Kierowca Red Bulla, który nie jest zwolennikiem nowego silnika z większym udziałem elementów elektrycznych i koniecznością zarządzania energią, zwolnił i z trudem wrócił do boksu na 46. okrążeniu.
Nie został sklasyfikowany wśród piętnastu zawodników, którzy ukończyli wyścig.
"Nie chodzi o to, że jestem niezadowolony z miejsca, w którym się znajduję, bo tak naprawdę teraz walczę jeszcze bardziej" - powiedział Holender dziennikarzom. "Powiedziałbym to samo, nawet gdybym wygrywał wyścigi, bo zależy mi na jakości rywalizacji".
"Dla mnie to jest żart" - kontynuował, nazywając nowe przepisy "fundamentalnie wadliwymi".
71-krotny zwycięzca wyścigów w tym sezonie częściej walczy o skromne punkty, niż był do tego przyzwyczajony.
Po wypadku w kwalifikacjach podczas zeszłotygodniowego Grand Prix Australii, przebijał się przez stawkę z dwudziestego miejsca na starcie, a w sobotnim sprincie w Chinach spadł z ósmej na czternastą pozycję, kończąc wyścig na dziewiątym miejscu i poza punktami.
Nie wszyscy podzielają opinię Verstappena, bo szef Mercedesa Toto Wolff chwalił rywalizację między swoimi dwoma kierowcami a Ferrari.
Kierowcy Ferrari również byli pełni uznania dla walki między sobą w wyścigu, który ostatecznie przyniósł Kimiemu Antonellemu pierwsze zwycięstwo w F1 dla Mercedesa.
"Czasem jesteśmy nostalgiczni za dawnymi latami, ale uważam, że produkt sam w sobie jest dobry" - powiedział Wolff po wyścigu. "Zdecydowana większość, niezależnie od grupy wiekowej, lubi obecnie ten sport" - dodał.
"Max naprawdę przeżywa horror. Jestem pewien, że dla kogoś takiego jak Max, który zawsze atakuje, trudno jest się z tym pogodzić i zaakceptować".
Verstappen powiedział, że ma nadzieję, iż Formuła 1 nie będzie stawiać na zdobywanie nowych fanów i zwiększanie atrakcyjności kosztem tradycyjnej rywalizacji, ułatwiając wyprzedzanie.
"Mam nadzieję, że nie będą tak myśleć, bo to ostatecznie zniszczy ten sport. To się na nich zemści" - stwierdził. "Może niektórzy kibice to lubią, ale nie rozumieją wyścigów".
