Lublinianie wyrównali rachunki z Aluronem w swojej hali, zacięty drugi mecz finałowy

Lublinianie wyrównali rachunki z Aluronem w swojej hali, zacięty drugi mecz finałowy
Lublinianie wyrównali rachunki z Aluronem w swojej hali, zacięty drugi mecz finałowyPressFocus / Sipa USA / Profimedia

Po bolesnej porażce w Sosnowcu siatkarze Bogdanki LUK Lublin podnieśli się na swoim parkiecie. W bardzo zaciętym spotkaniu gospodarze wygrali 3:1 (21:25, 25:21, 25:23, 29:27). Po dwóch meczach finałowych rachunki zostały wyrównane.

Drugie spotkanie finałowe PlusLigi 2025/26 nie było już tak jednostronne jak to pierwsze w Sosnowcu, a sporo akcji potwierdzało, że o złoto walczą najlepsze polskie drużyny.

Od prowadzenia 4:1 rozpoczęli podopieczni Michała Winiarskiego i choć gospodarze doprowadzili do wyrównania, to dość szybko zespół z Zawiercia odzyskał prowadzenie utrzymując dwu-, trzypunktową przewagę i pierwszego seta wygrał 25:21, akcentując to asem Aarona Russella.

W drugiej partii natomiast znacznie lepiej spisywali się Lublinianie, w pewnym momencie prowadzili aż 12:5. Wówczas jednak cztery kolejne punkty zdobyli siatkarze Warty, a po nieudanej zagrywce zwykle skutecznego w tym elemencie Mateusza Malinowskiego było już tylko 15:14. Atak Wilfredo Leona pozwolił gospodarzom odzyskać inicjatywę, której nie oddali w tym secie, a ważne ataki w końcowej jego fazie znów były autorstwem Leona.

Bardzo wyrównaną walkę oglądali kibice w trzeciej odsłonie, w której zmieniało się prowadzenie, ale żadna z drużyn nie uzyskała większej niż trzypunktowa różnicy, a ostatnim remisem było 22:22. Decydujący punkt o zwycięstwie gospodarzy w tej części zdobył kapitan Bogdanki LUK Marcin Komenda blokując „kiwkę” Russella.

Czwarty set lepiej rozpoczęli Zawiercianie, uzyskując sześciopunktową przewagę, kiedy na tablicy widniały rezultaty 6:12, a później 12:18. I wtedy na zagrywce pojawił się kanadyjski środkowy Fynnian McCarthy, a podopieczni Stephane’a Antigi zdobyli kolejno siedem punktów obejmując po raz pierwszy w tym secie prowadzenie 19:18.

Emocji nie brakowało już do końca, bo wyrównana walka toczyła się na przewagi, w których trzy razy piłki setowe mieli goście, jednak drugą swoją pikę meczową wykorzystali obrońcy mistrzowskiego tytułu, doprowadzając stan finałowej rywalizacji do remisu 1-1, co oznacza, że jeszcze przynajmniej dwa mecze potrzebne będą do wyłonienia mistrza.