Piątek z Ekstraklasą: Legia wyszarpała zwycięstwo z Widzewem, Korona wciąż bez wygranej

Zaktualizowany
Legia wyszarpała zwycięstwo z Widzewem
Legia wyszarpała zwycięstwo z WidzewemPAP/Leszek Szymańsk

Kolejka nr 31 PKO BP Ekstraklasy rozpoczęła się w Kielcach, gdzie Korona zremisowała z Piastem Gliwice 1:1, przedłużając serię meczów bez zwycięstwa do pięciu. Z kolei w wielkim klasyku Legia pokonała u siebie Widzew, zapewniając sobie wygraną w końcówce spotkania.

Legia Warszawa - Widzew Łódź (1:0)

Początek spotkania rozgrywanego w Warszawie był całkiem obiecujący. Już w trzeciej minucie świetne podanie od Jeana-Pierre’a Nsame otrzymał Mileta Rajović, napastnik skierował piłkę tuż przy bliższym słupku, ale Bartłomiej Drągowski pokazał, że jest odpowiednio rozgrzany.

Goście odpowiedzieli już po chwili. Uderzeniem z dystansu Otto Hindricha postanowił zaskoczyć Emil Kornvig, jednak piłka przeleciała tuż obok bramki.

Na tym piłkarskie “fajerwerki” w pierwszej odsłonie w zasadzie się zakończyły. Podopieczni Marka Papszuna mieli ogromną przewagę w posiadaniu piłki - po pierwszym kwadransie 81% - ale niewiele z tego wynikało. Zawodnicy Widzewa byli skoncentrowani w defensywie, rzadko podejmując ryzyko w ataku. Wystarczy wspomnieć, że goście przed przerwą nie oddali ani jednego celnego strzału.

Jeszcze w końcówce pierwszej połowy na murawie kontuzjowanego Pawła Wszołka zastąpił Arkadiusz Reca. Rezerwowy musiał jednak rozczarować swoją postawą szkoleniowca, gdyż zakończył swój występ tuż przed upływem godziny starcia, otrzymując tzw. "wędkę". Wahadłowy, wyraźnie niezadowolony, od razu udał się do szatni.

Statystyki meczu
Statystyki meczuFlashscore

Obraz gry powoli się zmieniał, gdyż zawodnicy Aleksandara Vukovicia w końcu zaczęli podejmować inicjatywę. Wciąż jednak większe zagrożenie stwarzali gospodarze, w 62. minucie głową tuż obok słupka uderzał Kamil Piątkowski.

Wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, ale w doliczonym czasie gry fani na stadionie wpadli w euforię. Bartosz Kapustka po zamieszaniu w polu karnym uderzył w kierunku słupka, piłkę tuż przed linią do siatki skierował Rafał Adamski i swoją trzecią bramką w sezonie zapewnił drużynie ważne zwycięstwo i cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.

Korona Kielce - Piast Gliwice (1:1)

Piątkowa konfrontacja na stadionie przy ulicy Ściegiennego miała niebagatelne znaczenie. Korona przed tym meczem miała dwa, a Piast trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Dla obu ekip zwycięstwo mogło okazać się milowym krokiem w stronę przedłużenia ligowego bytu na kolejny sezon.

Już po kilkudziesięciu sekundach gospodarze mieli dobrą okazję do objęcia prowadzenia - Dawid Błanik wpadł w pole karne, ale naciskany przez obrońcę zespołu z Gliwic pogubił się w dryblingu. Goście nie zamierzali się tylko bronić. Po jednym z ataków Piasta bramkę efektowną przewrotką chciał zdobyć Juande Rivas, ale nie trafił czysto w piłkę.

Na murawie trwała wymiana ciosów z obu stron. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Błanika, główkował Mariusz Stępiński, ale poprzeczka uratowała ekipę z Górnego Śląska od utraty gola. Kilka minut później były reprezentant kraju usiłował ponownie zaskoczyć Dominika Holca, ale jego uderzenie było zbyt słabe, aby sprawić kłopoty bramkarzowi gości.

W 16. min w szesnastkę Piasta dośrodkował Marcel Pięczek, ale po główce Stępińskiego Holec popisał się kapitalną interwencją. Kilka minut później z kolei bramkarz Korony Xavier Dziekoński uratował swój zespół, wygrywając pojedynek sam na sam z Quentinem Boisgardem.

W 25. min fatalny błąd popełnił Holec, tracąc piłkę we własnym polu karnym. Martin Remacle nie potrafił jednak skorzystać z prezentu, gdyż zbyt długo zwlekał ze strzałem i został zablokowany. Optyczna przewaga należała do Korony, która największe zagrożenie stwarzała po stałych fragmentach gry. Defensywa gości stanęła jednak na wysokości zadania i obie drużyny schodziły na przerwę przy wyniku bezbramkowym.

Druga połowa mogła się rozpocząć w wymarzony sposób dla ekipy z Gliwic. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Jason Lokilo i słupek uratował Koronę od straty bramki. Wyczyn piłkarza z Konga skopiował za chwilę Remacle.

"Piastunki" zaczęły grać znacznie odważniej niż w pierwszej połowie i w 53. min objęły prowadzenie. Po długim wyrzucie z autu Patryka Dziczka, piłkę głową przedłużył jeden z jego kolegów, dopadł do niej Rivas i pewnie pokonał Dziekońskiego.

Piast z prowadzenia cieszył się tylko trzy minuty. Po dośrodkowaniu Wiktora Długosza, Dawid Błanik strzałem głową nie dał żadnych szans Holcowi.

Statystki meczu
Statystki meczuFlashscore

Po stracie bramki zespół z Gliwic ruszył do śmiałych ataków. W 73. min wydawało się, że goście muszą zdobyć kolejnego gola, ale Marcel Pięczek wybił piłkę z linii bramkowej. Za chwilę po mocnym uderzeniu Tomasiewicza piłką przeszła nad poprzeczką. Napór drużyny z Górnego Śląska trwał nadal i Boisgard trafił w poprzeczkę.

W ostatnich minutach rezon odzyskali gospodarze i kilka razy pod bramką Holca było groźnie. Swoje szanse mieli także rywale. Najlepszą zmarnował Filip Borowski. W 90. min wydawało się, że Korona zdobędzie bramkę na wagę trzech punktów, ale słowacki bramkarz Piasta uchronił zespół przed stratą gola broniąc strzał z kilku metrów. Minutę później to Dziekoński popisał się świetną interwencją zatrzymując nogami uderzenie Germana Barkowskiego.

Już w doliczonym czasie gry to Korona miała "piłkę meczową". W pole karne gości odważnie wszedł wprowadzony w drugiej połowie Antonin Cortes. Hiszpan znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Piasta, ale w tym momencie sędzia Patryk Gryckiewicz odgwizdał jego faul na obrońcy Piasta. Decyzja arbitra spotkała się z ostrym sprzeciwem kieleckich fanów, ale wynik już się nie zmienił. 

Piłka nożna