Zaczęło się od nadspodziewanie dobrej gry Rybakiny, która już wtedy wydawała się kroczyć po drugie w swojej karierze wielkoszlemowe zwycięstwo. Przełamała ona Sabalenkę już w pierwszym gemie meczu, a potem łatwo wygrywała swoje gemy serwisowe przy pomocy potężnych serwisów.
Wielokrotnie sprawiała, że liderka rankingu w bezradnej obronie biegała od lewej do prawej strony kortu, ale punkty po takich długich wymianach zawsze trafiały na konto jej rywalki. Pod koniec seta nadszedł mały kryzys Rybakiny, która dopuściła do break pointów, które mogły wyrównać stan meczu, ale ostatecznie wytrzymała ten moment i zgarnęła pierwszą partię.
W drugiej odsłonie Sabalenka się jednak skoncentrowała i zaczęła odpowiadać na potężne uderzenia rywalki, nie dając już się tak łatwo dominować w wymianach. Już przy pierwszym gemie serwisowym Kazaszki miała trzy break pointy i obie zawodniczki długo grały na przewagi, ale wtedy jeszcze Rybakina uciekła z opresji.
Ta sztuka nie udała się jej w ostatnim gemie tej partii. Przy stanie seta 4:5 Kazaszka serwowała i jej gra pod presją zupełnie się posypała. Nie zdobyła w tym gemie nawet punktu i Sabalenka wróciła do gry, a wszyscy czekali na start trzeciego seta.
W trzecim secie sytuacja na tablicy wyników zmieniała się kilkukrotnie. Na jego początku na pewne prowadzenie 3:0 z jednym przełamaniem wyszła Sabalenka i wydawało się, że już nic nie zatrzyma jej przed kolejnym sukcesem w Australii.
Wtedy doszło jednak do niesamowitej serii Rybakiny, która przy pomocy bardzo dobrego returnu oraz jak zwykle serwisu na wysokim poziomie, zdołała wygrać aż pięć gemów z rzędu i w kilkanaście minut zupełnie zmieniła obraz meczu i sytuację na korcie.
Liderka rankingu co prawda przerwała tę serię w swoim gemie serwisowym, ale gdy Rybakina serwowała po wygranie turnieju, to już nic jej nie przeszkodziło. Asem serwisowym dopięła swego i ma swój drugi wielkoszlemowy triumf.
