Przejdź do głównej treści

Niedziela z Ekstraklasą: Legia wygrywa w hicie, piękny gol Sancheza. Mistrz rozbił Radomiaka

Zaktualizowany
Niedziela z Ekstraklasą:
Niedziela z Ekstraklasą:PAP/Artur Reszko

Niedziela przyniosła aż cztery mecze w PKO BP Ekstraklasie. Zaczęliśmy w Gliwicach, gdzie Piast przegrał 1:2 z Pogonią Szczecin, a ozdobą spotkania był gol Jordiego Sancheza. Następnie Wisła Płock pokonała Zagłębie Lubin, strzelając gole pod koniec każdej z połów. Z kolei w hitowym spotkaniu kolejki Legia pokonała Jagiellonię na wyjeździe, a dzień zakończyliśmy w Poznaniu, gdzie mistrz Polski rozbił Radomiaka Radom.

Lech Poznań – Radomiak Radom (5:1)

To był prawdziwy pokaz siły mistrza Polski i nawet zwycięstwo 5:1 nie odzwierciedla przewagi poznańskiego zespołu, który jednak już w 16. sekundzie stracił bramkę. Potem do siatki trafili już gospodarze.

Początek meczu miał szalony przebieg, a kibice którzy spóźnili się na stadion, mogli być nieco zawiedzeni, że nie obejrzeli aż trzech bramek. Goście już w 16. sekundzie objęli prowadzeni za sprawą katastrofalnego błędu Radosława Murawskiemu. Doświadczony pomocnik "Kolejorza" przed własnym polem karnym stracił piłkę, która szybko trafiła do Guilherme Luiza, a ten z kilkunastu metrów nie dał szans Mateuszowi Lisowi.

Odpowiedź Lecha nastąpiła już dwie minuty później. Pablo Rodriguez "zakręcił" obrońcami Radomiaka i z dystansu zaskoczył niepewnie interweniującego Filipa Majchrowicza.

Mistrzowie Polski poszli za ciosem i w kolejnej akcji strzał Mikaela Ishaka został w ostatniej chwili zablokowany przez jednego z obrońców Radomiaka. Potem szwedzki napastnik przegrał pojedynek sam na sam z Majchrowiczem, ale jeszcze przed upływem 10 minut Poznaniacy wyszli na prowadzenie. Golkiper gości odbił strzał Joela Pereiry, ale wobec dobitki Patrika Walemarka był bezradny.

Lechowi było mało i chciał wykorzystać słabość radomskiej defensywy. Podopieczni trenera Rafała Grzyba z kolei mieli spory problem z dłuższym utrzymaniem się przy piłce i od momentu zdobycia gola rzadko pojawiali się pod bramką "Kolejorza". Dopiero w 31. minucie Che Nunnely miał więcej swobody w polu karnym i groźnie uderzył z ok. 13 metrów, ale Lis sparował piłkę na rzut rożny.

Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena na moment zwolnili tempo, czym najwyraźniej uśpili przeciwnika. Lechici wzorowo wyprowadzili kontratak i wykorzystali liczebną przewagę. Walemark zagrał do Ishaka, ten uprzedził Majchrowicza, a całą akcję z bliska sfinalizował Allahyar Sayyadmanesh. Pecha miał natomiast Ishak, który szukał swojego gola, ale tuż przed przerwą trafił tylko w obramowanie bramki.

Po zmianie stron obraz meczu nie uległ zmianie. Lechici nie czuli się usatysfakcjonowani dwubramkowym prowadzeniem i szybko zepchnęli Radomiaka do obrony. Niezwykle aktywny tego wieczoru Walemark przedryblował dwóch rywali i strzałem "na raty" po raz drugi wpisał się na listę strzelców.

Swoje sytuacje mieli także goście, lecz Lis dwukrotnie był na posterunku po bardzo mocnych strzałach Ronaldo Lumungo i Christosa Donisa.

Statystyki meczu
Statystyki meczuFlashscore

Podobnie jak w pierwszej połowie, Poznaniacy zwolnili na kilka minut, a potem po raz kolejny duet Walemark – Rodriguez rozmontował obronę przeciwnika. Nawet prowadząc 5:1 piłkarze "Kolejorza" wciąż atakowali, bo też widzieli, że w tym spotkaniu mogą wyraźnie poprawić bilans bramkowy. Zmiennicy tym razem trochę zawiedli w ofensywnych poczynaniach i wynik już nie uległ zmianie.

 

Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa (1:3)

Adrian Siemieniec wprowadził trzy zmiany w wyjściowym składzie w porównaniu z meczem przeciwko Wiśle Kraków – Guilherme Montoia, Rodrigo Conceicao i Eryk Kozłowski zastąpili Bartłomieja Wdowika, Jeremy’ego Agbonifo i Tarasa Romanczuka. Z kolei Marek Papszun zdecydował się na jedną roszadę - Zoran Arsenić pojawił się w miejsce Kamila Piątkowskiego.

Pierwszy sygnał do ataku dał Anders Klynge, ale Otto Hindrich, mimo drobnych problemów, zdołał odbić jego strzał. Inicjatywę szybko przejęli jednak goście i objęli prowadzenie. Po nieporozumieniu Sławomira Abramowicza z Apostolosem Konstantopoulosem w defensywie bramkarz przewrócił pędzącego Pawła Wszołka, a sędzia od razu podyktował rzut karny, który pewnym strzałem wykorzystał Rafał Augustyniak.

Zawodnicy Legii poczuli się pewniej i szukali kolejnych okazji. W 20. minucie Abramowicz co prawda zatrzymał strzał Wszołka z bliskiej odległości po rzucie rożnym, ale po chwili po uderzeniu Jana Kuchty piłka odbiła się rykoszetem od Nika Prelca i wpadła do siatki. Trafienie zostało uznane za gol samobójczy napastnika.

Słoweniec częściowo zrehabilitował się kwadrans później, kiedy po przejęciu nonszalanckiego zagrania Rubena Vinagre został sfaulowany przez Hindricha. Arbiter znów wskazał na jedenasty metr, a bramkę kontaktową zdobył Jesus Imaz. Jeszcze przed przerwą Hiszpan mógł nawet doprowadzić do wyrównania, ale w dogodnej sytuacji uderzył tuż obok słupka.

Napastnik Jagi zmarnował doskonałą szansę także po zmianie stron, kiedy po uderzeniu z bliskiej odległości przegrał pojedynek z bramkarzem. Niewykorzystana sytuacja zemściła się w 75. minucie, kiedy po błędzie obrony futbolówkę do bramki skierował Wszołek, podwyższając prowadzenie przyjezdnych. 

Gospodarze rzucili się do odrabiania strat i wydawało się, że w 80. minucie po upadku Jeremy’ego Agbonifo zyskają kolejny rzut karny. Sędzia podszedł jednak do monitora VAR i ostatecznie cofnął swoją decyzję. 

Momentum
MomentumFlashscore

Zawodnicy "Dumy Podlasia" zdominowali w końcówce posiadanie piłki, jednak nie przyniosło to pożądanego efektu. Legia broniła się mądrze i utrzymała korzystny wynik, notując piąte zwycięstwo w tym sezonie. Dla Jagiellonii jest to z kolei już czwarta porażka.

Zagłębie Lubin – Wisła Płock (0:2)

Początek meczu był bardzo obiecujący i to w wykonaniu obu zespołów. Nie minęła jeszcze minuta, a idealną sytuację mieli gospodarze. Po przejęciu piłki Filip Szymczak dograł do Mateusza Grzybka, który bez namysłu huknął z narożnika pola karnego i Rafał Leszczyński musiał ratować swój zespół.

Kilka chwil później w dogodnej sytuacji znalazł się Samuel Akere, ale zamiast strzelać chciał jeszcze przyjąć piłkę i Zlatan Alomerović zdążył z interwencją. Minęło kilkadziesiąt sekund i szanse ponownie miało Zagłębie - Szymczak przedarł się lewą stroną i dograł do niepilnowanego Marcela Raguły, ale podanie było niedokładne i młodzieżowiec „Miedziowych” nie miał jak oddać precyzyjny strzał.

Na odpowiedź Wisły trzeba było poczekać dwie minuty, kiedy po dośrodkowaniu z lewej strony sprytnie uderzył Łukasz Sekulski, ale Alomerović popisał się świetną interwencją. To wszystko wydarzyło się w pierwszym kwadransie.

Po tym okresie impet obu zespołów zmalał i gra toczyła się głównie w środkowej strefie. Nie brakowało walki, ostrych starć, fauli, ale w polach karnych działo się zdecydowanie mniej.

Wraz z mijającymi minutami ciężar gry przesuwał się na połowę Zagłębia i w końcówce pierwszej połowy naciskani Lubinianie mieli olbrzymie problemy z wyjściem spod własnego pola karnego. Podopieczni trenera Leszka Ojrzyńskiego notowali mnóstwo prostych strat i w końcu goście to wykorzystali.

Piłkę stracił Szymon Łyczko, Żan Rogelj dograł płasko na środek pola karnego, gdzie największym sprytem wykazał się Łukasz Sokulski i było 1:0 dla gości. Wydaje się, że lepiej też mógł się w tej sytuacji zachować bramkarz miejscowych.

Po zmianie stron Zagłębie podeszło wysokim pressingiem, szybciej odbierało piłkę i uzyskało optyczną przewagę, ale niewiele z tego wynikało. Lubinianie nie mieli pomysłu na przebicie się przez defensywę gości i posyłali seryjnie dośrodkowania, które padały łupem Leszczyńskiego.

Trener Ojrzyński szybko zareagował i po niecałym kwadransie zdecydował się na aż poczwórną zmianę. Na boisku pojawił się m.in. Sebastian Kerk i kilka minut później miał szansę zdobyć gola, ale po uderzeniu przewrotką piłka minęła bramkę Wisły.

Naprawdę groźnie pod bramką gości zrobiło się dopiero w samej końcówce. Najbliższy doprowadzenia do remisu był Reguła, ale świetnie uderzenie z linii pola karnego odbił Leszczyński. Kilka chwil później młodzieżowy reprezentant Polski przebojem wdarł się w pole karne, ale zamiast zostawić piłkę Michalisowi Kosidisowi, zdecydował się na strzał i trafił w trybuny.

Momentum
MomentumFlashscore

Wisła całą drugą połowę skupiała się na defensywie i od czasu do czasu wyprowadzała kontrataki. Po jednym z nich, już w doliczonym czasie gry, zadali drugi cios. Piłka trafiła do Saida Hamulicia, który huknął precyzyjnie zza pola karnego i ustalił wynik spotkania.

Zagłębie przegrało po raz pierwszy w tym sezonie na własnym stadionie, a Wisła wygrała drugi mecz z rzędu.

Piast Gliwice – Pogoń Szczecin (1:2)

W otwierającym niedzielę meczu 9. kolejki PKO BP Ekstraklasy mierzyły się dwie drużyny z górnej części tabeli, które do tej pory dzielił tylko punkt na korzyść gospodarzy. Gliwiczanie mieli serię czterech meczów bez porażki, w tym trzech zwycięstw z rzędu. Goście w rozgrywkach ligowych są niepokonani od sześciu pojedynków, ale połowę z nich zremisowali. Na początku spotkania brakowało jakichkolwiek okazji do strzelenia gola. Jednym strzałem popisał się z dystansu Hugo Vallejo

Alessandro Riccio mógł zaskoczyć Grila po dośrodkowaniu w pole karne, kiedy próbując zgrać piłkę, prawie trafił do siatki. Chwilę później po drugiej stronie boiska swoją szansę miał Samuel Ntamack, ale dobrze interweniował Cojocaru. W 26. minucie przewrotką gola strzelił Jordi Sanchez, którego radość została jednak wstrzymana przez Daniela Stefańskiego, ale po długiej analizie VAR zdecydowano się uznać trafienie. Dla lidera klasyfikacji strzelców był to 8. gol w sezonie. 

Piast odpowiedział bardzo szybko. Jakub Lewicki dośrodkował piłkę z lewej strony w pole karne, tam Ntamack idealnie wbiegł między stoperów i wyrównał wynik. Pogoń mogła znowu prowadzić chwilę później. Dobre podanie w kierunku Paula Mukairu zaprezentował Jordi Sanchez, ale fenomenalnie "przeczytał" to Jakub Łabojko. Do przerwy był remis 1:1. 

Gospodarze w 52. minucie stworzyli składną akcję, która jednak nie przyniosła spodziewanego efektu, bo w końcowej fazie słaby strzał zaprezentował Łabojko. Pogoń ponownie wyszła na prowadzenie w 57. minucie. Rewelacyjnym podaniem popisał się Mukairu, sam na sam wyszedł Darko Churlinov, minął Grila i trafił do siatki. Chwilę później Portowcy mogli podwyższyć wynik, ale tym razem Gril obronił uderzenie Mukairu, a chwilę później dwukrotnie z pustej bramki wybijał Jakub Czerwiński.

Lewicki na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry próbował zaskoczyć bramkarza Pogoni, ale uderzył nad bramką. Sanca prawie zaskoczył Cojocaru "centrostrzałem", ten zdołał wybić piłkę, a świetną szansę na dobitkę miał Lokilo, ale uderzył obok. Gospodarze byli bardzo blisko wyrównania. Swoje okazje miał wprowadzony z ławki Levis Pitan, ale też nie zdołał trafić do siatki. Ostatecznie Piast nie zdołał wyrównać i Pogoń wróciła do Szczecina z trzema punktami. 

Piłka nożna