Przejdź do głównej treści

Sobota z Ekstraklasą: Lech odetchnął z ulgą, krakowskie zespoły pokonane po pięknych golach

Zaktualizowany
Sobota z Ekstraklasą
Sobota z EkstraklasąPressFocus / Sipa USA / Profimedia

Licznik bramkowy w Gliwicach zatrzymał się dopiero na siedmiu - Piast pokonał Wisłę 4:3 po spektaklu z gatunku radosnego futbolu. Emocji nie zgasił nawet upał, a oba zespoły walczyły zaciekle ponad 100 minut. W drugim meczu tempo już tak nie imponowało, a Lech pokonał Wieczystą po trafieniach z dystansu.

Przypomnijmy: pierwotnie w sobotę miały się odbyć trzy mecze 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy, jednak spotkanie Korony Kielce z Górnikiem Zabrze zostało przełożone (jeszcze bez nowego terminu).

Wieczysta Kraków - Lech Poznań (1:2)

Po rollercoasterze w Gliwicach tempo w Krakowie mogło początkowo nieco usypiać. Lech wprawdzie wyglądał pewnie, ale szybko zaczęły się kłopoty. W 9. minucie przy próbie strzału kontuzji uda nabawił się Filip Jagiełło, a gdy tylko zszedł, Tobias Christensen uderzał głową bardzo groźnie i Mateusz Lis z trudem wybił piłkę na poprzeczkę.

Pierwsze ostrzeżenie beniaminka przypomniało gościom, że muszą pokazać swoją jakość. W bardzo ekwilibrystyczny sposób zrobił to Allahyar Sayyadmanesh, gdy z 11 metrów uderzył przewrotką wprost w poprzeczkę. Minutę później Antoni Mikułko ratował Wieczystą przed strzałem Agnero, szybko ruszając, by skrócić kąt.

Po półgodzinie wydawało się, że Wieczysta już Lecha czyta. A gdy Lisandro Semedo poszedł do końca w 34. minucie i dograł na głowę Christensena, ten powinien był otworzyć wynik. Stracona szansa odbiła się czkawką minutę później: Agnero huknął spomiędzy trzech rywali i piłka z dystansu poszybowała pod dalszy słupek na 1:0.

Teraz mistrzowie Polski byli już spokojniejsi i choć nie grali wielkich zawodów, to zdołali podwoić prowadzenie do przerwy. W 43. minucie Palma nie strzelał sam, lecz oddał Sayyadmaneshowi. Ten z ponad 20 metrów kropnął w poszukiwaniu dłuższego rogu. Nieoczekiwanie piłkę głową podbił Djermanović, ale zamiast ratować swojego bramkarza, tylko uniemożliwił mu obronę.

Jeszcze niewidoczny dotąd Walemark został zablokowany w doliczonym czasie, zanim Wieczysta wróciła z nadzieją postawienia się faworytom. Najpierw trzeba było bronić strzału Pablo Rodrigueza, jednak zbyt spokojna gra Lecha zostawiła Krakowianom dość miejsca, by nabrali rozpędu. Efekt przyszedł w 66. minucie, gdy Kamil Dankowski z prawej wstrzelił piłkę pod bramkę, a tam niski szczupak Lucasa Piazona wkręcił piłkę do siatki.

Zapowiadały się nerwy w końcówce i Lechici próbowali domknąć spotkanie. W 80. minucie Daniel Hakans strzelał z dystansu, a Mikułko z trudem sparował piłkę na słupek. Trzy minuty później w to samo miejsce trafił podkręconym strzałem Robert Gumny. Tym razem niewykorzystane okazje nie były kosztowne - Poznaniacy spokojnie dotrwali do końca przy nieskutecznych próbach szukania remisu po stronie Wieczystej.

Statystyki meczu Wieczysta - Lech Poznań
Statystyki meczu Wieczysta - Lech PoznańFlashscore

Piast Gliwice - Wisła Kraków (4:3)

Jakby chcieli wynagrodzić kibicom bezradność z pierwszej kolejki, piłkarze Piasta ruszyli agresywnie w pressingu od startu spotkania. W efekcie Quentin Boisgard już po minucie miał setkę tuż przed bramką Wisły i minął się z piłką. Pozostał zresztą nieskuteczny w kolejnych fragmentach, choćby blokowany przez czujnego Maisonneuve’a w 12. minucie.

Gospodarze trzymali Wisłę w jej tercji, szarpiąc raz za razem. W 14. minucie Borowski i Ntamack popisowo rozegraniem minęli defensywę, tyle że akcję kończył Boisgard strzałem nad bramką. Nic to, trzy minuty później Lima ograł Krzyżanowskiego, z prawej obsłużył Ntamacka, a ten z zimną krwią po ziemi wsunął piłkę pod słupek.

Dopiero stracony gol pobudził Wisłę, dotąd z wielkim trudem wychodzącą poza własną połowę. W 24. minucie Jordi Sanchez wywalczył korner, a minutę później Hiszpan "zabrał" gola Maisonneuve’owi, którego główka odbiła się jeszcze od głowy Sancheza, wychodząc nad poprzeczką. Niemniej, to był świetnym moment Wisły: zbyt lekki strzał Bozicia wyłapany, za to petarda Kuziemki skończyłaby się dobitką Sancheza, gdyby nie asekuracja Rivasa.

Impet Krakowian pękł jak balonik w 32. minucie, a pech gości był podwójny. Giger doznał kontuzji przy próbie zatrzymania Vallejo, a ten miał na tyle miejsca, by efektownie uderzyć na dalszy słupek i zapewnić 2:0. Pięć minut później trzeciego trafienia mocnym strzałem szukał Łabojko, jednak minutę później Wiślacy zdołali się odgryźć. Bozić odebrał piłkę Borowskiemu i choć nie uderzył, to wyciągnął Grila z bramki, skupiając obronę. Odegrał do Sancheza, a ten przed otwartą bramką się nie pomylił.

Przyjezdni mogli schodzić do szatni z remisem, bowiem w 42. minucie kiks Sancheza zatrzymał dobrą akcję, a moment później Kuziemka zbyt słabym strzałem skończył efektowne wejście w pole karne. Z kolei w doliczonym czasie ręka Drapińskiego dała rzut karny i tylko słaby strzał Bozicia zatrzymał wyrównanie, zaś słupek zatrzymał dobitkę Urygi.

Choć w dużej mierze wynikało to z błędów, pierwsza połowa dała ogrom emocji i druga zaczęła się nie gorzej. W minutę poślizg Lewickiego pozwolił Wiśle na atak, w ktorym wślizg Sancheza zatrzymał ofiarnie Gril, obrywając butem w okolice pachwiny. Niecałe 10 minut później Wisła miała upragniony remis, gdy Bozić błysnął sprytnym strzałem z dystansu w krótki róg. Piłka między obrońcami zmyliła Grila, który nawet nie ruszył.

Tuż przed upływem godziny Wisła mogła objąć prowadzenie, gdy upór Sancheza dał możliwość strzału Rodado i Boziciowi. W pełnym zwrotów spotkaniu kolejny przyszedł w 64. minucie, gdy koniec ręki Maisonneuve’a został w polu karnym i tam zatrzymał piłkę. Łabojko modelowo przywrócił przewagę strzałem pod poprzeczkę! Choć to powinno uskrzydlić gospodarzy, to tylko zwiększyło wysiłki Wisły. Ponad minutę trwał chaos w polu karnym, zanim Rodado wygarnął piłkę z linii końcowej i przerzucił do Sancheza, który głową wpakował ją nie do obrony.

W tak zaciętym pojedynku przerwa na nawodnienie piłkarzom się należała, a po niej świeżo wpuszczony Sanca był o włos od asysty, gdy dogrywał do Muchy wchodzącego wślizgiem na przecięcie dośrodkowania w 78. minucie. Właśnie Sanca uderzał na bramkę Łubika w 87. minucie, a sekundy później wrócił, by zasadzić mocne uderzenie przy samym słupku! Odpowiedzi w doliczonym czasie szukał z dystansu Krzyżanowski, zmuszając Grila do czujnego wybicia nad poprzeczkę. Jeszcze Marc Carbo posłał piłkę obok słupka w 90+6. minucie, strzałem numer 41 (!) kończąc mecz.

Statystyki meczu Piast Gliwice - Wisła Kraków
Statystyki meczu Piast Gliwice - Wisła KrakówFlashscore

Piłka nożna