Legia Warszawa - Widzew Łódź (1:0)
Początek spotkania rozgrywanego w Warszawie był całkiem obiecujący. Już w trzeciej minucie świetne podanie od Jeana-Pierre’a Nsame otrzymał Mileta Rajović, napastnik skierował piłkę tuż przy bliższym słupku, ale Bartłomiej Drągowski pokazał, że jest odpowiednio rozgrzany.
Goście odpowiedzieli już po chwili. Uderzeniem z dystansu Otto Hindricha postanowił zaskoczyć Emil Kornvig, jednak piłka przeleciała tuż obok bramki.
Na tym piłkarskie “fajerwerki” w pierwszej odsłonie w zasadzie się zakończyły. Podopieczni Marka Papszuna mieli ogromną przewagę w posiadaniu piłki - po pierwszym kwadransie 81% - ale niewiele z tego wynikało. Zawodnicy Widzewa byli skoncentrowani w defensywie, rzadko podejmując ryzyko w ataku. Wystarczy wspomnieć, że goście przed przerwą nie oddali ani jednego celnego strzału.
Jeszcze w końcówce pierwszej połowy na murawie kontuzjowanego Pawła Wszołka zastąpił Arkadiusz Reca. Rezerwowy sam także doznał jednak urazu i zakończył swój występ tuż przed upływem godziny starcia.

Obraz gry powoli się zmieniał, gdyż zawodnicy Aleksandara Vukovicia w końcu zaczęli podejmować inicjatywę. Wciąż jednak większe zagrożenie stwarzali gospodarze, w 62. minucie głową tuż obok słupka uderzał Kamil Piątkowski.
Wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, ale w doliczonym czasie gry fani na stadionie wpadli w euforię. Bartosz Kapustka po zamieszaniu w polu karnym uderzył w kierunku słupka, piłkę tuż przed linią do siatki skierował Rafał Adamski i swoją trzecią bramką w sezonie zapewnił drużynie ważne zwycięstwo i cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.
Korona Kielce - Piast Gliwice (1:1)
Piątkowa konfrontacja na stadionie przy ulicy Ściegiennego miała niebagatelne znaczenie. Korona przed tym meczem miała dwa, a Piast trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Dla obu ekip zwycięstwo mogło okazać się milowym krokiem w stronę przedłużenia ligowego bytu na kolejny sezon.
Już po kilkudziesięciu sekundach gospodarze mieli dobrą okazję do objęcia prowadzenia - Dawid Błanik wpadł w pole karne, ale naciskany przez obrońcę zespołu z Gliwic pogubił się w dryblingu. Goście nie zamierzali się tylko bronić. Po jednym z ataków Piasta bramkę efektowną przewrotką chciał zdobyć Juande Rivas, ale nie trafił czysto w piłkę.
Na murawie trwała wymiana ciosów z obu stron. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Błanika, główkował Mariusz Stępiński, ale poprzeczka uratowała ekipę z Górnego Śląska od utraty gola. Kilka minut później były reprezentant kraju usiłował ponownie zaskoczyć Dominika Holca, ale jego uderzenie było zbyt słabe, aby sprawić kłopoty bramkarzowi gości.
W 16. min w szesnastkę Piasta dośrodkował Marcel Pięczek, ale po główce Stępińskiego Holec popisał się kapitalną interwencją. Kilka minut później z kolei bramkarz Korony Xavier Dziekoński uratował swój zespół, wygrywając pojedynek sam na sam z Quentinem Boisgardem.
W 25. min fatalny błąd popełnił Holec, tracąc piłkę we własnym polu karnym. Martin Remacle nie potrafił jednak skorzystać z prezentu, gdyż zbyt długo zwlekał ze strzałem i został zablokowany. Optyczna przewaga należała do Korony, która największe zagrożenie stwarzała po stałych fragmentach gry. Defensywa gości stanęła jednak na wysokości zadania i obie drużyny schodziły na przerwę przy wyniku bezbramkowym.
Druga połowa mogła się rozpocząć w wymarzony sposób dla ekipy z Gliwic. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Jason Lokilo i słupek uratował Koronę od straty bramki. Wyczyn piłkarza z Konga skopiował za chwilę Remacle.
"Piastunki" zaczęły grać znacznie odważniej niż w pierwszej połowie i w 53. min objęły prowadzenie. Po długim wyrzucie z autu Patryka Dziczka, piłkę głową przedłużył jeden z jego kolegów, dopadł do niej Rivas i pewnie pokonał Dziekońskiego.
Piast z prowadzenia cieszył się tylko trzy minuty. Po dośrodkowaniu Wiktora Długosza, Dawid Błanik strzałem głową nie dał żadnych szans Holcowi.

Po stracie bramki zespół z Gliwic ruszył do śmiałych ataków. W 73. min wydawało się, że goście muszą zdobyć kolejnego gola, ale Marcel Pięczek wybił piłkę z linii bramkowej. Za chwilę po mocnym uderzeniu Tomasiewicza piłką przeszła nad poprzeczką. Napór drużyny z Górnego Śląska trwał nadal i Boisgard trafił w poprzeczkę.
W ostatnich minutach rezon odzyskali gospodarze i kilka razy pod bramką Holca było groźnie. Swoje szanse mieli także rywale. Najlepszą zmarnował Filip Borowski. W 90. min wydawało się, że Korona zdobędzie bramkę na wagę trzech punktów, ale słowacki bramkarz Piasta uchronił zespół przed stratą gola broniąc strzał z kilku metrów. Minutę później to Dziekoński popisał się świetną interwencją zatrzymując nogami uderzenie Germana Barkowskiego.
Już w doliczonym czasie gry to Korona miała "piłkę meczową". W pole karne gości odważnie wszedł wprowadzony w drugiej połowie Antonin Cortes. Hiszpan znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Piasta, ale w tym momencie sędzia Patryk Gryckiewicz odgwizdał jego faul na obrońcy Piasta. Decyzja arbitra spotkała się z ostrym sprzeciwem kieleckich fanów, ale wynik już się nie zmienił.
