Gospodarze objęli prowadzenie w 4. minucie po trafieniu Michała Chrapka, choć walka o przekroczenie linii przez piłkę w parterze trwała kilka sekund. Zaczęło się od rzutu rożnego, po którym piłka znalazła Nikodema Leśniaka-Paducha. Ten uderzył mocno z woleja, ale piłka obiła obrońcę i rękawicę bramkarza, docierając do Chrapka po drugiej stronie bramki. Uderzył raz, Pruszkowski znów zatrzymał piłkę, a potem obaj walczyli na leżąco, zanim pomocnik świętował gola.
Sprawdź szczegóły meczu Ruch - Unia
Niebiescy chcieli pójść za ciosem i do 7. minuty golkipera testowali jeszcze Rosół ze Szwedzikiem. Obu Pruszkowski zatrzymał, a później miał „wolne” do końca pierwszej połowy, bo z czasem kontrolę przejęli jego koledzy. Dzięki czujności defensywy Ruchu (i rozregulowanym celownikom strzelców) żaden z siedmiu strzałów nie doszedł do bramkarza.
Po zmianie stron Ruch ponownie szukał przewagi, ale prowadzenie podniósł – o ironio – dopiero sekundy po tym, jak Sabiłło powinien był zapewnić wyrównanie głową. Po jego pudle Ruch poszedł z akcją lewą stroną, a Szwedzik doskonale znalazł Shumę Nagamatsu prostopadłą piłką. Japończyk wyczekał na ruch bramkarza i posłał mu piłkę między nogami po ziemi.
Chrapek mógł dobić gości na kwadrans przed końcem, jednak chybił i moment później musiał żałować podwójnie. Sabiłło zgrał z lewej do środka, a tam Sammy Dudek huknął wysoko i wpakował piłkę od poprzeczki do siatki Ruchu.
Na kilka minut przed końcem Niebiescy mieli kontrolę i Shuma postanowił przebić Dudka swoim drugim golem. Po nieudanym wybiciu zgasił piłkę na linii pola karnego, obrócił się i załadował z lewej nogi w okno, a poprzeczka aż zadrżała po uderzeniu. Powrotu do walki już dla Unii nie było i zostaje na ostatnim miejscu w tabeli. Chorzowianie po trzecim zwycięstwie weszli na 8. pozycję, tylko dwa punkty od podium.

