Faworytem ostatniego meczu fazy grupowej była Orlen Wisła, która już wywalczyła sobie trzecie miejsce w tabeli grupy B. Drużyna z Szegedu jeszcze miała szanse na poprawę swojego, szóstego sprzed spotkania, miejsca.
Zdecydowanie lepiej rozpoczęli pojedynek goście, którzy szybko objęli prowadzenie, a potem powoli powiększali przewagę. W 15. minucie na tablicy był wynik 5:8, a minutę później 6:9. Wtedy trener Xavi Sabate zdecydował się wziąć czas i porozmawiać z zawodnikami, którym nieco brakowało motywacji.
W 20. min goście prowadzili 11:7 i wtedy trener Picku poprosił o czas. Rozmowę ze swoim trenerem wykorzystali piłkarze ręczni Orlen Wisły, którzy zmniejszyli prowadzenie rywali do wyniku 10:11.
Tuż przed końcem pierwszej połowy, gospodarze wywalczyli nawet remis 13:13. Ostatecznie na przerwę goście schodzili z jedną bramką przewagi.
W szatni prawdopodobnie piłkarze Picku jeszcze raz spojrzeli na tabelę grupy B, z której jasno wynika, że zwycięstwo w Płocku może dać im spory awans i zaczęli wykorzystywać błędy gospodarzy. W rezultacie wywalczyli najwyższe w tym meczu prowadzenie 22:18.
Kolejna reprymenda trenera Sabate, przy wyniku 2:25, przyniosła rezultat, bo powoli, ale skutecznie Orlen Wisła odrabiała straty. W 53. min Loro Mihic rzucił bramkę kontaktową na 26:27, ale goście szybko odskoczyli.
Ponownie remis, 28:28, był w 58. min po rzucie Sergieja Kosorotowa i zaczął się wreszcie mecz. Na 28:29 rzucił gola Marin Jelinić, odpowiedział, już w 60. min Richardson, a na prowadzenie wyprowadził swoją drużynę Lazar Kukić.
Przy stanie 29:30, trener Wisły poprosił o czas. Po akcji w ostatnich 17 sekundach i rzucie Richardsona, mecz zakończył się remisem 30:30.
To był dla Płocczan ostatni mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów. Teraz przed nimi teraz rywalizacja w fazie play off: 1 lub 2 kwietnia na wyjeździe i rewanż 8 lub 9 kwietnia. Rywalem będzie Sporting CP.
