Odkładając na bok kwestie finansowe związane z transferami, jasne jest, że Czerwone Diabły muszą najpierw uporządkować sprawy związane z obsadą ławki trenerskiej od przyszłego sezonu, zanim zapadną jakiekolwiek decyzje dotyczące kształtu pierwszego zespołu na kolejne rozgrywki.
Chwila refleksji to rozsądny ruch ze strony United
Wystarczy cofnąć się o jedną zmianę trenera, by przypomnieć sobie, jak Erik ten Hag dostał możliwość sprowadzenia nowych piłkarzy, a następnie został zwolniony, przez co Ruben Amorim przejął zespół z zawodnikami, których wyraźnie nie chciał.
Skoro Amorim podzielił los swojego poprzednika, Jason Wilcox i Omar Berrada – a pośrednio także Sir Jim Ratcliffe – nie mogli pozwolić sobie na przekazanie środków Michaelowi Carrickowi, jeśli nie mieli stuprocentowej pewności, że to on poprowadzi drużynę od początku sezonu 2026/27.
Biorąc pod uwagę, jak Carrick rozpoczął swoją drugą kadencję jako tymczasowy trener na stadionie Old Trafford, z pewnością włączył się do grona kandydatów na stałego szkoleniowca, choć sam doskonale rozumie, że na tym etapie trzeba zachować ostrożność.
Jak jednak zauważył już transferowy insider Flashscore, Dean Jones, klub musi mieć świadomość, kto może być dostępny na rynku latem i jakie warunki mogą być związane z ewentualnym transferem.
Nowy środkowy pomocnik to konieczność
Od dawna wskazuje się, że kilka pozycji w kadrze wymaga wzmocnień, a jedną z nich jest środek pola.
Bruno Fernandes, mimo wszystkich swoich atutów od momentu dołączenia do klubu, nie staje się młodszy, a perspektywa ostatniego dużego kontraktu, być może w Arabii Saudyjskiej, to coś, czego nie można już lekceważyć.
Jeśli Portugalczyk, który na początku przyszłego sezonu będzie miał 32 lata, otrzyma ofertę finansową nie do przebicia, trudno byłoby mu ją z miejsca odrzucić.
Niezależnie od tego, czy zostanie, czy odejdzie, United od dawna brakuje defensywnego środkowego pomocnika, który potrafiłby włączać się do ataku tak, jak kiedyś Bryan Robson czy Roy Keane w barwach Czerwonych Diabłów.
Ugarte i Mainoo to nie jest rozwiązanie
Wiele oczekiwano po Manuelu Ugarte, ale nie spełnił pokładanych w nim nadziei, a Kobbie Mainoo to raczej ofensywny pomocnik, mimo że czasami pokazywał się z dobrej strony w bardziej defensywnej roli.
Plotki dotyczące Brighton i Carlosa Baleby oraz Nottingham Forest i Elliota Andersona nie są więc bezpodstawne.

Obaj zawodnicy wyróżniają się w defensywie, nie boją się twardej gry i są w stanie biegać od pola karnego do pola karnego przez pełne 90 minut.
Ale jak wypadają na tle siebie?
Jak prezentują się Anderson i Baleba?
Przede wszystkim obaj są w podobnym wieku – Baleba (22 lata) jest nieco młodszy od Andersona (23 lata). Jeśli ominą ich kontuzje, do piłkarskiego szczytu jeszcze trochę im brakuje, co powinno być dobrą wiadomością dla United, jeśli zdecyduje się na któregoś z nich.
Żaden z nich nie słynie ze skuteczności pod bramką rywali, choć dorobek Andersona – trzy gole i osiem asyst w 72 meczach dla Forest – wypada korzystniej niż cztery gole i dwie asysty Baleby w 99 występach dla Mew.

Nic dziwnego, że Anderson niedawno – choć dość późno – doczekał się powołania do reprezentacji Anglii.
W barwach Tricky Trees aż 907 z 1143 jego podań do przodu dotarło do adresata w ostatniej tercji boiska, a jego dynamiczne wejścia do ataku przełożyły się na 175 sytuacji, w których zanotował co najmniej 10 progresywnych wejść z piłką, regularnie przełamując linie rywali i pomagając Forest przesuwać grę do przodu.
Statystyka celności podań, która nigdy nie spadła poniżej 81% podczas jego pobytu na The City Ground, robi ogromne wrażenie – podobnie jak wygranie 110 z 174 pojedynków wślizgiem.
Zadziorność Andersona sprawiła też, że aż 466 razy odzyskiwał piłkę, co pokazuje, jak bardzo nie pozwala rywalom na swobodę w grze.

Rzadko docenia się także jego grę w powietrzu – tutaj również może pochwalić się wygraniem 103 z 169 pojedynków główkowych.
Jako zawodnik wszechstronny Anderson spełnia więc wszystkie wymagania, ale Baleba wcale nie odstaje.
Finanse i wola zawodnika zdecydują?
Baleba słynie z fizyczności i umiejętności utrzymania się przy piłce nawet pod dużą presją – do tej pory przegrał tylko 77 z 169 pojedynków wślizgiem w barwach Brighton.
802 rozegrane pojedynki jeden na jeden to kolejny dowód jego waleczności, choć do Andersona (936) jeszcze trochę mu brakuje.
Co ciekawe, obaj mają niemal identyczną skuteczność w tym elemencie gry.
Baleba również rzadko odpuszcza – 401 odzyskanych piłek to świetny wynik, podobnie jak 181 przypadków, gdy notował co najmniej 10 progresywnych wejść z piłką.
Jest motorem napędowym swojego zespołu, a do tego zawodnikiem, który zaliczył 2660 celnych podań na 2997 prób.
Widać więc wyraźnie, że obaj piłkarze wyróżniają się w wielu aspektach gry, których będzie wymagać od nich United.
Potencjalny transfer rozstrzygną oczywiście kwestie finansowe i preferencje samych zawodników, ale jeśli klub postawi sobie za cel grę w Lidze Mistrzów i go zrealizuje, zarówno Brighton, jak i Forest mogą mieć poważny problem, by zatrzymać swoich graczy.
Śledź kolejny mecz Manchesteru United na Flashscore.

