Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław (2:1)
Podopieczni Ante Simundzy przyjechali na Podlasie z zamiarem przełamania słabej serii w lidze, ale już sam początek spotkania pokazał, że nie będzie o to łatwo. Gospodarze szybko zyskali przewagę, a bramkarza gości postraszył Nik Prelec, jednak piłka po jego strzale przeleciała tuż obok słupka.
Zawodnicy z Wrocławia następnie sami ruszyli do ofensywy, ale zdecydowanie zapomnieli przy tym o obronie. W 19. minucie po szybko wyprowadzonym kontrataku Sergio Lozano fantastycznym podaniem obsłużył Kajetana Szmyta, który znajdując się w sytuacji sam na sam z Karolem Niemczyckim lekkim lobem nad bramkarzem zapewnił gospodarzom prowadzenie.
Kolejny fragment starcia to popis Sławomira Abramowicza. Golkiper "Dumy Podlasia" zatrzymał mocne uderzenie z pola karnego Alexa Anderssona, podkręcony strzał Malaly Dembele oraz próbę Piotra Samca-Talara z rzutu wolnego.
W końcówce pierwszej połowy inicjatywę znów przejęli zawodnicy Adriana Siemieńca i ponownie błysnęli skutecznością. Anders Klynge co prawda trafił w poprzeczkę, jednak tuż przed przerwą fantastycznym strzałem o słupek wynik podwyższył Ousmane Sow.
Na początku drugiej odsłony goście próbowali zaskoczyć rywali, ale zawodnicy "Jagi" szybko odzyskali inicjatywę i przez długi czas w pełni kontrolowali przebieg gry, imponując dojrzałością i cierpliwością. Przyjezdni nie zamierzali się jednak poddawać i w 78. minucie zdobyli bramkę kontaktową, kiedy rzut karny podyktowany za faul Guilherme Montoi na Yehorze Matsenko wykorzystał Samier-Talar.
Po chwili kapitan gości musiał jednak opuścić murawę, gdyż po starciu z Montoią upadł na tyle pechowo, że prawdopodobnie doznał złamania nadgarstka. Natychmiast zmienił go Adrian Żulewski. Bohaterem Śląska mógł zostać jednak inny rezerwowy Ieltsin Camoes, który w ostatnich minutach dopadł do piłki w polu karnym, lecz po jego strzale z bliskiej odległości znów fantastyczną interwencją wykazał się Abramowicz.

W doliczonym czasie gry dominowali już goście, ale nie udało im się doprowadzić do wyrównania. Jagiellonia mogła zatem cieszyć się z kibicami z czwartego zwycięstwa w tym sezonie Ekstraklasy, dla Śląska to z kolei trzecia porażka.
Lech Poznań - Raków Częstochowa (1:0)
Rozpędzony mistrz Polski zanotował piąte z rzędu zwycięstwo w ekstraklasie i utrzymał pozycję lidera. Bohaterem spotkania został strzelec jedynego gola Leo Bengtsson, który na boisku pojawił się zaledwie trzy minuty wcześniej. Raków z kolei doznał szóstej porażki z rzędu i bez punktu nadal zamyka ligową tabelę.
Trener gości Dawid Szulczek, który kilka dni temu zastąpił Dawida Kroczka, nie odmienił zespołu. Jego podopieczni przynajmniej przez godzinę w Poznaniu pokazali się jednak z dobrej strony. Szkoleniowiec ustawił drużynę dość ofensywnie i Lech musiał też mocno czasami pracować w defensywie.
Gospodarze pierwsi groźniej zaatakowali, ale Kacper Trelowski obronił strzał z ostrego kąta Luisa Palmy. Goście odpowiedzieli uderzeniem głową Adama Basse, który minimalnie przestrzelił. Gdyby trafił w światło braki, Mateusz Lis prawdopodobnie nie zdążyłby zareagować.
Mecz toczył się w niezłym tempie, lecz groźnych, ciekawych sytuacji było jak na lekarstwo. Lech nie radził sobie z dobrze zorganizowanym w środku pola rywalem i szans szukał w strzałach z dystansu, ale nie mogły one zagrozić dobrze dysponowanemu Trelowskiemu.
Już w przerwie trener "Kolejorza" Niels Frederiksen dokonał dwóch zmian – Mateusz Skrzypczak miał na koncie żółtą kartkę, a Luis Palma był w pierwszej połowie bezbarwny.
Po zmianie stron lechici podkręcili tempo i w 53. minucie powinni prowadzić 1:0. Yannick Agnero przedryblował dwóch rywali, "położył" Trelowskiego i w sobie tylko znany sposób posłał piłkę nad poprzeczką. Po tej zmarnowanej sytuacji zdenerwowany Frederiksen zdjął Iworyjczyka i desygnował do gry Mikaela Ishaka.
Z każdą akcją rosła przewaga Poznaniaków, bliski otwarcia wyniku był m.in. Filip Jagiełło, który nie trafił głową po zagraniu Joela Pereiry.

W 71. minucie padła jedyna bramka. Patrik Walemark zapoczątkował akcję, upadł w polu karnym, ale arbiter nakazał grać dalej. Gospodarze nie stracili piłki, Pablo Rodriguez podał do Bengtssona, który strzałem z ok. 14 metrów pokonał Trelowskiego. Piłka po drodze trafiła w nogę Struskiego i nieco zmyliła golkipera Rakowa.
Wydawało się, że goście ruszą natychmiast do odrabiania strat, ale to Lech kontrolował grę i był blisko zdobycia kolejnych goli. M.in. Ishak trafił w poprzeczkę, a po koronkowej akcji strzały Rodrigueza i Walemarka ofiarnie zablokowali zawodnicy Rakowa. Trzecia próba w wykonaniu Gustava Berggrena była niecelna.
Chwilę później Poznaniacy mieli jeszcze lepszą szansę – po dośrodkowaniu Pereiry bramkarz gości instynktownie kolanem obronił strzał Walemarka głową z pięciu metrów.
Niewykorzystane okazje sprawiły, że Częstochowianie do końca mieli nadzieje na wyrównanie, ale defensywa Lecha nie popełniła błędu.
Cracovia - Górnik Zabrze (0:1)
Trener Cracovii Bartosz Grzelak, który nie był zadowolony ze skuteczności, jaką prezentują jego piłkarze, postanowił dać szansę gry od pierwszej minuty Lasse Nordasowi. Norweski napastnik został wypożyczony w tym tygodniu z angielskiego Luton Town.
Już w piątej minucie Nordas wraz z Ajdinem Hasiciem efektownie wymienili podania w polu karnym Górnika i po czym w świetnej sytuacji strzeleckiej znalazł się Mateusz Klich. Kopniętą przez niego piłkę Philipp Schulze sparował na słupek.
Generalnie przez pierwszy kwadrans utrzymywała się wyraźna przewaga Cracovii. Potem gra się wyrównała i Górnik zaczął zagrażać bramce Sebastiana Madejskiego. Ten miał sporo problemów, aby zatrzymać strzały Maksyma Chłania w 32. i 43. minucie.
Po przerwie mecz był mało ciekawym widowiskiem. Obydwie drużyny miały kłopot, żeby wypracować sobie okazje bramkowe. Niezłą w 69. minucie miał Klich, lecz strzelił zbyt lekko, aby zaskoczyć bramkarza Górnika.

W 79. minucie Kacper Urbański dośrodkował spod końcowej linii i trafił piłką w łokieć Gustava Henrikssona. Arbiter podyktował rzut karny. Piłkę na 11. metrze ustawił Urbański i pewnym strzałem pokonał Madejskiego.
Cracovia próbowała jeszcze odrobić stratę, ale Górnik nie dał sobie odebrać wygranej. Drużyny z Zabrza odniosła pierwsze zwycięstwo na stadionie Cracovii od 24 listopada 2014 roku.
