Chwalińska (25. WTA) od czasu znakomitego Roland-Garros mierzyła się z trudniejszym okresem. Doznała kontuzji podczas Wimbledonu i wygrała tylko 1 z 5 rozegranych meczów po turnieju wielkoszlemowym w Londynie.
Trzy tygodnie po występie na US Open, gdzie w pierwszej rundzie przegrała z Taylor Townsend, zaczęła azjatycką część sezonu. Polka zdecydowała się na występ w Singapurze, gdzie rozgrywane są zawody rangi WTA 500. Chwalińska jest piątą najwyżej rozstawioną w zawodach i zarazem pierwszą, która nie miała tzw. wolnego losu w pierwszej rundzie.
Jej rywalką na rozpoczęcie zmagań była Rebecca Sramkova. Słowaczka, która obecnie plasuje się na 146. miejscu w rankingu WTA, ale nieco ponad rok temu zajmowała 33. pozycję na listach światowych.

Mecz od początku bardzo dobrze układał się dla Polki, która dobrze czuła się przy serwisie, a w czwartym gemie przełamała rywalkę. Następnie Maja musiała stawić opór swojej rywalce, która wywalczyła aż trzy break pointy, jednak Chwalińska wyszła z tej opresji i za moment prowadziła 5:2.
Od tego momentu dwa gemy z rzędu na swoje konto zapisała Sramkova i serwowała po remis. Nie utrzymała jednak podania. Maja przełamała ją po raz drugi w secie, wygrywając 6:4.
Druga partia była wyrównana do stanu 2:2. Kolejne cztery gemy wygrała jednak Polka, która bardzo dobrze wyglądała przy serwisie (łącznie straciła dwa punkty przez całego seta, kiedy wprowadzała piłkę do gry), a także grała znakomicie przy podaniu rywalki. Przełamała ją w szóstym i ósmym gemie, co dało jej ostatecznie zwycięstwo 6:4; 6:4.
Maja swoją przeciwniczką pozna jutro. Będzie nią zwyciężczyni starcia Vivian Wolff (240. WTA) – Oleksandra Oliynykova (47. WTA).
