Po wtorkowych niespodziankach w Tarnobrzegu, Opolu czy Lublinie drugi dzień I rundy STS Pucharu Polski zapowiadał się również interesująco. Poniżej opisy wybranych spotkań tego etapu rozgrywek.
Widzew Łódź - Korona Kielce (0:1)
Jeszcze przed finałem drugiego dnia rozgrywek cztery zespoły z Ekstraklasy odpadły z Pucharu Polski i w Łodzi mieliśmy poznać piątą. Korona od dawna ma patent na Widzew i początkowo zapowiadał się wyrównany mecz. Fran Alvarez pierwszy posłał uderzenie z dystansu, wybite przez Mosóra. W odpowiedzi bardzo dobry moment miała Korona, tyle że bez konkretów.
RTS przejął inicjatywę i w 19. minucie Bergier po wrzucie z autu trafił w słupek. Trzy minuty później Mamla musiał wybijać strzał Kornviga z dystansu. Dalszy nacisk mógł przynieść Łodzi efekt odwrotny od oczekiwanego: w szybkiej kontrze Jakubczyk ruszył na bramkę Widzewa i tylko Fornalczyk mógł go dogonić, wygrywając walkę bez faulu.
Wydawało się, że do przerwy prowadził będzie Widzew, bowiem w 45. minucie potężnie uderzył zza pola karnego Stipe Biuk. Piłka od słupka wróciła do gry i dobijał ją celnie Bergier. Nie upilnował jednak swojej pozycji i było 0:0. Pierwszy kwadrans drugiej odsłony też nie dał przełamania mimo dobrego tempa gry.
O centymetry od gola wydawał się Sebastian Świderski podczas rzutu wolnego z 65. minuty, którym minął słupek. Parę minut później Fornalczyk przerzutem prawie znalazł Bergiera na dalszym słupku. Z optycznej przewagi Widzewa nie wynikało wciąż nic, tymczasem w 71. minucie Jacek Zieliński zrobił zmiany: Konrad Ciszek i Daniel Bąk weszli i w ciągu dwóch minut zrobili różnicę. Pierwszy zgubił Alvareza i z lewej wkręcił piłkę na głowę Bąka, który dał 1:0!
Jak podrażniony rój szerszeni, piłkarze Widzewa szukali odpowiedzi raz za razem. W 78. minucie Bergier ponownie trafił w słupek po rzucie rożnym, a sekundy później korner z drugiej strony zaowocował wysokim wstrzeleniem Fornalczyka sprzed bramki, po którym główka Papanikolaou jakimś cudem nie pokonała Mamli na linii. Gdy Świderski próbował w 84. minucie z dystansu, znów czujnością popisał się Mosór. Do końca doliczonego czasu Widzewiacy bili głową w mur, który pozostał nieskruszony.

Znicz Pruszków - Cracovia (1:1, 4:3 po karnych)
Nie chcąc zostawiać wyniku przypadkowi, piłkarze Cracovii natychmiast rzucili się na grających o dwie ligi niżej rywali. Po raptem minucie Kahveh Zahiroleslam umieścił piłkę w siatce, tyle że spalił. Sekundy później był o włos od gola, tym razem piłka została wybita z linii. Znicz dopiero po kwadransie przedarł się pod pole karne Cracovii, by chwilę później ponownie oddać inicjatywę.
U gospodarzy błyszczał 17-letni bramkarz Norbert Gzowski, który w 22. minucie zatrzymał Traore z najbliższej odległości, a siedem minut później imponował, zatrzymując jedną ręką mocny strzał Ltaiefa. Po wytrzymaniu półgodzinnej nawałnicy, Pruszków ruszył w końcu do ataków, choć długo nie mógł realnie postraszyć Sebastiana Madejskiego. Nadział się za to na kontrę w 42. minucie, w której Zahiroleslam ponownie nie pokonał golkipera.
Za to po zmianie stron Znicz wyglądał na lepszy zespół, gdy w 49. minucie świeżo wpuszczony Michał Borecki zmusił Madejskiego do obrony i sparowania piłki na słupek. Siedem minut później Redliński z dystansu nie wstrzelił się w okienko odchodzącą piłką. W 63. minucie Jarosław Jach zatrzymał piłkę na linii bramkowej strzał Berte, z którym poszedł się kiwać Gzowski. Nawet ta sytuacja nie wydawała się poza kontrolą dobrze poukładanej taktycznie drużyny Znicza.
Pruszkowianie mogli pluć sobie w brodę, że nie objęli prowadzenia w drugiej odsłonie, bo ostatnie 20 minut zaczęło się znów od dużej przewagi Cracovii. Gdy na zegarze został kwadrans, Ltaief posłał piłkę minimalnie obok słupka. Po 80 minutach Ajdin Hasić wykonał rzut rożny, wszedł pod pole karne i tam wróciła do niego piłka, którą instynktownie załadował pod poprzeczkę, a nad bezradnie skaczącym bramkarzem. W końcu udało się otworzyć wynik.
Prowadzenie wydawało się obronione, gdy Traore imponująco ratował kolegów tuż przed 90. minutą. Tyle że w doliczonym czasie Mauro Perković zagrał piłkę ręką przed bramką i karny był nieunikniony. Tymon Proczek nie dał szans Madejskiemu i zapewnił wyrównanie moment przed gwizdkiem, zapewniając dogrywkę!
Doliczony czas rozpoczął się pod dyktando Cracovii, której wrzutki w pole karne nie dawały jednak efektu. Znicz pozostawał zdeterminowany i czujny, próbując oswobodzić się raz za razem. Pierwsza połowa dogrywki nie dała efektu, za to w 109. minucie Proczek ze skraju pola karnego posłał jadowitą piłkę pod poprzeczkę i znów Traore ratował Cracovię. Pasy mogły odgryźć się w 115. minucie: Hasić minął trzech rywali i przed otwartą bramką uderzył poza boisko. Jeszcze kontra Znicza skończyła się tylko rogiem, zanim sędzia Piszczelok skończył rywalizację.
Rzuty karne zaczął od „okna” Barnowski, Hasić odpowiedział posłaniem Gzowskiego w drugi róg. Proczek pewnie wsunął piłkę przy słupku, a Klich złapał bramkarza nieruchomego na 2:2. Znicz objął prowadzenie i świętował zatrzymanie strzału Kameriego! Nad bramką uderzył Perković, ale Madejski utrzymał Pasy w grze trzema świetnymi interwencjami. Tyle że Nadolski ponownie dał przewagę Zniczowi, a Gzowski zatrzymał dwa kolejne uderzenia, dając awans Zniczowi!

Wikęd Luzino - Wisła Płock (2:3)
Środa z Pucharem Polski rozpoczęła się od niefrasobliwości Wisły Płock, po której kolegów ratował czujnym wyjściem Rafał Leszczyński. Faworyci błyskawicznie jednak pokazali różnicę potencjałów, gdy w 6. minucie objęli prowadzenie. Nie do upilnowania dla piłkarzy Wikędu, Dion Gallapeni trzecim swoim wejściem w pole karne zapewnił piłkę na wagę prowadzenia. Zgrał płasko z lewej, a Marcin Kościelecki dostawił nogę na dalszym słupku.
Długo trwała misterna weryfikacja VAR po tym trafieniu, a tuż po wznowieniu gry… Kościelecki myślał, że zdobył drugiego gola. Tym razem wygrał walkę o piłkę z ostatnim broniącym Michałem Karlikowskim, by podcinką pokonać wychodzącego bramkarza. Tym razem VAR uratował miejscowych – strzelec zagrał ręką.
Przewaga Płocczan była niezaprzeczalna i Kościelecki mógł mieć drugiego gola w 25. minucie, gdy lekko obił słupek. Wikęd z trudem dojeżdżał bez kolejnych strat do gwizdka na przerwę, ale ostatecznie nie udało się dotrwać: Hiszpański przerzucił do Gallapeniego, a ten w karkołomnej pozycji dograł spod linii końcowej do Sekulskiego, który podwoił prowadzenie.
Impet Wisły wyraźnie osłabł w drugiej połowie, choć i tak udało się wpakować jeszcze jednego gola miejscowym. W 60. minucie nie udało się skutecznie wybić piłki po rzucie rożnym, wróciła jako wrzutka Hiszpańskiego na głowę Krystiana Pomorskiego i po rękach golkipera wpadła do siatki.
Szałecki szukał szybkiej odpowiedzi po skutecznym odbiorze piłki przez Wikęd przed bramką gości, ale uderzał boleśnie niecelnie. Za to strzelec ostatniej bramki dla Wisły pomógł nieoczekiwanie Wikędowi, gdy faulował w polu karnym. Robert Ziętarski oszukał Leszczyńskiego i otworzył konto Luzina.
Mało tego, moment później miejscowi fetowali gola Michała Bednarskiego po wrzucie z autu. Kontaktu nie było, liniowy nie pozwolił zapisać gola. Natomiast miejscowi walczyli dalej i w 74. minucie Jan Marosi został sfaulowany w wyjściu na bramkę. Olaf Kobacki wyleciał z boiska. Pięć minut później Bednarski z dystansu obił poprzeczkę w poszukiwaniu gola, w 83. minucie Szałecki głową testował Leszczyńskiego po rogu, a dwie minuty później spojenie ustrzelił Filip Sosnowski. Serię ataków mógł uciąć golem Hamulić, tyle że wypuścił za daleko piłkę przed pustą bramką

Pozostałe mecze I rundy STS Pucharu Polski
Łącznie na środę zaplanowano 11 spotkań otwierającej ruundy Pucharu Polski. Kompletną listę oraz statystyki znajdziecie tutaj. Przypominamy, że I runda powinna była zakończyć się w czwartek 3 września, ale jest jeden wyjątek: pojedynek rezerw Widzewa Łódź z Polonią Bytom, który przełożono na 15 września.
