Jak lodowa królowa Rybakinowa podbiła Australię: Spokój w kryzysach i as na zakończenie

Jelena Rybakinowa z trofeum za zwycięstwo w Australian Open.
Jelena Rybakinowa z trofeum za zwycięstwo w Australian Open.REUTERS/Hollie Adams

Gdy w trzecim secie finału przegrywała 0:3, przybrała minę pokerzystki i bez większych oznak emocji odwróciła losy najważniejszego seta turnieju na swoją korzyść. Jelena Rybakina (26) sięgnęła po trofeum wielkoszlemowe w australijskim upale niczym lodowa królowa. Jednocześnie zrewanżowała się Arynie Sabalence (27) za porażkę sprzed trzech lat i tym razem potrafiła doprowadzić dobrze rozpoczęty finał do zwycięskiego końca.

Kiedy Rybakina w 2022 roku zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy na Wimbledonie, wydawało się, że na kolejny nie będzie musiała czekać aż 3,5 roku. Jej umiejętności uderzeniowe, warunki fizyczne i spokój mimo młodego wieku wskazywały na świetlaną karierę.

Jednak już pół roku po tamtym triumfie spotkała w finale Australian Open Sabalenkę. Być może właśnie ten styczniowy pojedynek z 2023 roku podkopał jej pewność siebie. Prowadziła wtedy w setach, ale ostatecznie białoruska siłaczka zmiotła ją z kortu.

W tym roku przyszedł rewanż. Po bardzo podobnym przebiegu meczu tym razem znalazła w sobie siłę i energię, by wygrać końcówkę. Po długich 1302 dniach oczekiwania ponownie wzniosła nad głowę trofeum wielkoszlemowe.

"Trudno teraz znaleźć słowa. Chciałabym pogratulować Arynie wspaniałych wyników w ostatnich latach i wierzę, że jeszcze nie raz zagramy razem w finale" - powiedziała podczas ceremonii, gdy wreszcie się uśmiechnęła. "Melbourne to naprawdę Happy Slam. Zawsze świetnie się tu bawię" - dodała.

Kluczowe momenty

Rybakina – Graczowa 7:5, 6:2

Niespodziewane problemy pojawiły się w drugiej rundzie. Z rywalką, z którą dotąd Rybakina straciła tylko sześć gemów w dwóch meczach, tym razem miała kłopoty. Reprezentantka Francji być może przypomniała sobie o Indian Wells 2023, gdzie mocno utrudniła życie tenisistce z Kazachstanu, ale - podobnie jak wtedy - wytrzymała tylko pierwszego seta. Odwracając wynik z 1:3 na 5:3 w pierwszej partii, Rybakina przejęła inicjatywę i nie wytrąciła jej z równowagi nawet kolejna strata serwisu. Po wygranej końcówce pierwszego seta, drugi był już formalnością.

Rybakina – Świątek 7:5, 6:1

Pierwszy gem i od razu stracony serwis. Szybka odpowiedź, ale już w trzecim gemie dalsza presja i trzy obronione break pointy. Tak wyglądał początek ćwierćfinału z wiceliderką rankingu. Rybakina pokazała, że na szybkim twardym korcie potrafi dominować. Oczywiście pomagał jej serwis. Zanotowała 11 asów, najwięcej ze wszystkich rozegranych spotkań. Mentalność zwyciężczyni potwierdziła także liczbą winnerów (26:10). O losach meczu przesądziła końcówka pierwszego seta, wygranego 7:5 po wykorzystaniu drugiej piłki setowej. Świątek nie zdołała już wrócić do gry. "Znamy się dobrze, dlatego starałam się grać agresywnie. W pierwszym secie dużo zależało od drugiego serwisu, ale w drugim grałam już swobodniej i lepiej serwowałam" - przyznała po meczu Rybakina.

Rybakina – Sabalenka 6:4, 4:6, 6:4

Kiedy wydawało się, że może wygrać także drugiego seta, nadeszły najlepsze momenty Sabalenki. Białorusinka swoim ofensywnym, mocnym tenisem po raz pierwszy odebrała Kazaszce serwis, ale nie odebrała jej pewności siebie. Rybakina nie okazała ani odrobiny nerwowości czy strachu i w trzecim secie od stanu 0:3 cierpliwie odwracała losy meczu. Oczywiście Sabalenka pomagała jej niewymuszonymi błędami, ale wiele kluczowych punktów Rybakina zdobyła dzięki własnemu serwisowi. Zresztą, as przy meczbolu tylko potwierdził, co było jej największą bronią.

Ważne liczby

2 - To dopiero drugi wielkoszlemowy tytuł w karierze Rybakiny. Pierwszy zdobyła na Wimbledonie w 2022 roku. Od tamtej pory tylko raz dotarła do finału, a w zeszłym sezonie najdalej dochodziła do czwartej rundy.

47 - Tyle asów posłała Rybakina w siedmiu meczach i zdecydowanie zdominowała tę statystykę. Druga w zestawieniu Xinyu Wang zanotowała tylko 27. Co prawda w turnieju było kilka zawodniczek, które średnio na mecz serwowały więcej asów (Parks 11,50 – Noskova 8,00 – Tauson 7,33 – Osaka 7,00), ale one dotarły najdalej do trzeciej rundy.

60% - Choć najwyżej w rankingu WTA była na trzecim miejscu i po triumfie w Melbourne wraca na swoje życiowe maksimum po dwóch latach, to już dziewięć razy pokonała liderki światowego rankingu! Rybakina jest obecnie tenisistką z najwyższym procentem zwycięstw nad liderkami rankingu od czasu jego powstania w 1975 roku. Jej bilans to 9:6, a brane pod uwagę są tylko zawodniczki, które rozegrały co najmniej 10 takich spotkań. Co ciekawe, jej bilans z zawodniczkami TOP 10 w ostatnich 10 meczach to 10:0! W XXI wieku dokonało tego tylko sześć tenisistek.

Jeszcze w połowie zeszłego roku była poza pierwszą dziesiątką światowego rankingu. Wyglądało na to, że przechodziła kryzys spowodowany brakiem Stefana Vukova. Rozstała się z nim przed US Open 2024, a WTA później ukarała chorwackiego trenera za niewłaściwe zachowanie wobec Rybakiny, którą miał rzekomo psychicznie i fizycznie gnębić. Rybakina jednak zaprzeczyła, że była ofiarą przemocy i od zeszłego lata znów współpracują. W Australii podkreślała, że bez niego nie osiągnęłaby takich wyników.

Nie tylko relacje w jej zespole są skomplikowane i owiane tajemnicą. Również mecze z Rybakiną są zawsze psychicznie trudne dla rywalek. Nie dlatego, że na korcie widać wielkie emocje. Wręcz przeciwnie – często nie widać żadnych. "Wiecie, że jest taka spokojna. Ale w rzeczywistości nic wam nie zdradza. Nie jesteście pewni, czy jest akurat zła, czy szczęśliwa, czy jaki ma nastrój. Ale zawsze jest po prostu twarda" - najlepiej chyba podsumowała królową tegorocznej Australii jej półfinałowa rywalka Jessica Pegula.

Australię podbiła nieśmiała dziewczyna z Moskwy, która jednak reprezentuje Kazachstan i unika pytań o ojczyznę. "Szczerze mówiąc, nigdzie nie mieszkam" - mówi Rybakina. Drogę z Rosji ułatwił jej wieloletni prezes kazachskiej federacji tenisowej Bułat Utemuratow, a ona sama twierdzi, że trenuje na Słowacji i w Dubaju.