Po zdobyciu tylko punktu w ostatnich trzech meczach, Bologna musiała wznieść się na wyżyny, by przełamać serię z Atalantą. La Dea gra coraz lepiej, co potwierdziło zwycięstwo nad Romą – skromne, ale zasłużone.
Sprawdź szczegóły meczu Bologna – Atalanta

Krstović zadał pierwszy cios
Niestety dla kibiców, którzy tłumnie zapełnili widownię na Renato Dall’Ara, od pierwszych minut Rossoblu przypominali ekipę z San Siro, która kompletnie nie była w stanie postawić się Interowi. Tym razem beneficjentami byli goście z Bergamo, choć nie mogli znaleźć otwarcia wyniku. Już po trzech minutach Nicola Zalewski powinien mieć asystę na koncie, gdy niesygnalizowanym podaniem znalazł Edersona, a ten posłał piłkę przy słupku.
W 8. minucie Nikola Krstović uciekł obrońcom, ale wykończeniem zniweczył wysiłek i ułatwił Ravaglii obronę. Czy był na spalonym? Po spektakularnie zmarnowanej okazji VAR nie musiał tego sprawdzać. Dopiero w 17. minucie Dallinga zupełnie nieoczekiwanie był bliski oddania strzału z bliska, zatrzymany wybiciem przez obrońcę. To był jedyny pozytywny moment Bologny w pierwszej połowie.
Za to Atalanta ponownie była bliska gola w 35. minucie: Zalewski dośrodkował z rożnego, Ahanor wyskoczył dobrze do główki, ale piłkę skierował nieznacznie nad poprzeczką. Dwie minuty później De Ketelaere ruszył wzdłuż linii bocznej i prawą flanką wprowadził piłkę pod pole karne. Belg znalazł niekrytego Krstovicia na dalszym słupku, a ten lekko trącił piłkę do bramki, otwierając wynik.
Zmiennicy nie uratowali Rossoblu
Jeszcze przed przerwą Ahanor zdołał oddać drugi celny strzał gości, tym razem jednak Federico Ravaglia był spokojny w obronie. Dopiero po powrocie Bologna zdołała przestraszyć Carnesecchiego, choć Jonathan Rowe – wprowadzony za blado wyglądającego Orsoliniego – posłał piłkę w koszyczek bramkarza.
Rowe wyraźnie ożywił grę gospodarzy, którzy regularnie meldowali się pod bramką Atalanty, uzyskując jednak tylko rzuty rożne. Gdy bezbarwnego Dallingę zamienił Ciro Immobile na szpicy, Bologna nie zdążyła nawet z niego z korzystać. Instynktowna główka do przodu De Roona wypuściła Krstovicia, a ten poszedł z piłką, ułożył ją sobie i prostym strzałem po ziemi podwoił prowadzenie, by utonąć w objęciach kolegów.
Nawet poprawa gry Rossoblu po przerwie nie zwiastowała odrobienia dwóch goli straty. Trener Palladino spokojnie więc dokonywał zmian – zszedł choćby Zalewski w 68. minucie – i dopiero na kwadrans przed końcem szkoleniowiec gości miał problem: Krstović zasygnalizował uraz i musiał zejść po zdobytym dublecie. Nie było za to większych problemów ze strony gospodarzy, którzy nie zdołali złapać kontaktu.

