Przejdź do głównej treści

Która reprezentacja okazała się czarnym koniem Mistrzostw Świata 2026? Nasze typy kontra wyniki

Zaktualizowany
Jorgen Strand Larsen z Norwegii świętuje gola przeciwko Włochom
Jorgen Strand Larsen z Norwegii świętuje gola przeciwko WłochomREUTERS/Sodiq Adelakun

Dla żadnego z outsiderów losowanie grup nie było przesadnie łaskawe, jednak mundial doczekał się bohaterów. Niektórych się spodziewaliśmy (Norwegia), inni skradli serca z zaskoczenia (Republika Zielonego Przylądka), a jeszcze inni przepadli bez wieści… i chyba nikt nie tęskni.

Po raz pierwszy w historii rozgrywki zostały rozszerzone. FIFA postanowiła, że mundial 2026 będzie miał aż 48 uczestników zamiast dotychczasowych 32, a rozbudowana formuła sprawiła, że turniej rozrósł się do rekordowych 39 dni. Dodatkowo, mecze po raz pierwszy mecze rozegrano w trzech krajach – USA, Meksyku i Kanadzie.

Obrońca tytułu, Argentyna, była jednym z głównych faworytów w potencjalnie pożegnalnym turnieju Lionela Messiego w barwach Albiceleste. Nowa „złota generacja” Hiszpanii również obiecywała fajerwerki. Anglia weszła z przytupem po eliminacjach, ale ten tekst nie ma być o nich, lecz o bohaterach nieoczywistych. Wszyscy lubimy kibicować słabszym, niespodzianki dostarczają rozrywki i tylko wytypować je potwornie trudno.

Najpiękniejszą historię napisali debiutanci

W edycji 2026 pojawiły się cztery drużyny, które nigdy wcześniej nie grały na mundialu. Pojawiły się Curacao z Dickiem Advocaatem na ławce, afrykańska Republika Zielonego Przylądka, Jordania i Uzbekistan.

Przyznajemy to bez wstydu – w liczeniu na niespodziankę stawialiśmy na Uzbekistan. Nigdy nie mieli tak mocnej kadry, zainwestowali fortunę w Fabio Cannavarro, a do tego grupa wydawała się zupełnie w ich zasięgu. Srogie to było rozczarowanie: całe zero punktów i bilans bramek 2:11. Zupełnie bez echa przeszła też Jordania, zresztą dla całej Azji ta edycja okazała się wielkim rozczarowaniem.

Ale na tym kończą się argumenty krytyków, którzy obawiali się obniżenia poziomu przez egzotyczne kraje. W końcu Curacao – mniejsze od Bielska-Białej – potrafiło zatrzymać Ekwador, a bramkarz Eloy Room przeszedł do historii. Ale jego trans między słupkami i tak przyćmiła Republika Zielonego Przylądka.

Po 15 udanych interwencjach Eloy Room nie mógł uwierzyć, że zatrzymał wszystko
Po 15 udanych interwencjach Eloy Room nie mógł uwierzyć, że zatrzymał wszystkoREUTERS/Hannah Mckay TPX IMAGES OF THE DAY

Wyspiarze rozkochali w sobie całą mundialową publiczność. Najpierw o ich mur rozbiła się Hiszpania i na bohatera wyrósł 40-letni Vozinha, później wpakowali dwa gole Urugwajowi, a trzeci remis zaliczyli z Arabią Saudyjską.

Mieli być outsiderem, a w grupie nikt nie umiał ich pokonać. Ba, w 1/16 finału Argentyńczycy z duszą na ramieniu bronili się w dogrywce, bo dopiero wtedy odprawili ich z wynikiem 3:2, w jednym z najciekawszych meczów turnieju. Do tego gol Sidny’ego Cabrala był czystą poezją! Nic dziwnego, że do domów wrócili jako bohaterowie, fetowani przez tłumy.

Egipt kompletnie przemknął nam pod radarem

Z pewną przyjemnością daliśmy się zaskoczyć piłkarzom Egiptu, którego nie wskazywaliśmy w ogóle w naszych typach. Do 2026 roku nie mieli absolutnie żadnego zwycięstwa na mundialu na koncie, choć pojawili się po raz czwarty. Więc dlaczego los miałby się odmienić, gdy ich największa legenda powoli gaśnie?

A jednak Egipcjanie przeszli przez fazę grupową bez porażki i pokazali ducha walki już przeciwko Nowej Zelandii. Na przerwę schodzili z wynikiem 0:1, który wydawał się zasłużony, a po powrocie rozhuśtali rywali i zgarnęli historyczne 3:1. Paradoksalnie, na jednym zwycięstwie się skończyło, a jednak odprawili jeszcze Australię po rzutach karnych, mimo że jako jedyni w historii mundiali stracili dwa gole autorstwa... własnego zawodnika.

I wreszcie mecz z Argentyną, kolejny nadspodziewanie trudny test dla Albicelestes. Prowadzenie do przerwy zapewnił Yasser Ibrahim, który mógłby nie łapać się do składu w Ekstraklasie. Na kwadrans przed końcem Egipt miał na tablicy 2:0 i nieuznanego gola, zanim obrońcy tytułu zdołali całkowicie odwrócić wynik w elektryzującej końcówce.

Faraonowie odpadli w poczuciu niesprawiedliwości (powiedzmy, że Francois Letexier nie będzie jeździł do Hurghady na all-inclusive), ale zjednoczeni i po wielkiej walce, jakiej nie prezentowali nigdy wcześniej.

Z Ameryką Południową kompletnie nie trafiliśmy

Dość o debiutantach, mieliśmy też kilku mocnych pretendentów wśród bardziej uznanych marek. Zacznijmy od tych, którzy nam się nie sprawdzili. Po ciekawej kampanii w Ameryce Południowej liczyliśmy – w kolejności z tabeli kwalifikacyjnej – na Ekwador, Kolumbię i Urugwaj.

Ten pierwszy, chwalony zwłaszcza za dyscyplinę w defensywie i z naprawdę dużymi nazwiskami w kadrze, nie dojechał niestety daleko po wpadnięciu na Meksyk w 1/16. Trudno mówić o rozczarowaniu, gospodarze mieli impet i złamała ich dopiero Anglia.

Kolumbię w karnych przemogli Szwajcarzy na poziomie 1/8 finału – to wynik w granicach oczekiwań, bez pozytywnego zaskoczenia. Jedynie Urugwaj zawiódł na całej linii, odpadając bez żadnej wygranej i w atmosferze konfliktu.

Przygnębiony Marcelo Bielsa na turystycznej lodówce stał się symbolem bezradności i frustracji Urugwaju
Przygnębiony Marcelo Bielsa na turystycznej lodówce stał się symbolem bezradności i frustracji UrugwajuREUTERS/Paul Childs

Trzeba jeszcze parę słów poświęcić Brazylii. Jej eliminacja na poziomie 1/8 finału to najgorszy wynik od 1990 roku i tym samym całe pokolenie Brazylijczyków wyrośnie i prawie odchowa dzieci, nie znając smaku sukcesu Canarinhos. Oczywiście Brazylia ma status wiecznie groźnej na mundialu i nie była wśród kandydatów na czarnego konia, ale przypominamy o niej, bo to czarny koń Brazylię stratował.

Norwegia zatonęła dopiero w dogrywce z Anglią

Imponująca kampania eliminacyjna Norwegii nie przeszła bez echa, choć długo nie poświęcano jej tyle uwagi, na ile zasługiwała. W końcu to Wikingowie pierwsi zatrzasnęli Włochom drzwi przed nosem, zanim dobiła ich Bośnia. Rozjeżdżali rywali w kwalifikacjach i byli głównym kandydatem do rozegrania bezprecedensowo mocnego mundialu. 

Nie bez znaczenia był pewien rosły miłośnik wypchanych zwierząt, Erling Braut Haaland. Często odżegnywany od bycia człowiekiem przez swoją robotyczną wręcz skuteczność, napastnik Norwegii stał się jedną z największych gwiazd mundialu, zyskując sympatię kibiców na całym świecie.

W czterech kolejnych meczach trafiał do bramek rywali, pakując im siedem goli. Dublety przeciwko Irakowi i Senegalowi wydawały się jeszcze planowe, ale dwa gole wpakowane Brazylijczykom rozłożyły reprezentację dumnego narodu na łopatki.

Daleka od ideału zwłaszcza w defensywie, Norwegia zapewniła kibicom ciekawe mecze ze zmienną dynamiką i różnymi bohaterami. Na ogół uznawany za słaby punkt, Nyland brylował przeciw Brazylii, Odegaard niezmiennie odpowiadał za wyprowadzanie ciosów, choć tym razem żadnego nie sfinalizował. Ale i 22-letni Schjelderup podnosił brwi widzów dwiema asystami z Brazylią czy fenomenalnym golem przeciwko Anglii.

No właśnie – tylko Anglików (bo mecz z Francją grany rezerwami trudno traktować na równi) Wikingowie nie złamali. Mimo to napisali w Ameryce Północnej kawał przepięknej historii, razem z viralowym wiosłowaniem na trybunach, boisku i… właściwie każdym możliwym miejscu. Czwarty występ Norge na turnieju wysoko zawiesił poprzeczkę kolejnym, czego dowodem jest blisko 100 tys. kibiców witających kadrę w Oslo.

Piłka nożna