Gdy wszyscy na podium Serie A zremisowali ostatnie mecze, pojawiła się szansa doskoczenia do czołówki przez Juventus. Wystarczyło pokonać w poniedziałkowy wieczór beniaminka z Cremony, by zrównać się (choć mając o mecz więcej) z trzecim Napoli.
Sprawdź szczegóły meczu Juventus – Cremonese

Karne zepsuły świetne wrażenie w pierwszej połowie
Na Allianz Stadium gospodarze od początku chcieli narzucić swoje warunki i blisko otwarcia wyniku było w 10. minucie, gdy Weston McKennie uderzał z ostrego kąta. Został zatrzymany, ale minutę później „Stara Dama” otrzymała rzut wolny.
Po pozornie niezłym wybiciu za pole karne do piłki doskoczył Fabio Miretti, który posłał potężne uderzenie… w głowę Bremera. Od defensora Juve piłka poleciała wprost pod słupek bramki gości, dając mu szczęśliwe – choć bolesne – trafienie.
Cremonese próbowało odpowiedzieć gospodarzom i sprawnie zbudowany atak z 15. minuty był bliski wykończenia, gdy miejscowi przejęli piłkę i ruszyli z kontrą. Dyrygentem był Khephren Thuram, który znalazł uwalniającego się Jonathana Davida, a ten pokonał pewnie Emila Audero.
Raptem sekundy po tym, jak Juventus był blisko trzeciego gola, Cremonese zdołało wyprowadzić atak, który skończył się wskazaniem na rzut karny. Manuel Locatelli był pewny, że nie faulował. I faktycznie, sędzia po interwencji VAR wybrał się przed ekran. Nie tylko unieważnił jedenastkę, ale i dał czerwoną kartkę wściekłemu trenerowi gości, który kpił z decyzji.
Zamiast gola kontaktowego był cios w gości, a w 33. minucie mecz został w zasadzie rozstrzygnięty. Tym razem arbiter odgwizdał rzut karny po zagraniu ręką Federico Baschirotto. Audero zdołał sparować uderzenie Kenana Yildiza na słupek, ale piłka wróciła pod nogę strzelca i dobił już do pustej siatki. Mogło być nawet 4:0 do przerwy, gdyby nie Audero. Tym razem efektowną paradą z 41. minuty zatrzymał kolejne uderzenie Turka.
Kolejne ciosy od początku drugiej połowy
Jeśli Cremonese miało plan powrotu do walki po przerwie, to wylądował na śmietniku w dwie minuty. Miretti odnalazł Westona McKennie prostopadłą piłką, a ten z prawie zerowego kąta wciskał piłkę po linii bramkowej. Obrońca był bliski wygarnięcia, ale futbolówka wróciła do siatki po odbiciu od Filippo Terracciano. To jemu zapisano bramkę.
McKennie był niepocieszony, że bramka nie przypadła jemu i mógł to nadrobić w 54. minucie. Dostał wtedy świetne dogranie kosztem Mirettiego, leczu uderzył w ręce Audero. To nic, los dał mu też szansę w postaci głębokiej wrzutki Kalulu w 64. minucie. Amerykanin miał czas przymierzyć i dostawił głowę tak, że piłka wkręciła się tuż przy słupku na 5:0.
Wydawało się, że goście byli już kompletnie złamani, a jednak szukali choćby honorowego trafienia. W 72. minucie Di Gregorio efektownie rzucił się do obrony strzału, po którym Cremonese miało rzut rożny. Po nim bramkarz Juve musiał wyjmować piłkę z siatki, ale po stronie gości wynik nie drgnął – Matteo Bianchetti skierował piłkę do bramki ręką i był tego świadomy. Mecz powinien był zamknąć w 90. minucie Jonathan David, gdyby lepiej wykorzystał świetne dogranie. Ale i 5:0 to wynik imponujący, najwyższy w Serie A od 2018 roku w wykonaniu "Starej Damy".

