Kei Nishikori potwierdza zakończenie kariery tenisowej po zakończeniu sezonu

Kei Nishikori
Kei NishikoriJASON WHITMAN / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP

Najbardziej utytułowany japoński tenisista Kei Nishikori ogłosił w piątek, że po zakończeniu tego sezonu przechodzi na sportową emeryturę, kończąc karierę, którą przez lata nękały kontuzje.

36-latek jako pierwszy Japończyk awansował do finału turnieju wielkoszlemowego podczas US Open 2014, gdzie ostatecznie przegrał z Chorwatem Marinem Ciliciem.

Był pierwszym Japończykiem, który przebił się do czołowej dziesiątki światowego rankingu ATP, osiągając najwyżej czwarte miejsce, a na swoim koncie ma dwanaście tytułów w cyklu ATP.

Nishikori zdobył także brązowy medal w singlu podczas igrzysk olimpijskich w Rio w 2016 roku.

Od lat zmaga się z kontuzjami i już w zeszłym miesiącu przyznał, że „ledwo trzyma się” pod względem fizycznym.

Nishikori poinformował w piątek w mediach społecznościowych, że z żalem kończy karierę po sezonie 2026.

"Szczerze mówiąc, wciąż chciałbym kontynuować karierę zawodniczą" - przyznał. "Mimo wszystko, patrząc wstecz na całą dotychczasową drogę, mogę z dumą powiedzieć, że dałem z siebie wszystko".

Nishikori urodził się w zachodniej Japonii, a w wieku czternastu lat przeniósł się na Florydę, by trenować w akademii IMG.

Karierę zawodową rozpoczął w 2007 roku, a już rok później sięgnął po pierwszy tytuł ATP Tour w Delray Beach.

Najlepszy sezon w karierze rozegrał w 2014 roku, kiedy wygrał cztery turnieje ATP i dotarł do finału US Open, po drodze pokonując w półfinale ówczesnego lidera rankingu Novaka Djokovicia.

"Awans do ATP Tour, rywalizacja na najwyższym poziomie i utrzymanie się w czołowej dziesiątce świata to coś, z czego jestem niezwykle dumny" - napisał w swoim poście w mediach społecznościowych. "Niezależnie od wyniku, wyjątkowa atmosfera w wypełnionych po brzegi halach była nie do zastąpienia".

Ostatni tytuł zdobył w Brisbane w 2019 roku. Obecnie zajmuje 464. miejsce w światowym rankingu i w tym sezonie występuje głównie w turniejach rangi Challenger.

"Bywały też momenty, gdy powtarzające się kontuzje, które uniemożliwiały mi grę na moich warunkach, powodowały ogromną frustrację i niepokój" - przyznał. "Mimo to miłość do tenisa i wiara, że mogę być jeszcze lepszym zawodnikiem, zawsze przywracały mnie na kort" - dodał. "Każdą chwilę pozostałych meczów będę doceniał i walczył do samego końca".