Choć formalnie gospodarzem był Inter Mediolan, to na wielkim San Siro nie mógł grać. Mediolański stadion wkrótce powita olimpijczyków, dlatego Inter wynajął stadion w pobliskiej Monzy. W zimny i deszczowy wieczór tylko kilka tysięcy widzów pofatygowało się na ćwierćfinał z Torino.
Sprawdź szczegóły meczu Inter – Torino

Mało kto spodziewał się wielkiego widowiska i piłkarze jakby o tym wiedzieli – przez blisko 20 minut trudno było wskazać wydarzenie godne uwagi, dlatego widownia wyraźnie rozbudziła się, gdy w tejże 20. minucie Carlos Augusto z dystansu huknął w poprzeczkę.
Nawet grając drugim garniturem, Inter wyraźnie przeważał i tylko konkretów w tercji przyjezdnych brakowało. W 35. minucie zmienił tę sytuację Issiaka Kamate, który świetnie wkręcił piłkę spod prawej linii bocznej, a Ange-Yoan Bonny jakby od niechcenia doszedł do strzału głową, posyłając piłkę między rękami wychodzącego do interwencji Paleariego.
Jeszcze w 45. minucie gospodarzom humory mógł zepsuć Vlasić wrzuceniem piłki przed bramkę, jednak Kulenović główkował niecelnie. I miał czego żałować, skoro tuż po powrocie Inter podwoił swoją przewagę. Schematyczna akcja pozwoliła przejść prawą stroną w tercję rywali, skąd Thuram zgrał za obrońców, a Andy Diouf wślizgiem zapewnił 2:0.
Scenariusz wydawał się zrealizowany i miejscowi pewnie najchętniej skończyliby mecz. Torino nie miało zamiaru do tego dopuszczać: w 57. minucie piłka jak po sznurku poszła wzdłuż prawej linii, a Marcus Pedersen z rykoszetem posłał piłkę na bliższy słupek, gdzie Kulenović dopchnął piłkę na wagę kontaktu.
Zamiast kontroli Inter zafundował sobie nerwy, a w 74. minucie kibice mogli łapać się za głowy, bowiem Prati zdołał wykończyć rozegranie rzutu wolnego celną główką. Zdążył podbiec do głośnego sektora gości, ale nie było czego świętować – nieznacznie spalił. Więcej goście nie zdołali jednak ugrać, nawet pięć doliczonych minut nie odebralo Interowi awansu do półfinału.

