądała trzecia drużyna poprzedniego sezonu.
W 73. minucie Jagiellonia miała rzut rożny, ostatecznie akcja zakończyła się strzałem Dawida Drachala sprzed pola karnego, ale uderzenie było bardzo niecelne. Chwilę później gospodarze mieli znakomitą szansę. Piłkę w pole karne posłał Norbert Wojtuszek, tam przyjął ją Nik Prelec i piętą zagrał do Sergio Lozano, ale strzał tego ostatniego obronił Dziekoński i akcja rezerwowych nie przyniosła trafienia. Jaga była blisko trafienia w 87. minucie, kiedy w pole karne wpadł Rodrigo Conceicao, piłka ostatecznie spadła pod nogi Lozano, a ten został zablokowany przez Ariela Mosóra.
Kilkadziesiąt sekund później piłka w końcu wpadła do bramki. Lozano znowu został zablokowany, ale powalczył o piłkę, zagrał ją na wślizgu, a ta trafiła pod nogi Preleca, który nie miał problemu z umieszczeniem jej w siatce, notując gola w debiucie. Karol Arys doliczył do regulaminowego czasu cztery minuty, wynik nie uległ już zmianie i Jagiellonia zaczęła sezon od zwycięstwa.
Ekstraklasa na Flashscore
Setna jubileuszowa edycja Ekstraklasy zapowiada kolejne niezapomniane chwile. Tytułu broni Lech Poznań, do ligi powróciła Wisła Kraków, a po błyskawicznych awansach zadebiutuje w niej Wieczysta. Ostatnia kolejka jesienna odbędzie się 11-14 grudnia 2026 roku (później ew. mecze zaległe 16-20 grudnia 2026 roku). Dniami rozgrywek pozostają piątek, sobota, niedziela i poniedziałek.
Mistrzowie Ekstraklasy • Wszystkie koszulki klubowe • Top 10 napastników • Królowie strzelców
