Lechici po nieudanej walce o awans do fazy zasadniczej Ligi Mistrzów, muszą skupić się na nowym celu. Takim jest zakwalifikowanie się do fazy ligowej Ligi Europy. O czwartą rundę eliminacji powalczą z KI Klaksvik, ale w najbliższym spotkaniu w Poznaniu muszą poradzić sobie bez Frederiksena na ławce. Trener "Kolejorza” został ukarany za spóźnione wyjście swoich piłkarzy na boisko na drugą połowę w rewanżowym meczu z Aarhus.
"Takie są regulacje UEFA, że musisz stawić się na murawie w określonym czasie. Zdaję sobie sprawę, że na moich barkach spoczywa ta odpowiedzialność i w przyszłości musimy unikać takich sytuacji" – przyznał Frederiksen na konferencji prasowej.
W roli pierwszego trenera mistrza Polski poprowadzi asystent Duńczyka Andreas Hagen. Frederiksen natomiast usiądzie na trybunach i nie będzie mógł się kontaktować ze swoim sztabem.
"Przepisy UEFA w tej kwestii jasno określają, gdzie mogę usiąść na trybunach, a gdzie nie mogę. Prawdopodobnie będę oglądał mecz z góry, może z loży prezydenckiej. Natomiast w żaden sposób nie mogę komunikować się z moimi współpracownikami" - wyjaśnił.
Jak dodał, taka sytuacja nie jest czymś niezwykłym i spokojnie podchodzi do rywalizacji.
"Odkąd pracuję w Lechu, mamy taką zasadę, że każdy z członków sztabu bierze odpowiedzialność za zespół, ale też wszyscy staramy się wnosić coś konstruktywnego do naszej pracy. Myślę, że to nie będzie jakaś nietypowa sytuacja dla piłkarzy, jeśli trener Hagen będzie stał przy linii. On pracuje w tej roli na boisku na treningach, bierze aktywny udział podczas odpraw. Andreas ma spore doświadczenie jako główny szkoleniowiec, prowadził zespoły w europejskich pucharach, a poza tym może liczyć na pomoc innych członków sztabu" – podkreślił Frederiksen.
KI Klaksvik to może nieco egzotyczna drużyna, ale mająca spore doświadczenie w europejskich pucharach. W sezonie 2023/24 rywalizowała w rundzie grupowej Ligi Konferencji, ma też na koncie kilka cennych wyników. W tamtym sezonie Farerzy wyeliminowali m.in. Ferencvaros Budapeszt, szwedzki BK Hacken, zremisowali z Lille i pokonali Olimpię Lublana 3:0. Atutem tej drużyny jest przede wszystkim solidna defensywa, w drugiej rundzie el. Ligi Mistrzów przegrali dwumecz z Żalgirisem Kowno 0:1.
Wartość mistrza Wysp Owczych wyceniana jest przez portal Transfermark na trzy i pół mln euro. Dla porównania sam Luis Palma kosztował poznański klub cztery mln euro.
"Klaksvik to zespół, który potrafić grać mecze w europejskich rozgrywkach. Przypuszczamy, że będą się bronić i to dość nisko, a robią to bardzo dobrze. Mają też doświadczenie w grze przeciwko silniejszym przeciwnikom" – ocenił Frederiksen.
Jego zdaniem, kluczowe będzie tempo rozgrywania akcji przez jego podopiecznych.
"Jesteśmy też już trochę przyzwyczajeni do meczów, gdzie zespoły są niżej ustawione. O to chodzi, żeby grać szybko i być ruchliwym. Jeśli będziemy zbyt powolni, to mogą pojawić się trudności. Musimy wykorzystywać nasze szanse, gdy przejmiemy piłkę na połowie przeciwnika, a rywal nie zdąży ponownie zorganizować się w obronie. Ważną rolę mogą też odegrać stałe fragmenty gry" - skomentował szkoleniowiec.
Przeciwko KI Klaksvik nie zagrają kontuzjowani Filip Jagiełło i Gisli Thordarson; przerwa w treningach obu piłkarzy potrwa ok. dwóch-trzech tygodni.
Podczas meczu "Kolejorza” z KI Klaksvik zamknięta będzie druga trybuna poznańskiego stadionu, tzw. Kocioł. To kara jaką nałożyła UEFA na Lecha za odpalanie przez kibiców pirotechniki podczas meczu z Aarhus. Fani, którzy już wcześniej kupili bilety na niedostępne obecnie sektory, mogą zmienić miejsce. Według informacji podanych przez klub, spotkanie obejrzy nieco ponad 15 tysięcy widzów.
Pojedynek Lecha z KI Klaksvik rozegrany zostanie w czwartek o godz. 19. Na zwycięzcę tego dwumeczu czeka szwajcarski FC Thun lub islandzki Vikingur Reykjavik. Awans do czwartej rundy el. LE oznacza, że zespół w przypadku niepowodzenia na tym etapie rozgrywek, zagra w fazie ligowej Ligi Konferencji.
