Lech Poznań - Lechia Gdańsk (na żywo od 20:15)
Widzew Łódź - Jagiellonia Białystok (1:3)
Widzew od początku spotkania ruszył do ataku i chciał potwierdzić swoją dużą jakość, o której dużo się mówiło podczas przerwy między rundami. Początkowe minuty nie przyniosły jednak żadnej klarownej sytuacji, a w grze obu ekip z minuty na minutę oglądaliśmy coraz więcej nerwowości. W 28. minucie Jagiellonia domagała się podyktowania rzutu karnego, jednak Pululu w momencie przewinienia znajdował się przed polem karnym Widzewa. Mimo tego gracze Adriana Siemieńca mieli niezłą okazję, bowiem Bartłomiej Wdowik to prawdziwy fachowiec, jeśli chodzi o rzuty wolne. W tej sytuacji jednak fatalnie przestrzelił.
W 36. minucie na prowadzenie wyszli goście. Jesus Imaz wykorzystał złe zachowanie obrony łodzian, podał do Bartosza Mazurka, a 19-latek pewnym strzałem wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Widzew po stracie gola totalnie się podłamał i do końca połowy to gracze gości prowadzili grę i kontrolowali wydarzenia boiskowe. Finalnie obie ekipy zeszły na przerwę z wynikiem 1:0 dla gości.
Druga odsłona rozpoczęła się nieźle dla Widzewa, bowiem już w 48. minucie po dograniu Bergiera w niezłej sytuacji znalazł się Bukari, jednak jego strzał głową poszybował obok bramki. W 54. minucie arbiter po analizie VAR podyktował rzut karny, po tym jak Shehu sfaulował we własnym polu karnym Pululu. Do jedenastki podszedł sam poszkodowany, który strzałem w środek bramki podwyższył wynik na 2:0. Łodzianie w tym meczu mieli ogromne problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych, a Jagiellonia totalnie wyłączyła ofensywnych piłkarzy Widzewa.
W 80. minucie było już 3:0. Wojtuszek znalazł się totalnie niepilnowany w odległości około 15 metrów od bramki rywala i ładnym, technicznym strzałem podwyższył prowadzenie gości. Gospodarze do samego końca starali się uratować swój honor chociaż jedną bramką i w końcówce ta sztuka im się udała. W 87. minucie w polu karnym Wojtuszek sfaulował Fornalczyka i arbiter nie miał wyjścia - wskazał na jedenasty metr. Bergier pewnym strzałem ustalił wynik na 1:3, który jednak w Łodzi na pewno nikogo nie satysfakcjonuje.

Górnik Zabrze - Piast Gliwice (2:1)
Mróz nie powstrzymał w Zabrzu kibiców żadnej z drużyn, którzy szczelnie wypełnili trybuny, by oglądać pierwsze tegoroczne śląskie derby. Zdecydowanie lepiej weszli w nie goście – Piast ruszył wysoko i miejscowi nie mogli sobie poradzić w pierwszych minutach. To jednak "Trójkolorowi" uderzyli pierwsi – w 8. minucie Plach zdusił piłkę przy murawie po uderzeniu Kubickiego. Minutę później poważny błąd zaliczył Marcel Łubik, oddając piłkę pośrednio Dalmau. Na szczęście ten spalił.
Dopiero w połowie pierwszej odsłony doczekaliśmy się gola. Fani Górnika byli pewni, że wynik otworzył Rafał Janicki, z główki pakujący piłkę do bramki gości. Nic z tego, gola nie uznano, a moment później Piast odpowiedział bezbłędnie – Quentin Boisgard szczupakiem skoczył do piłki od Sanki, wciskając ją pod słabo interweniującym Łubikiem.
Goście chcieli iść za ciosem, lecz ostatni kwadrans pierwszej połowy należał do Górnika. Brandon Domingues zmusił Placha do wybicia na bok mocnym uderzeniem, a do dobitki dopadł świetnie ustawiony Erik Janza, lekko po ziemi kierując piłkę za linię. Po powrocie z przerwy Zabrzanie byli jeszcze bardziej zmotywowani, „siadając” na rywali od początku. Efekt? W 50. minucie długie dogranie Kubickiego z lewej przed bramkę i Maksym Chłań precyzyjnie umieścił piłkę poza zasięgiem Placha na 2:1.
Daniel Myśliwiec szybko zareagował zmianami, lecz gospodarze trzymali kontrolę i nie było mowy o powrocie "Piastunek" do gry. Mało tego, na kwadrans przed końcem spotkania Maksym Chłań powinien mieć asystę. Prowadził atak i odegrał przed polem karnym do niekrytego na lewej Dominguesa. Ten uderzył mocno, tyle że w Placha. Minimalna przewaga gospodarzy mogła zemścić się dopiero w 89. minucie, gdy Jorge Felix nieoczekiwanie doszedł do strzału głową i posłał piłkę w poprzeczkę. Nerwy utrzymały się do końca, jednak nawet posłanie Placha w pole karne gospodarzy nie dało Piastowi nic.

