20-letni przyjmujący jest jednym z najbardziej utalentowanych czeskich siatkarzy młodego pokolenia. W tym roku zdobył już złoty medal mistrzostw Europy do lat 22, a teraz debiutuje w seniorskim czempionacie we Włoszech, gdzie jego zespół zapewnił sobie już awans do 1/8 finału.
Czeskim dziennikarzom powiedział w Modenie, że debiut w "dorosłej” siatkówce spełnia jego oczekiwania, ale jednocześnie z niecierpliwością czeka na nowy sezon klubowy, bo przenosi się do BBTS Bielska-Białej, występującego na zapleczu polskiej ekstraklasy.
Największą różnicę w porównaniu z siatkówką młodzieżową widzi w tym, że seniorska "nie wybacza błędów”.
"W juniorskich reprezentacjach zdarza się, że ktoś źle zagra łatwą piłkę, zepsuje jakiś prosty atak i... nic wielkiego się nie dzieje. Tutaj już nie ma na to miejsca. Jest ogromna presja zarówno ze strony trenera, jak i kolegów z drużyny, co oczywiście w pełni rozumiem" - zaznaczył Pastrnak, który latem po czterech sezonach opuścił mistrzowską ekipą z Karlowych Warów i przeniósł się do Bielska-Białej.
"Mógłbym przejść do polskiej ekstraklasy, ale raczej na ławkę rezerwowych, a tego nie chciałem. Wiem, że wciąż muszę grać, potrzebuję łapać doświadczenie. Miejsca w najlepszych polskich drużynach rozchodzą się szybko, to jest załatwiane na wczesnym etapie. Ja miałem dobry sezon w Czechach, zwłaszcza końcówkę, a już wcześniej podpisałem kontrakt w BBTS" – tłumaczył Pastrnak.
Jak podkreślił, jego zdaniem polska druga liga jest na wyższym poziomie niż czeska ekstraklasa.
"Myślę, że Karlowe Wary, Lvi Praga i Budziejowice zagrałyby na drugim poziomie w Polsce, ale te nieco słabsze drużyny czeskiej ekstraklasy nie byłyby w stanie tam zrobić wrażenia. Tam wiele meczów jest na wysokim poziomie, nie tak jak w Czechach. W Karlowych Warach na 80 procent meczów wychodzi się z przekonaniem, że niezależnie od tego, jak się gra, to się zwycięży" - powiedział.
Siatkarz wierzy, że w Polsce również kibiców będzie więcej.
"Nie spodziewam się, że będzie tak wielu fanów jak w ekstraklasie, ale na pewno nie będzie to 30 czy 50 osób na mecz, jak w niektórych miejscach w Czechach. Myślę, że podejście klubów, jak i publiczności, cała otoczka są na znacznie wyższym poziomie" – dodał.
Niewiele brakowało, żeby jednak grał w Tauron Lidze, gdyż zespół z Bielska-Białej awansował do finału play off, w którym jednak nie sprostał GKS Katowice. Pastrnak wierzy jednak, że jego nowa drużyna z miasta niedaleko czeskiej granicy ponownie włączy się do walki o awans.
"Mam roczny kontrakt z opcją transferu w obie strony, więc moim celem było albo grać tu rok, albo dwa lata w lidze, a potem spróbować dostać się do ekstraklasy, ewentualnie wyjechać do innego kraju" – przekazał.
W BBTS będzie występował wspólnie z czeskim rozgrywającym Jakubem Janouchem i liczy, że dzięki temu też będzie mu łatwiej.
"Raczej nie mam kłopotów z integracją. W kadrze narodowej też szybko złapałem dobry kontakt z chłopakami, których zresztą znałem wcześniej z siatkarskich boisk" - przyznał popularny "Pasta”, który nie jest spokrewniony z gwiazdą hokeja Davidem Pastrnakiem.
"W Czechach może nie ma wielu Pastrnaków, ale nie jest ich też na tyle mało, żeby on musiał być moim wujkiem czy innym krewnym" – podsumował z uśmiechem.
