Przejdź do głównej treści

W Lechii wrze. Kolejna kompromitacja na boisku, kibice spotkają się z prezesem

Moment przesilenia w Lechii? Kolejna kompromitacja na boisku, kibice spotkają się z prezesem
Moment przesilenia w Lechii? Kolejna kompromitacja na boisku, kibice spotkają się z prezesemPressFocus / Sipa USA / Profimedia

Zamiast myśleć o powrocie do Ekstraklasy, Lechia po raz drugi z rzędu zaliczyła porażkę 0:3, a mogło być znacznie gorzej. Tym razem kibice nie szczędzili gorzkich słów właścicielowi klubu. Nie podjęli decyzji o bojkocie, ale w poniedziałek spotkają się z Paolo Urferem.

W piątek rozpoczęła się 2. kolejka Betclic 1. Ligi, a Lechia Gdańsk powtórzyła fatalny wynik z inauguracji sezonu. Po dwóch meczach ma zero punktów i goli, a straciła już sześć. Efekt to ostatnie miejsce w tabeli, a gdzie leży przyczyna katastrofalnego startu?

Tych jest kilka. Dopiero kilka godzin przed piątkowym spotkaniem z Lechii zdjęto zakaz rejestracji nowych zawodników. Po eksodusie spowodowanym spadkiem kadrę uzupełniono więc zawodnikami, którzy wyraźnie nie nadają się jeszcze do gry na drugim poziomie rozgrywek.

Klub zdążył zatwierdzić tylko Jakuba Adkonisa. I choć ten najczęściej grał jako defensywny pomocnik, przeciwko Warcie Poznań wyszedł jako środkowy napastnik, bo kilka godzin wcześniej sprzedano Kacpra Sezonienko do Hellasu Verona.

Wprowadzenie Adkonisa nie dało wiele, bo i nie mogło. Biało-Zieloni wyraźnie odstawali od Warty, która mocno weszła w mecz, obejmując prowadzenie za sprawą Mateusza Stanka w 14. minucie. Na 10 minut przed końcem pierwszej połowy było już 3:0, a na przerwę Warciarze mogli schodzić z pięcioma golami, gdy rywale nie oddali żadnego celnego uderzenia.

Sprawdź szczegóły meczu Lechia - Warta

Sam tylko Jakub Kendzia mógł zainkasować w tym meczu hat-tricka, a nie wykorzystał żadnej ze swoich okazji. Mecz i tak był rozstrzygnięty po trzecim golu, a jego losów nie odmieniło wprowadzenie Camilo Meny czy Rifeta Kapicia w drugiej połowie.

Ten drugi zresztą podpadł kibicom swoimi wypowiedziami o nieterminowych płatnościach w Lechii na tyle, że żądali, aby oddał opaskę kapitańską po meczu. Zrobił to i pomachał trybunom – w Gdańsku już raczej nie zagra, choć jego odejście i tak wydawało się nieuniknione. Wielu zawodników miało dość Paolo Urfera i jego skrajnie nieprofesjonalnego zarządzania klubem.

Urfer ma "wypie...lać", ale kibice się z nim spotkają

Kibice też mieli przekaz dla Urfera. Co prawda tydzień temu tzw. grupy zorganizowane ustaliły, że nie zorganizują bojkotu meczów Lechii, ale niezadowolenie okazywali od początku meczu. Zaczęło się od głośnego "Urfer! Co? Wypie...laj!", a festiwal okrzyków nie ustawał w kolejnych minutach.

Zwieńczeniem był ogromny transparent z napisem "Paolo Urfer poniesie odpowiedzialność za nieodwracalne szkody wyrządzone naszemu klubowi". To parafraza gróźb, jakie Lechia publikowała pod adresem PZPN od początku czerwca, ilekroć któryś z zawodników rozwiązywał z nią umowę.

Na czym ta odpowiedzialność będzie polegać? Być może dowiemy się na początku przyszłego tygodnia. W poniedziałek w sali pucharowej stadionu w Gdańsku dojdzie do otwartego spotkania kibiców. W jego pierwszej części ma uczestniczyć Paolo Urfer, później fani mają omawiać swoje działania w kontekście sytuacji w klubie. Spotkanie nie będzie dostępne dla mediów.

Sytuacja Lechii w tabeli po dwóch kolejkach
Sytuacja Lechii w tabeli po dwóch kolejkachFlashscore