Szalony doliczony czas gry na Old Trafford. Kolejne zwycięstwo United pod wodzą Carricka

Szalony doliczony czas gry na Old Trafford. Kolejne zwycięstwo United pod wodzą Carricka
Szalony doliczony czas gry na Old Trafford. Kolejne zwycięstwo United pod wodzą CarrickaPhoto by PAUL ELLIS / AFP

Trwa pasmo zwycięstw Manchesteru United od kiedy drużynę po Rubenie Amorimie przejął do końca sezonu Michael Carrick. Po zwycięstwach z Manchesterem City i Arsenalem, tym razem Czerwone Diabły rozprawiły się 3:2 z Fulham na Old Trafford.

Jeszcze przy stanie 0:0 mieliśmy dwie kontrowersje związane z potencjalnymi rzutami karnymi dla gospodarzy. Najpierw w polu karnym upadł Bryan Mbeumo, ale wówczas sędzia John Brooks ani myślał odgwizdywać jedenastkę. Kilka minut później w szesnastce leżał już Matheus Cunha i tym razem arbiter chwycił za gwizdek. Analiza VAR pokazała jednak, że Jorge Cuenca faulował poza polem karnym i decyzja ta została cofnięta.

Ostatecznie uznano, że za to przewinienie należy się rzut wolny. Do ustawionej piłki podszedł Bruno Fernandes i dośrodkował na głowę Casemiro, który mocnym uderzeniem głową otworzył wynik spotkania, który utrzymał się do przerwy. Prawdziwe emocje mieliśmy jednak w drugiej połowie. 

W 56. minucie kolejny popis geniuszu dał Casemiro, który do gola dołożył asystę. Posłał piękne podanie w pole karne do Cunhi, a ten huknął na bramkę i wydawało się, że wynik 2:0 da już spokojne zwycięstwo Manchesterowi United. Tak się jednak nie stało, bo Fulham zdołało odrobić wszystkie straty. 

Najpierw w 70. minucie do siatki trafił Cuenca, ale to trafienie zostało jeszcze cofnięte przez VAR za spalonego w fazie budowania akcji. 

Wreszcie w 83. minucie tlenu gościom dodał... Harry Maguire, który bezsensownym faulem w polu karnym podarował Fulham rzut karny. Do piłki podszedł Raul Jimenez i posłał piłkę w samo okienko bramki Belga. Rzadko zdarzają się pięknie wykonane rzuty karne, ale ten właśnie taki był. 

Prawdziwe cuda działy się jednak w doliczonym czasie gry. Najpierw wydawało się, że bohaterem zostanie Kevin, który pojawił się na placu gry w drugiej połowie i ze skraju pola karnego cudownie uderzył na bramkę Lammensa, trafiając w samo okienko i doprowadzając do remisu 2:2. 

Czerwone Diabły jednak nie odpuściły i momentalnie ruszyły do ataku. Szarżujący prawym skrzydłem Bruno Fernandes podał w pole karne do Benjamina Sesko, a ten spokojnie przyjął sobie piłkę i uderzył poza zasięgiem Bernda Leno, rozpoczynając fetę na Old Trafford. 

Trwa więc piękna seria Manchesteru United, który 24. kolejkę Premier League będzie kończył na czwartym miejscu w tabeli.