Środowe spotkanie nie miało żadnego znaczenia dla końcowego układu tabeli grupy F, a mimo to zapełniło trybuny. Kielczanie już tydzień temu zapewnili sobie awans do drugiej rundy. Norweska ekipa przegrała do tej pory wszystkie pięć spotkań i wiadomo było, że przygodę z europejskimi pucharami będzie kontynuowała w Lidze Europejskiej.
Po raz pierwszy w kadrze Industrii znalazł się Milorad Bakić pozyskany ze szwedzkiego Guif. 21-letni lewy rozgrywający z Czarnogóry opuścił początek sezonu z powodu złamania dwóch kości śródręcza. Do gry powrócił również francuski skrzydłowy Dylan Nahi. Nadal kontuzjowani są Arkadiusz Moryto, Szymon Sićko i Luka Klarica.
Spotkanie rozpoczęło się od efektownych interwencji obu bramkarzy. Najpierw Dejan Milosavljev zatrzymał Sondre Solheima, a potem Nicolai Neupart obronił rzut karny wykonywany przez obrotowego gospodarzy Arcioma Karaleka. Pierwsze minuty były wyrównane, ale dość szybko zarysowała się przewaga mistrzów Polski. Od stanu 3:3 gracze Industrii zdobyli cztery bramki z rzędu i po rzucie Aleksa Vlaha wygrywali już 7:3.
Goście mieli ogromne kłopoty ze sforsowaniem kieleckiej defensywy. W 14. minucie swoją czwartą bramkę w tym meczu zdobył Karalek (10:5) i trener Kolstad Christian Berge poprosił o czas. Cztery minuty później do rzutu karnego podszedł Bakić i zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach klubu ze stolicy regionu świętokrzyskiego.
W norweskiej ekipie prym wiedli Vemund Ask i Simon Jeppsson, ale przewaga gospodarzy rosła. Po trafieniu Vlaha było już 14:8. Gracze Industrii w pewnym momencie poczuli się jednak zbyt pewni i goście umieli to wykorzystać. Adama Morawskiego, który zastąpił Milosavljeva, pokonał Vetle Mellemstrand i rywale odrobili część strat (12:15). Teraz swoich podopiecznych na rozmowę wezwał szkoleniowiec Industrii. Końcówka pierwsze połowy była wyrównana i na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 19:16 dla Kielczan.
Po zmianie stron mecz nadal toczył się w szybkim tempie. Skuteczniejsi byli gospodarze, którzy po siódmej już bramce Karaleka prowadzili 22:17 w 34. min. Trzy minuty później Theo Monar stojąc tyłem do bramki Kolstad pokonał w efektowny sposób Neuparta. Następnie Kirył Rabczyński wykończył kontratak Industrii, podwyższając wynik na 25:18.
Norweski zespół grał bardzo ambitnie, ale różnica w umiejętnościach była zbyt duża. Gospodarze mogli sobie pozwolić na grę „pod publiczkę”, a Lijewski na rotowanie składem. Na parkiecie pojawili się wszyscy zawodnicy wpisani do meczowego protokołu. Mistrzowie Polski odnieśli pewne, czwarte już zwycięstwo w rozgrywkach, a ich rywale ponieśli szóstą porażkę i pożegnali się z Ligą Mistrzów.

